Dekada świetnych bramkarzy Legii. Ale który z nich był najlepszy? [SONDAŻ]

Artur Boruc, Łukasz Fabiański, Jan Mucha, Duszan Kuciak - od dekady w bramce Legii stają jednostki w skali polskiej ligi wybitne. Który z nich był najlepszy?


- Nie będę opowiadał głupot, chcę zrobić krok do przodu. Jeśli zgłosi się dobry klub, w którym będę miał szanse na grę, to pewnie odejdę. Nic jednak na siłę. Fajnie, gdyby na moje miejsce wrócił na Łazienkowską Artur Boruc. To on jest idolem trybun i najlepszym polskim bramkarzem, którym ja nigdy nie będę - powiedział obecny bramkarz Legii Duszan Kuciak na początku kwietnia w trakcie spotkania z kibicami w Instytucie Słowackim. A my zaczęliśmy się zastanawiać, który ze świetnych legijnych bramkarzy w ostatniej dekadzie był najlepszy.

Spróbowaliśmy porównać Boruca, Fabiańskiego, Muchę oraz Kuciaka - ich największe zalety oraz statystyki. Boruc to przede wszystkim twardy charakter i osobowość, warunki fizyczne i umiejętność wygrywania sytuacji sam na sam. Fabiańskiego zapamiętaliśmy ze świetnej motoryki i gracji w interwencjach. Muchę przy Łazienkowskiej ceniono za pracowitość i perfekcję w grze na przedpolu. Kuciak to bramkarz o nieczęsto spotykanym refleksie na linii i technice.

- Cała czwórka prezentuje niezwykle zbliżony, wysoki poziom, choć każdy z tych bramkarzy jest inny, jeśli spojrzymy np. na warunki fizyczne czy charakter - zaznacza trener bramkarzy Legii Krzysztof Dowhań.

Idol kibiców

Boruc w Legii grał w latach 2000-05. W tym czasie zagrał 88 spotkań (we wszystkich rozgrywkach), a w 38, czyli w 43 proc. z nich, zachowywał czyste konto. Wpuścił 72 gole (średnia 0,82 gola na mecz), ale, co ciekawe, zdobył także jedną bramkę. 8 czerwca 2004 roku skutecznie wykorzystał rzut karny w spotkaniu przeciwko Widzewowi Łódź (6:0).

- Boruc to przede wszystkim świetne warunki fizyczne - mówi Dowhań. - Mimo imponującego wzrostu (193 cm) Artur imponował refleksem zarówno na linii, jak i na przedpolu. Do tego należy dodać niezwykle wysoki procent wygranych pojedynków sam na sam z napastnikami. Do dzisiaj pamiętam wiele tego typu akcji, w których ratował nas przed utratą gola.

- Boruc to także wielka osobowość - dodaje Dowhań. - Facet o silnym charakterze, który miał duży posłuch w szatni. Choć w Legii debiutował w wieku 22 lat, już wtedy było widać, że ma wszelkie predyspozycje do tego, by stać się absolutnym liderem zespołu. Koledzy z drużyny wiedzieli, że nie tylko mogą na nim polegać. Zdawali sobie również sprawę z tego, że muszą się z nim liczyć.

W 2005 roku Boruc przeniósł się z Legii do szkockiego Celtiku Glasgow. Po pięciu sezonach na murawach Scottish Premier League reprezentant Polski trafił do włoskiej Fiorentiny, spędzając tam kolejne dwa sezony. We wrześniu 2012 roku, jako wolny zawodnik, związał się z angielskim Southampton, gdzie z powodzeniem broni do dziś.

Zachwycił Wengera

W Legii Boruca zastąpił Fabiański, który na Łazienkowską trafił w przerwie zimowej sezonu 2004/05. Wychowanek Polonii Słubice pierwsze pół roku swojej przygody z Legią spędził w roli zmiennika Boruca, potem stał się nr. 1 w drużynach Dariusza Wdowczyka i Jacka Zielińskiego. Przez dwa sezony 28-letni dziś zawodnik rozegrał 65 spotkań. W tym czasie 29 razy zachował czyste konto (44 proc. meczów), wpuszczając 58 goli (średnia 0,89 bramki na mecz). W 2006 roku świętował zdobycie tytułu mistrza Polski.

- Fabiański pod względem charakteru to absolutne przeciwieństwo Boruca - mówi Dowhań. - Miły, cichy, ułożony zawodnik, który na boisku potrafił jednak porządnie krzyknąć na linię obrony. Łukasz ma wszystko, co niezbędne jest do gry na najwyższym poziomie. Dlatego wcale nie zdziwiło mnie, że Arsene Wenger mocno zabiegał o jego transfer do Arsenalu.

- Fabiański to bramkarz wszechstronny - ocenia trener bramkarzy. - Doskonała motoryka, a także nieczęsto spotykana u zawodników na tej pozycji umiejętność analizy gry, mądrość taktyczna. Już gdy przychodził do Legii, widać było u niego świetną sprawność ruchową. Gdyby w piłce nożnej wystawiano noty za styl, tak jak w łyżwiarstwie figurowym, Łukasz zawsze byłby w absolutnej czołówce. W swoich interwencjach był nie tylko efektywny, ale także efektowny - zauważa Dowhań.

Latem 2007 roku po zawodnika zgłosił się Arsenal Londyn, który testował go trzy lata wcześniej. "Fabian" na Emirates Stadium broni do dziś, jednak latem - wraz z wygaśnięciem bieżącego kontraktu - chce zmienić otoczenie, bo przegrywa rywalizację z Wojciechem Szczęsnym.

