"Nie powiem ci, w jakim składzie zagramy, ale posłuchaj tych słów i wyciągnij wnioski: to mecz z Lechem"

- Nie powiem ci, w jakim składzie zagramy, ale posłuchaj tych słów i wyciągnij wnioski: to mecz z Lechem - mówi jeden z trenerów Legii przed niedzielnym spotkaniem kończącym sezon.


W niedzielne popołudnie przy Łazienkowskiej będą złote medale, mistrzowskie trofeum, szampany i kolejny wybuch radości legionistów z oficjalnie wywalczonego już tytułu. Ale by radość była pełniejsza, najpierw trzeba wygrać z drugim w tabeli Lechem. Spotkanie rozpocznie się o 18, obejrzy je ponad 29 tys. widzów.

- Rywalizacja z Lechem nie jest jak każda inna. To derby ligi, najważniejsze spotkanie w sezonie i musimy zagrać na 100 proc. - mówi kapitan Legii Ivica Vrdoljak. - Poza tym jesteśmy winni naszym kibicom wygraną, po tym jak w zeszłym tygodniu ulegliśmy Ruchowi. Chcemy im podziękować za cały rok wsparcia, bo przez ten czas byli naszym dwunastym zawodnikiem. Inną kwestią jest to, że świętowanie mistrzostwa smakować będzie lepiej po zwycięstwie w ostatniej kolejce.

Legia z Lechem grała w tym sezonie dwukrotnie - w październiku w Poznaniu było 1:1 po bramkach Tomasza Jodłowca i Gergo Lovrencsicsa, w marcu w Warszawie legioniści wygrali 1:0. Zwycięską bramkę zdobył Miroslav Radović, którego w niedzielę zabraknie (stłuczone żebra). W tym drugim meczu to Lech miał przewagę, oddał więcej strzałów, zdominował środek pola, grał niewygodnym dla Legii pressingiem.

Ale w ostatnich tygodniach poznaniacy nie wytrzymali tempa Legii, która wygrywała mecz za meczem. Drużyna Henninga Berga mistrzem została po dwóch potknięciach Lecha - 1:2 na wyjeździe z Lechią i 0:0 u siebie z Pogonią. Ale mimo że wszystko jest już rozstrzygnięte, obie strony zapowiadają, że niedzielny mecz będzie grany na poważnie.

- Nieważne, czy gramy z Legią o miejsce pierwsze, drugie, siódme, ostatnie czy o cokolwiek. Skoro jest mecz w Warszawie, to musi się lać krew. Musi być rzeźnia - powiedział przed meczem napastnik Lecha Łukasz Teodorczyk. Michał Kucharczyk, który w ostatnich pięciu meczach wykorzystał szansę, którą dał mu Berg, i strzelił trzy gole, tonuje nieco ostre słowa rywala: - One są nieco nie na miejscu. Piłka nożna to piękna dyscyplina i nie ma tu miejsca na "rzeźnię", jak ujął to Teodorczyk. Futbol to nie licytacja, kto kogo mocniej kopnie albo uderzy.

Walka powinna być jednak twarda, a przed meczem nie powinno być szpaleru dla mistrzowskiej Legii. Tak przynajmniej wynika z ostatnich słów piłkarzy Lecha. Szpaleru, który jest wyrazem gratulacji i szacunku dla mistrza, lechici nie mają obowiązku formować, zapis o tym mówiący zniknął z regulaminu ekstraklasy po ostatnim sezonie.

- Nie znam zwyczajów, jakie w Polsce panują. Uważam jednak, że tworzenie szpaleru to coś absolutnie normalnego - stwierdził w czwartek Berg. - Widziałem to w Anglii, w innych krajach Europy także takie rzeczy się robi. Ruch i Pogoń także mogły... Gdybyśmy to my musieli taki szpaler utworzyć Lechowi, to nie miałbym z tym problemu. To jednak ich sprawa, ja nie zaprzątam sobie tym głowy.

Norweski trener w środę w Szczecinie dał pograć zmiennikom - w wygranym 1:0 meczu z Pogonią wystąpili m.in. bramkarz Konrad Jałocha, Daniel Łukasik, Raphael Augusto, Jakub Kosecki i Orlando Sa, ale z Lechem Legia zagra w najsilniejszym składzie. - Nie wymienię nazwisk, ale posłuchaj tych słów i wyciągnij wnioski: to mecz z Lechem - powiedział w piątek jeden z trenerów Legii.

Po dekoracji medalami, która będzie miała miejsce na płycie boiska, na stadionie odbędzie się show przygotowany przez klub i kibiców.

Legia - Lech, niedziela, godz. 18. Transmisja w Canal+ Sport. Sędziuje Minoru Tojo (Japonia).

Przypuszczalny skład Legii: Kuciak - Bereszyński, Rzeźniczak, Astiz, Brzyski - Żyro, Vrdoljak, Jodłowiec, Kucharczyk - Duda, Saganowski (Sa).