Michał Kucharczyk: Wyszło na moje

- Udowodniłem, jak wiele dobrego mogę dać drużynie, że mogę być wartościowym graczem. Nie czułem i nie czuję się słabszy od moich konkurentów - mówi skrzydłowy Legii Michał Kucharczyk.


U Henninga Berga zaczął bez rewelacji - w pierwszych pięciu meczach pod wodzą nowego szkoleniowca zaliczył ledwie godzinę gry, a na pięć kolejnych zupełnie wypadł ze składu. Wydawało się, że przegrał rywalizację na skrzydle Legii. Wrócił do gry dzięki kontuzjom i słabszej formie Henrika Ojamy. Swoją szansę wykorzystał znakomicie - zagrał w ostatnich pięciu meczach, strzelił trzy gole i nawet jeśli wchodził na boisko jako joker, i tak potrafił błysnąć. Jak w spotkaniu z Pogonią, kiedy jego trafienie dało Legii wygraną.

Piotr Wesołowicz: Życie jest przewrotne. Miesiąc temu pisano, że przegrywa pan rywalizację w Legii, a dziś, że jest jej zwycięzcą.

Michał Kucharczyk: Nie chcę tego w żaden sposób komentować. Każdy pisze, co uważa za słuszne, ale nikt do końca nie wie, co tak naprawdę dzieje się w klubie i jak wygląda rywalizacja w drużynie. O tym wiemy tylko my, zawodnicy i trener.

Niedawno powiedział pan, że nie jest jeszcze pewien, czy decyzja o pozostaniu w klubie była słuszna. Dziś pan już tę pewność ma?

- Przede wszystkim cieszę się, że wyszło na moje. Że udowodniłem, jak wiele dobrego mogę dać drużynie, że mogę być wartościowym graczem. Nie czułem i nie czuję się słabszy od moich konkurentów. Czy przekonałem do siebie trenera? Nie wiem. Wiem natomiast, że to on jest od ustalania składu, a mnie pozostaje walczyć na całego, czekać na swoją szansę i umieć ją wykorzystać. Mnie się to udało.

Łukasz Teodorczyk mówi, że w niedzielnym meczu będzie "rzeźnia". Potwierdzi pan tę opinię?

- Myślę, że te słowa są nieco nie na miejscu. Piłka nożna to piękna dyscyplina i nie ma tu miejsca na "rzeźnię", jak ujął to Teodorczyk. Futbol to nie licytacja, kto kogo mocniej kopnie albo uderzy. To opinia wydana chyba na wyrost.

Czyli nie ma co spodziewać się walki na śmierć i życie?

- Zagramy na sto procent, nie ma mowy o odpuszczaniu. Chyba każdy z nas marzy o zwycięstwie na koniec mistrzowskiego sezonu, wszyscy zdajemy sobie sprawę, ile ta wygrana dla Legii znaczy.