Bartosz Bereszyński: Nie mogę się doczekać meczu z Lechem, ale na rozlewie krwi nam nie zależy

- Na pewno wiele osób po porażce z Ruchem zakładało, że odpuścimy. Ostatnim meczem z Pogonią pokazaliśmy jednak, że chce nam się do końca. Już nie mogę się doczekać spotkania z Lechem. Chcemy je wygrać dla naszych kibiców - mówi Bartosz Bereszyński.


W niedzielę mistrzowie Polski zakończą udany sezon 2013/14 spotkaniem z Lechem. Początek meczu na Pepsi Arenie o 18 (transmisja w Canal+ Sport, relacja na żywo na warszawa.sport.pl). Dwa dni później legioniści rozpoczną urlopy. Przerwa nie potrwa długo, bo już 17 czerwca piłkarze stawią się przy Łazienkowskiej na pierwszym treningu. A sześć dni później wyjadą do Gniewina, gdzie przebywać będą do 2 lipca. W czasie obozu na Pomorzu warszawianie rozegrają trzy sparingi z Atlantasem Kłajpedą, Pogonią Szczecin i Arką Gdynia.

Bartek Kubiak: Od dwóch kolejek jesteście mistrzami Polski. Nie jest ciężko zmotywować się na ten ostatni mecz sezonu?

Bartosz Bereszyński: Na pewno wiele osób po porażce z Ruchem [1:2 - red.] zakładało, że odpuścimy. Ostatnim meczem w Szczecinie pokazaliśmy jednak, że chce nam się do końca. Że potrafimy rozgraniczyć czas na zabawę i ciężką pracę. Za to wielki szacunek dla całej drużyny. W Szczecinie wszyscy pokazaliśmy, że jak trzeba zasuwać, to zasuwamy. Myślę, że z Lechem będzie podobnie.

Za wami chyba bardzo imprezowy tydzień?

- Nie będę ukrywał, że nic się nie działo. Cieszyliśmy się, świętowaliśmy i poimprezowaliśmy. Ale tak jak mówię - ten mecz w Szczecinie pokazał, że czas na zabawę i ciężką pracę rozdzieliliśmy idealnie.

Henning Berg jakoś specjalnie motywuje was przed meczem z Lechem?

- Nie musi. Trener wie, że każdy z nas jest profesjonalistą i podchodzi do tego poważnie. Najbardziej motywuje nas to, że nasz stadion będzie pełny kibiców - aż chce się grać, aż chce się dla nich wygrać. Już nie mogę się doczekać tego meczu.

"Skoro mecz jest w Warszawie, gramy z Legią, to musi się lać krew. Musi być rzeźnia" - wiesz, kto to powiedział?

- Nie wiem, kto?

Łukasz Teodorczyk. Jakoś to skomentujesz?

- Mecz z Lechem jest wyjątkowy, mam jednak nadzieję, że Łukasz powiedział to w formie dużej metafory, bo nam na rozlewie krwi nie zależy. My jako Legia chcemy grać w piłkę, chcemy wygrać.

W Szczecinie zagrałeś na lewej obronie. Kolejna nowa pozycja?

- Pierwszy raz w życiu zagrałem na lewej obronie. Jestem zadowolony, bo każda taka zmiana czegoś uczy. O to, jak wypadłem, proszę zapytać trenera. Ale dla mnie to istotne, że mogę być uniwersalnym zawodnikiem. Dla zespołu myślę, że też, bo przecież w tej chwili w drużynie na lewą obronę mamy tylko Tomasza Brzyskiego. I jeśli mamy szukać alternatywy na tę pozycję, to teraz jest na to najlepszy czas.

Jak podsumujesz ten sezon w swoim wykonaniu?

- Ciężko pracowałem w czasie okresów przygotowawczych, ale już w trakcie sezonu łapałem kontuzje. Najpierw po meczu ze Steauą wypadłem na dwa miesiące, a zimą złamałem nos i pauzowałem dziewięć tygodni. Mogło być lepiej, ale już nie chcę rozpamiętywać. Teraz przed nami mecz z Lechem, potem krótkie urlopy i zaraz wracamy walczyć o nasze marzenia, czyli o Ligę Mistrzów. Mam nadzieję, że limit pecha już wyczerpałem i zdrowie będzie dopisywać.