Legijni warszawiacy na zesłaniu. Co ich nie zabije, to wzmocni?

Błyszczeli w Akademii, u Jana Urbana grali i strzelali gole w ekstraklasie, ale zimą na Łazienkowskiej miejsca w drużynie nie widział dla nich Henning Berg. - Przeprowadzka do Gdańska to dla mnie krok w tył - powiedział niedawno Aleksander Jagiełło.


Łączy ich wiele - 19-letni Jagiełło, 22-letni Mateusz Cichocki i 21-letni Patryk Mikita to warszawiacy. Zimą wszyscy ze stolicy jednak wyjechali - Jagiełło do Gdańska, Cichocki do Gdyni, a Mikita do Łodzi. Na zesłaniu wiedzie im się raczej słabo - Jagiełło w Lechii nie gra wcale, Mikita w Widzewie gra mało, a Cichocki kolejny sezon spędza w pierwszej lidze, która szczytem jego ambicji nie jest.

Na razie ta trójka idzie śladami Artura Jędrzejczyka. Obrońca Legii sprzedany w maju ubiegłego roku za 2,2 mln euro do FK Krasnodar na Łazienkowskiej nie od razu przebił się do składu. Zanim mu się udało, to przez trzy lata ogrywał się na wypożyczeniach. Najpierw w GKS Jastrzębiu, później w Dolcanie, a na koniec w Koronie.

- Artur to dobry przykład. Nigdy go nie skreśliliśmy i teraz podobnie jest z chłopakami. Do tego oni utożsamiają się z naszym klubem, są z Warszawy i to jest budujące. Oczywiście martwi nas, że grają niewiele. Ale nie mogę teraz obiecać, że po powrocie do Legii będą występować regularnie. Jest na to za wcześnie. W czerwcu wspólnie z ich menedżerami zastanowimy się, co dalej - mówi dyrektor sportowy Legii Jacek Mazurek.

Jest, jak jest

- Po dobrym początku troszkę się to wszystko posypało, póki co nie dostałem prawdziwej szansy. Na razie przeprowadzka do Gdańska to dla mnie krok w tył - powiedział niedawno Jagiełło, który zimą jako pierwszy z trójki warszawiaków powędrował na wypożyczenie.

Młody skrzydłowy w Lechii wylądował na początku lutego. Ale nie jest to jego pierwsze wypożyczenie. Jesienią występował już w Podbeskidziu, gdzie rozegrał 18 meczów i zdobył dwie bramki. Trener Czesław Michniewicz na niego stawiał, ale teraz nie jest już tak kolorowo.

W Gdańsku Jagiełło trenuje z pierwszą drużyną, ale ogrywa się tylko w trzecioligowych rezerwach. Równie dobrze mógłby to robić w Warszawie, a konkretnie w Sulejówku, gdzie swoje mecze rozgrywają rezerwy Legii Jacka Magiery.

Statystyki Jagiełły na tle Cichockiego i Mikity wypadają najgorzej. Młody skrzydłowy w barwach Lechii zaliczył zaledwie dwa krótkie epizody w ekstraklasie - 16 minut z Pogonią i kilkadziesiąt sekund z Widzewem.

- Jest, jak jest. Ale nie przejmuję się. Powtarzam sobie, że co cię nie zabije, to cię wzmocni. Poza tym jest jeszcze kilka spotkań, może dostanę w nich szansę. Jak nie, to zaraz wrócę do Warszawy i będziemy się zastanawiać - mówi Jagiełło.

Jego kontrakt z Legią wygasa w grudniu. Na Łazienkowskiej rezygnować z niego jednak nie chcą. Tylko co z tego? Skoro na wypożyczeniu się nie rozwija, a Berg na obozie w Turcji - szybko odsyłając Jagiełłę do Polski - dał jasny sygnał, że nie widzi go w drużynie. I nie wiadomo, czy widzieć będzie, bo na lewym skrzydle stawia na Henrika Ojamę. 23-letni Estończyk zalicza przeciętne mecze, ale i tak jest przez szkoleniowca Legii chwalony.

Problemy Mikity

Ale nie tylko Jagiełło zimą nie przekonał Berga. Kolejnym warszawiakiem, który nie radzi sobie na wypożyczeniu, jest Mikita. Legia zimą postanowiła wysłać go do Widzewa. W przeciwieństwie do Jagiełły i Cichockiego dla Mikity to pierwsze wypożyczenie w karierze. W Łodzi miał pomóc utrzymać drużynę w ekstraklasie, ale tego nie robi. Miejsca w składzie sobie nie wywalczył. Od pierwszej do ostatniej minuty zagrał tylko w trzech spotkaniach.

I choć na boisko wychodzi częściej niż Jagiełło (341 minut), to plotkuje się, że wychodzić musi. Zobowiązuje do tego umowa między klubami, która została skonstruowana tak, że gdyby nie rozegrał w Łodzi 50 proc. średniego czasu gry, to z prawie darmowego wypożyczenia zrobiłby się z tego kosztowny transfer.

Ani Widzew, ani Legia tego potwierdzić jednak nie chcą. A sam Mikita oficjalnie rozmawiać z mediami nie może. Tzn. może, ale tylko za pośrednictwem biura prasowego Widzewa.

- W umowach staramy się robić zapisy, aby motywować kluby, by stawiały na naszych zawodników. Zależy nam na tym, aby Patryk grał w meczach na najwyższym poziomie, ale w jego przypadku nie ma takiej klauzuli - zapewnia Mazurek.

Każdy by tęsknił

Trzecim z wypożyczonych warszawiaków jest Mateusz Cichocki. Wychowany na Bródnie legionista trafił najniżej z całej trójki - gra w Arce na zapleczu ekstraklasy. Ale najniżej wcale nie znaczy najgorzej. Cichocki od siedmiu spotkań wychodzi w podstawowym składzie. Trener Paweł Sikora wystawia go na środku albo na prawej obronie.

- Na początku grałem niewiele, ale to dlatego, że jeszcze doskwierały mi problemy z pachwiną. Teraz już wszystko jest dobrze. Trener na mnie liczy, zdrowie dopisuje i na razie o powrocie do Legii nie myślę. Chcę pomóc Arce awansować do ekstraklasy - podkreśla Cichocki.

Jego wypożyczenie - tak samo jak Jagiełły i Mikity - wygasa w czerwcu. - Wiadomo, że tęsknię za Warszawą. Kto by nie tęsknił, jakby mieszkał tu 20 lat. Stolica to moje miejsce, tutaj spędziłem całe życie - mówi Cichocki.

Co będzie dalej? - Jeśli w Legii nie dostanę szansy, to pewnie znowu wyląduję gdzieś na wypożyczeniu. Ale nie chciałbym już grać w pierwszej lidze, tylko spróbować swoich sił w ekstraklasie. Kto wie, może to nadal będzie Arka - zastanawia się Cichocki.

Jedno jest pewne - każdy z tej trójki chce grać w Legii, z Legią się utożsamia i za Legią tęskni. Czy uda im się w końcu w niej zaistnieć? - Trzeba wierzyć w swoje marzenia - uśmiecha się Jagiełło.

Mazurek: - Jeszcze nie podjęliśmy decyzji, jak w przyszłym sezonie będzie wyglądał skład. Ale ja wierzę w tych chłopaków. Na pewno o nich odpowiednio zadbamy, bo stawianie na wychowanków i ich rozwój jest dla nas bardzo ważne.

Więcej o Legii na Facebooku Warszawa.sport.pl