Orlando Sa i jego tajemnica. Kosztował 450 tys. euro, a nie gra

Nieprzygotowany fizycznie, przewrażliwiony na punkcie urazów, niechciany przez trenera. Czy Orlando Sa dostanie szansę w Gliwicach?


Na Cyprze Sa strzelił w tym sezonie 13 goli dla AEL Limassol. W lutym przeszedł do Legii, mistrzowie Polski zapłacili za niego 450 tys. euro. Portugalczyk miał być wielkim wzmocnieniem Legii, ale na razie zagrał ledwie 118 minut, oddał jeden strzał. W dwóch ostatnich meczach nie wystąpił. Henning Berg przed meczem z Wisłą przekonywał, że 26-letni napastnik wróci do składu. Ale nie posadził go nawet na ławce rezerwowych.

Dlaczego? Wersja oficjalna jest taka, że Sa po meczu z Górnikiem doznał kontuzji mięśnia pośladkowego, po której dochodzi do siebie. Nieoficjalne w klubie jego absencje tłumaczą innymi przyczynami.

Po pierwsze, co zresztą w piątek na konferencji prasowej przyznał Berg, Sa przyjechał do Warszawy kompletnie nieprzygotowany do gry. Co było dziwne, bo napastnik przed podpisaniem kontraktu z Legią regularnie grywał w AEL - ostatni mecz na Cyprze rozegrał 10 lutego, a w spotkaniu z Górnikiem wystąpił raptem 12 dni później.

Po drugie, Sa pokazał już w Legii, że do tytanów pracy nie należy. W klubie już porównywany bywa do Danijela Ljuboi, gwiazdy z poprzednich sezonów, któremu zdarzało się narzekać na trudne do zdiagnozowania urazy i trenować rzadko, ale zwykle grał dobrze. Tymczasem Sa w ostatnich dwóch tygodniach niby ćwiczył z zespołem, ale równie często biegał wokół boiska bądź ćwiczył indywidualnie z trenerem od przygotowania fizycznego Cesarem Sanjuanem.

Po trzecie, od kilku głosów w Legii usłyszeliśmy w ostatnich dniach, że Berg jednak nie chciał Sa, co potwierdzałoby zimowe doniesienia, że Portugalczyka chciał poprzedni trener Jan Urban. Słabe wyniki i gra w sparingach skłoniły Norwega na przystanie na transfer Sa, ale po kilku tygodniach pracy Berg zauważył, że ten napastnik nie pasuje do jego koncepcji, a na miejsce w drużynie nie pracuje zbyt ciężko.

- To nieprawda - obruszył się zapytany o to podczas piątkowej konferencji trener. - Gdybym go nie chciał w Legii, to po prostu by go tu nie było - dodał Berg.

Na razie Sa w Legii błysnął tylko raz. W 24. minucie spotkania z Górnikiem można było przecierać oczy po tym, jak oddał szybki i mocny strzał obok prawego słupka. Władimir Dwaliszwili przy swojej zwrotności o takich uderzeniach może tylko pomarzyć. Ale choć Gruzin w ostatnim meczu zawiódł (z bliskiej odległości nie potrafił pokonać Michała Miśkiewicza), to i tak wygląda na to, że jego akcje u Berga stoją lepiej niż Sa.

Może świadczyć o tym wypowiedź norweskiego trenera po tym, jak skończyły się pytania na konferencji. - Nikt nie pyta o Dwaliszwiliego? Dziwne, cały tydzień na niego narzekaliście, obwiniając za niewykorzystaną sytuację w meczu z Wisłą, a teraz żadnych pytań? - dziwił się Berg. - Władimir wiele zrobił dla tej drużyny. Rok temu przyczynił się do zdobycia mistrzostwa. A dzisiaj to w dużej mierze dzięki niemu Legia jest na pierwszym miejscu w tabeli. Należy mu się więcej szacunku - dodawał.

Mecz z Piastem odbędzie się w poniedziałek. Kto dostanie szansę w ataku Legii? - Zobaczymy. W składzie jest duża rywalizacja, a w dobrej formie są Miroslav Radović i Ondrej Duda - powiedział w piątek Berg. - Jestem pewien, że Orlando w przyszłości może nam dać bardzo dużo. Teraz musi ciężko pracować, zaaklimatyzować się i przyzwyczaić do polskiej ligi - dodał szkoleniowiec mistrzów Polski.