Z Puznówki do jedenastki kolejki w ekstraklasie. Skąd trafił do Legii Konrad Jałocha?

- Doskonale pamiętam jedno spotkanie. Graliśmy na wyjeździe z Deltą Warszawa i zupełnie nieoczekiwanie wygraliśmy 1:0. Cały zespół był wtedy wspaniały, ale Konrad przeszedł samego siebie. Bronił absolutnie wszystko - wspomina grę Konrada Jałochy Cezary Jedynak, prezes małego klubu Puznówka 1996.


Przed środowym meczem z Pogonią Szczecin trener Legii Henning Berg dokonał aż ośmiu zmian w składzie. Jedną z nich była roszada w bramce - w miejsce Duszana Kuciaka między słupkami stanął Konrad Jałocha. 23-letni zawodnik zagrał świetnie i kilka razy uchronił zespół od straty gola. Jego postawę docenili eksperci stacji Canal+, wybierając go do najlepszej jedenastki 36. kolejki ekstraklasy.

Chciał być bramkarzem

Jałocha grać w piłkę zaczynał w małym klubie Puznówka 1996 z gminy Pilawa. To 55 km od stolicy w stronę Lublina. To stamtąd pochodzi, choć urodził się w Warszawie. - Nie ma w tym żadnej tajemnicy, nie kryje się za tym żadna rodzinna migracja - opowiada prezes Puznówki Cezary Jedynak. - Konrad mieszkał tu z rodzicami. A jako że jesteśmy powiatem położnym blisko Warszawy, a najlepsze warunki do narodzin oferuje właśnie stolica, to tam przyszedł na świat. Jak zresztą wielu naszych mieszkańców.

Jedynak nie pamięta, w jakim wieku Jałocha zaczął treningi. - To był jeszcze dzieciak - mówi prezes, ale dodaje, że Jałocha od razu wiedział, na jakiej pozycji chce występować. Bronił w zespole rocznika 1991 pod okiem nieżyjącego już trenera Bogdana Wójcika. - To był prawdziwy pasjonat, a piłka nożna, zwłaszcza dziecięca, była całym jego życiem - wspomina kolegę Jedynak.

- Zarówno on, jak i cały rocznik, pod okiem Bogdana w krótkim czasie zrobił niesamowity postęp. W tym samym zespole trenował też jego brat bliźniak Kuba. On był napastnikiem i głównym dostarczycielem goli dla drużyny - dziś już w piłkę gra amatorsko, dla przyjemności. Jedyne, co odróżniało tę dwójkę, to wzrost - wspomina Jedynak. Konrad zawsze był duży, urósł do 200 cm.

Stał się przywódcą

Mimo przepaści, jaka dzieliła klub z małej miejscowości od innych zespołów, Puznówka odnosiła bardzo dobre wyniki w rozgrywkach trampkarzy. To właśnie w nich błysnął talent Jałochy. - Na mecze do stolicy nie jeździliśmy tylko po to, by stracić kilka bramek - opowiada Jedynak. - Podejmowaliśmy twardą walkę, choć od innych dzieliło nas wiele.

- Doskonale pamiętam jedno spotkanie. Graliśmy na wyjeździe z Deltą Warszawa i zupełnie nieoczekiwanie wygraliśmy 1:0. Cały zespół był wtedy wspaniały, ale Konrad przeszedł samego siebie. Bronił absolutnie wszystko. Mimo że był średnio o dwie głowy wyższy od rówieśników, imponował wspaniałym refleksem, a ze swojego wzrostu uczynił największy atut - wspomina prezes.

Jedynak podkreśla progres, jaki zrobił wówczas Jałocha. Nastolatek z roku na rok stawał się liderem na boisku, ale także poza nim. - Na początku był cichy i spokojny, ale zdecydowanie dojrzał do roli prawdziwego przywódcy. Pamiętam, jak po kilku latach po odejściu z naszego klubu wrócił do nas na mały turniej gminny. Dyrygował nie tylko obroną - krzyczał i żywiołowo ustawiał cały zespół. Zmienił się, pod tym względem trudno było go poznać.

Mazowsze przed Legią

Talent młodego bramkarza i dobra gra drużyny z małej miejscowości nie umknął uwadze większych klubów. Jałochą zainteresowały się nie tylko kluby z regionu. - Chęć sprowadzenia Konrada wyrażała między innymi Wilga Garwolin, ale on wykorzystał szansę zaprezentowania się szerszej publiczności. W rozgrywkach ligowych mierzyliśmy się z Orłem Warszawa na Stadionie Dziesięciolecia. Co prawda przegraliśmy aż 0:3, ale i tak nie zabrakło ciepłych słów pod kierunkiem Konrada od przedstawicieli warszawskich klubów.

W 2005 roku 14-letni Jałocha trafił do pobliskiego Mazowsza Miętne. Dlaczego wybrał mały klub pod Garwolinem, a nie szukał szansy w Warszawie? - To była najlepsza decyzja dla jego kariery - wspomina dalej Jedynak. - Konrad był jeszcze za młody, by wyjechać do stolicy. W Miętnym miał absolutnie wszystko, doskonałe boiska, basen i co najważniejsze - szkołę. A wszystko to w pobliżu domu.

W tym klubie wychował się także Maciej Górski - napastnik, który przed pięcioma laty trafił do Legii z Amiki Wronki. 24-letni dziś snajper występował głównie w drużynie Młodej Ekstraklasy i przez cztery sezony pobytu przy Łazienkowskiej zaledwie czterokrotnie pojawił się na boisku w pierwszym zespole.

- Jesteśmy niezwykle dumni z wychowanków naszego regionu, w Akademii Legii z Puznówki jest jeszcze 18-letni Piotr Szostak - mówi Jedynak. - Ale to Konrad jest naszym największym sukcesem, który pokazuje, że ciężka, regularna praca i masa wyrzeczeń może doprowadzić młodego zawodnika absolutnie wszędzie. Nawet do takiego giganta jak Legia.

Szczęście po debiucie

Do Akademii Legii Jałocha trafił w 2007 roku, bronił w grupach młodzieżowych, przebił się do Młodej Ekstraklasy. Jesienią w sezonie 2012/13 był trzecim bramkarzem w kadrze zespołu trenera Jana Urbana, wiosną został wypożyczony do drugoligowej Chojniczanki. W tym klubie bronił także na początku obecnego sezonu, do Legii wrócił zimą, przed debiutem w Szczecinie, wystąpił dwa razy w trzecioligowych rezerwach.

- Czekałem długo na tę szansę i w końcu ją otrzymałem - powiedział Jałocha po zwycięstwie z Pogonią. - Ciężko na to pracowałem i jestem bardzo szczęśliwy, że trener dał mi zagrać w tej sytuacji.