Z Legii na mundial

Mucha z Legią związał się przed sezonem 2005/06. Pierwsze dwa lata pełnił funkcję zmiennika Fabiańskiego, wychodząc na boisko w siedmiu meczach ligowych, siedmiu Pucharu Polski i pięciu spotkaniach Pucharu Ekstraklasy. Po tym, jak Warszawę na Londyn zamienił Fabiański, Słowak na kolejne trzy sezony wskoczył do bramki warszawskiej drużyny.

Mucha łącznie dla Legii zagrał w 128 spotkaniach, 66 razy zachowując czyste konto (52 proc. meczów). Wpuścił 84 gole, miał średnią 0,66 straconej bramki na mecz. Obie procentowe statystyki dają mu pierwsze miejsce w historii klubu.

- Kiedy Jano Mucha przychodził do Legii, to nikt nie wierzył, że może zajść daleko - wspomina Dowhań. - Tymczasem on mocno zakasał rękawy i można powiedzieć, że dzięki występom w Legii stał się nr. 1 nie tylko w Warszawie, ale także w reprezentacji swojego kraju. Nieprzypadkowo przecież pojechał na mundial do RPA, a później trafił do Evertonu.

Dowhań zauważa, że Mucha potrzebował czasu na osiągnięcie najwyższego poziomu. - Regularna i ciężka praca pomogła zrobić mu olbrzymi postęp, co uważam za największy sukces jego pobytu w Legii. Jano, podobnie jak Boruc, doskonale dawał sobie radę w pojedynkach jeden na jednego. Ponadto świetnie czytał grę i był praktycznie bezbłędny w interwencjach na przedpolu.

Latem 2010 roku Słowak na zasadzie wolnego transferu wzmocnił angielski Everton. Na Goodison Park kariery jednak nie zrobił, notorycznie przegrywając rywalizację z Timem Howardem. Od początku bieżących rozgrywek 31-latek jest bramkarzem rosyjskiej Krylji Sowietow Samara.

3 minuty od rekordu

Po odejściu Muchy w Legii nastał okres bramkarskiego bezkrólewia - numerem jeden miał być Marijan Antolović. Chorwat w Warszawie kompletnie jednak sobie nie poradził, a jego miejsce bez powodzenia zajął Wojciech Skaba.

Sytuację zmieniło przyjście Kuciaka, który z drużyną Macieja Skorży trenował od 6 lipca 2011 roku, ale do rozgrywek ekstraklasy zgłoszony został ponad miesiąc później. Wszystko przez brak certyfikatu gracza. Poprzedni klub Słowaka, rumuński FC Vaslui, nie przysyłał go na Łazienkowską, roszcząc sobie prawo do zawodnika. Spór o rozwiązanie kontraktu rozstrzygnęła w końcu UEFA.

Pierwszy mecz Kuciaka w zespole Skorży przypadł na pamiętny rewanż ze Spartakiem w Moskwie (3:2). W swoim pierwszym sezonie Słowak od ósmej kolejki ekstraklasy pozostawał niepokonany przez kolejnych 759 minut. Od klubowego rekordu legendarnego Władysława Grotyńskiego dzieliło go zaledwie 180 sekund. Do dziś Kuciak w Legii zagrał już 103 spotkania. W tym czasie 43 razy zachował czyste konto (42 proc. spotkań), puszczając 81 bramek (średnia 0,79 gola na mecz).

- Historia rozwoju Duszana Kuciaka jest w wielu aspektach podobna do tego, co spotkało Janka Muchę - mówi Dowhań. - Duszan również dzięki Legii zaczął regularniej grać w swojej reprezentacji. Dzięki występom w europejskich pucharach mógł zbudować swoje nazwisko, wypromować się, co dzisiaj przekłada się na zainteresowanie jego osobą.

- Kuciak jest bramkarzem doskonałym w każdym elemencie swojego rzemiosła - mówi Dowhań. I wylicza: - Ma świetną technikę, doskonały refleks zarówno na linii, jak i na przedpolu. Wiele osób zarzuca mu co prawda gorszą grę nogami, ale ja się z tym całkowicie nie zgadzam. Od dawna mocno pracujemy nad tym elementem i uważam, że dzisiaj nie ma podstaw, by mówić o grze nogami jako słabości Kuciaka.

Kto następny?

Słowak nie ukrywa, iż latem zamieniłby Legię na mocniejszy klub, jeśli tylko otrzyma zadowalającą ofertę. Kto zatem mógłby zostać jego następcą? Zmiennikiem jest dziś Konrad Jałocha, który nie ma jednak żadnego doświadczenia na poziomie ekstraklasy. Z końcem czerwca wygasa kontrakt Skaby, ale przy Łazienkowskiej nie widać chętnych na jego przedłużenie. Kontuzjowany jest Aleksander Wandzel, a na na zasadzie wolnego transferu Znicz Pruszków zasilił Oliwer Wienczatek. W kontekście ewentualnych wzmocnień wymienia się nazwiska młodych Łukasza Budziłka z GKS Katowice i Rafała Leszczyńskiego z Dolcanu Ząbki. Legia, podobno, interesuje się też Grekiem Leonidasem Panagopoulosem grającym obecnie w Sageata Navodari (14. miejsce w tabeli rumuńskiej ekstraklasy).

Ale czy któryś z nich zostanie kiedyś królem legijnej bramki?

Obserwuj autora na Twitterze .

Bramkarze Legii w statystyce:





bramkarzmeczeczyste kontośrednia straconych goli
Artur Boruc8843 proc.0,82
Łukasz Fabiański6544 proc.0,89
Jan Mucha12852 proc.0,66
Duszan Kuciak10342 proc.0,79
Który z tych bramkarzy był w Legii najlepszy?