Miroslav Radović talizmanem Legii. Ale co, jeśli go zabraknie?

- Na razie jedyny piłkarz Legii, który wykazuje odporność w sytuacjach kryzysowych, to wciąż Miroslav Radović - mówi ekspert NC+ Grzegorz Mielcarski. Mistrz Polski niebezpiecznie uzależnia się tylko od serbskiego rozgrywającego, strzelca czterech z siedmiu tegorocznych goli Legii.


Legia, krytykowana po pierwszych kolejkach za nie najlepszą grę w ataku, w spotkaniach ze Śląskiem i Wisłą atakowała już z pasją. W akcjach mistrzów Polski można było zauważyć ćwiczone schematy, ich powtarzalność, choć zabrakło kluczowego elementu - wykończenia. Dlatego tylko remisowała - we Wrocławiu 1:1, w niedzielę w Warszawie 2:2.

- Z czego wynika nieskuteczność? Więcej musi być z naszej strony cwaniactwa w polu karnym, koncentracji i wyrachowania. Nad lepszą skutecznością pracujemy z trenerem Kazimierzem Sokołowskim, ale brakuje nam jeszcze spokoju - tłumaczy Miroslav Radović.

30-letni Serb w drugim meczu z rzędu pełnił funkcję wysuniętego napastnika, wspomaganego przez 20-letniego Ondreja Dudę. Krakowianom strzelił 10. gola w rozgrywkach, a czwartego w tym roku. W Zabrzu dwiema bramkami samodzielnie pogrążył Górnika (3:0), we Wrocławiu uratował w końcówce remis (1:1), choć mógł zapewnić nawet zwycięstwo. Radović to piłkarski talizman Legii. Jeśli w tym sezonie trafia do siatki, warszawianie nie przegrywają.

Już teraz serbski rozgrywający przeżywa najlepszy ligowy sezon w karierze. Potrzebował tylko 19 meczów, żeby pobić strzelecki rekord z sezonu 2010/11 (dziewięć goli w 28 spotkaniach). U nowego trenera Radović błyszczy na boisku, jest reżyserem Legii, imponuje szybkością, choć zdarzało się, że pudłował w dogodnych sytuacjach. Dziś trudno wyobrazić sobie mistrzów Polski bez niego, ale Serbowi grozi przymusowa pauza za żółte kartki. Jeśli z Piastem zostanie ukarany, zabraknie go w szlagierze z Lechem w Warszawie.

Gdyby Radović nie mógł wystąpić przeciwko poznańskiej drużynie, autorski pomysł Berga opierający atak Legii na duecie Serba z Dudą (strzelił drugiego gola Wiśle) zawaliłby się. 44-letni Norweg odważnie postawił na Słowaka, bo jego pole manewru jest ograniczone. Nie pomylił się, bo na razie plan przynosi korzyści drużynie.

- Współpraca Radovicia, Dudy i Żyro wyglądała obiecująco, ale w Legii wciąż brakuje mi typowej dziewiątki w ataku. Kogoś, komu pomocnicy mogliby w trudnych fragmentach meczu zagrać w ciemno - uważa Mielcarski.

Rezerwowy Władimir Dwaliszwili powinien zostać w niedzielę bohaterem, ale z bliska trafił w bramkarza Wisły Michała Miśkiewicza. To był dopiero pierwszy strzał 28-letniego Gruzina po 91 minutach gry wiosną. Łatwiejszej okazji, aby się przełamać (ostatniego gola strzelił w listopadzie ubiegłego roku) może nie mieć, choć niewykluczone, że do piłkarza stracił cierpliwość Berg.

Z kolei nowy napastnik Orlando Sa w debiucie w Zabrzu wypadł blado, by obecnie leczyć niegroźną kontuzję. 26-letni Portugalczyk byłby naturalnym kandydatem do zastąpienia Radovicia, choć norweski szkoleniowiec może zaryzykować z Dudą, który często wymienia się pozycjami z Serbem. Wtedy szansę gry otrzymałby prawdopodobnie Helio Pinto. Portugalski pomocnik był nawet ostatnio przymierzany na treningach do podstawowego składu, ale ostatecznie Berg nie zdecydował się poświęcić jednego z dwóch defensywnych pomocników (Tomasza Jodłowca lub Ivicy Vrdoljaka).

- Na pewno brakuje Legii graczy, którzy mogliby wziąć na siebie ciężar gry tak, jak Radović. Bo samo utrzymywanie się przy piłce nie wystarczy, ono musi mieć swój cel - znalezienie kolegi na wolnej pozycji, któremu można podać ze skrzydła, prostopadle, w pole karne. Ale to nie stojący z tyłu Dossa Junior czy Jakub Rzeźniczak ma być tym zawodnikiem, to nie o to chodzi. To jest właśnie minimalizm. Poza niektórymi zagraniami Radovicia Legii brakuje kreatywnej gry do przodu - uważa były piłkarz warszawskiego klubu, obecnie ekspert Polsatu Dariusz Dziekanowski.

Warszawianie w trzech ostatnich meczach zdobyli tylko dwa punkty. Z Jagiellonią, decyzją Komisji Ligi, przegrali walkowerem z powodu burd na stadionie przy Łazienkowskiej, ze Śląskiem i Wisłą zremisowali, choć gdyby nie pokpili sprawy, wygraliby w cuglach. Zamiast jedenastopunktowej przewagi nad krakowianami warszawianie trzymają głównego rywala w walce o tytuł na dystans sześciu punktów (de facto trzech po podziale).