T-Mobile Ekstraklasa. Dla Legii nie ma alibi

- Bilet na Legię kosztuje 50, na Wisłę 30 zł. Dysproporcja przekłada się na różnicę w przychodach klubów, ale na boisku jej nie widać - mówi Marek Koźmiński przed niedzielnym hitem ligi Legia Warszawa - Wisła Kraków. Mecz o 13.00 w niedzielę. Relacja Z Czuba i na żywo w Sport.pl
Rozmowa z Markiem Koźmińskim, byłym reprezentantem Polski, wiceprezesem PZPN

Przemysław Zych: W ostatnich dwóch meczach Legia zdobyła tylko punkt, ale trudno sobie wyobrazić, by ktoś ją dogonił. Nad Wisłą ma sześć punktów przewagi.

Marek Koźmiński: Musi się liczyć z tym, że straci tytuł, skoro Ekstraklasa zdecydowała się na formułę rozgrywek promującą niespodzianki. Patrzę na tę Legię i myślę, że oni są prawie dobrzy, ale "prawie" robi różnicę. W Warszawie bilet na mecz kosztuje 50, w Krakowie 30 zł. Dysproporcja przekłada się na znaczne różnice w przychodach obu klubów, ale tej przewagi kompletnie nie widać na boisku. O Legii nie można powiedzieć: To najlepszy zespół w lidze! Oto nasz eksportowy produkt! Wisła tylko dzięki ściągnięciu Pawła Brożka, Semira Stilicia czy Dariusza Dudki znalazła się na porównywalnym poziomie.

Krakowski składak trenera Franciszka Smudy i prezesa Jacka Bednarza okazuje się zaskakująco sprawnym pojazdem.

- Wisła przechwyciła piłkarzy, którzy pojawili się na rynku. Każdy mógłby też nieźle funkcjonować w Legii, nie wiem, dlaczego nie skorzystała z okazji. Drużyna Henninga Berga wiosną jeszcze nie przegrała, ale w tym roku o wszystkim mogą zdecydować trzy ostatnie mecze fazy finałowej. W poprzednim było inaczej, liga była na tyle słaba, że Legia nie miała konkurencji.

Półtora roku temu mówił pan, że Legia w ciągu dziesięciu lat będzie polskim Realem.

- Wciąż największy potencjał widzę w klubie z Łazienkowskiej, i to mimo że pochodzę z Krakowa. Od Legii będącej dziś najbardziej eksportowym klubem, posiadającym ukształtowaną strefę wpływów, musimy żądać gry w Lidze Mistrzów. Jeśli ktoś twierdzi inaczej, niech się z tego tłumaczy. Zdobycie tytułu w słabej lidze to za mało, dla Legii nie ma alibi - musi wygrywać. Wisła z Lechem stoją dopiero w drugim szeregu, dlatego, że żyjemy w epoce pieniądza. Prędzej czy później sukces odniesie też Legia.

Drużynie brakuje indywidualności.

- Legia permanentnie się osłabia, sprzedaje zawodników, za niektórych dostaje bardzo dobrą cenę, za innych dobrą. Gorzej z ruchem w drugą stronę. Spośród piłkarzy, którzy pojawili się w ciągu ostatnich dwóch lat, proszę mi wskazać dwóch, którzy determinują grę Legii. No, słucham? Milczy pan, bo takich nie ma! Żaden z nowych nie jest Miroslavem Radoviciem, żaden nie jest Semirem Stiliciem z dawnego Lecha, żaden nie jest nawet Pawłem Brożkiem. Przyszło kilkunastu, nikt nie wniósł czegoś ekstra.

Roczny przychód Legii to około 100-110 mln złotych, a Wisły około 30 mln. By Legia stała się polskim Realem, na Łazienkowskiej powinni się już decydować na transfery piłkarzy kosztujących powyżej miliona euro? Nie można wiecznie kupować graczy za 300 tys. euro i liczyć, że trafi się na Roberta Lewandowskiego.

- Nie chcę się wypowiadać na temat finansów Legii, ale powiem tak: Widać tam prezesa, właściciela, ale nie wiem, kto zawiaduje sprawami sportowymi. Wielkie kluby w Europie są tworzone przez postacie mające koneksje w świecie piłki. Jeśli chcesz mieć dostęp do towaru, kup sobie dostęp do magazynu. A w Legii nie mamy silnej postaci dyrektora sportowego. Michał Żewłakow jeszcze nie odgrywa roli wiodącej. Tymczasem piłkarzy trzeba kupować, nie tylko szkolić. Legia nie może ogrywać piłkarzy, ona musi wystawiać już ogranych.

W tej chwili udział wychowanków szkółki jest marginalny.

- Ale nie mamy też prawa wstydzić się, że w Legii gra dziewięciu obcokrajowców. Inter wygrywał Ligę Mistrzów w składzie bez ani jednego Włocha. Chwała Legii za stworzenie akademii, to szlachetna idea, ale sprawienie, że stanie się dostawcą towaru do pierwszego zespołu, jest niewykonalne. Można ją potraktować jako formę zarobku, uzupełnienia składu, ale na nic więcej nie liczmy. Legia musiałaby wytrzymać ciśnienie, zatrzymywać najlepszych ze szkółki przez dwa-trzy lata dłużej. Życzę jej jak najlepiej, ale jeśli tylko pojawi się towar pierwszorzędny, od razu zostanie sprzedany, jak ostatniej zimy Dominik Furman. Nie oszukujmy się - dopóki Legia nie zagra w LM, nie będzie miejscem, do którego będą z zagranicy przychodzić talenty z nadzieją, że się wybiją. Bo liga polska to bardzo słaby produkt, bardzo słaby.

Jesienią Smuda błyskawicznie odmienił Wisłę. Wiosną Berg zmienił szczegóły w grze Legii.

- To nierealne, by zmienić drużynę w ciągu dwóch miesięcy. Fajnie się słucha różnych sloganów, które padają w wywiadach, lecz na razie trudno nam dostrzec to na boisku. Legia gra futbol bardziej bezpośredni, ale ja nie widzę nic takiego, co sprawiłoby, że byłbym zszokowany - ani pozytywnie, ani negatywnie. Nie oczekujmy, że Legia będzie grała techniczną piłkę. Nie ten trener, nie ci zawodnicy, nie ta liga. Bliżej Legii do futbolu skandynawsko-wyspiarskiego: dobre przygotowanie fizyczne, przyzwoite techniczne, solidna obrona i gramy na zero z tyłu. Ma to jednak rację bytu, jeśli spojrzymy na historię polskiej piłki. Zawsze wyniki osiągaliśmy dzięki podobnemu stylowi.

Bergowi brakuje doświadczenia.

- Kiedyś AC Milan przejął Arrigo Sacchi, który wcześniej trenował trzecioligową Parmę i doszedł do wielkich sukcesów. Pierwszoligową już Parmę obejmował Carlo Ancelotti, który wcześniej prowadził ledwie drugoligową Reggianę. Liczy się wizja, a Henning Berg był trenerem w paru klubach, widział w Manchesterze United wzorcowy sposób funkcjonowania menedżera. I może wypełni lukę w Legii, o której mówiłem - brak dyrektora sportowego. Dwa lata temu powiedziałem, że jeśli za dziesięć lat gdzieś w Europie powiem: "Polska", usłyszę: "Legia". I wciąż się tego trzymam, od tego czasu jej budżet znacznie wzrósł. Jeśli tylko znajdzie formułę, jak przełożyć tę przewagę na boisko, to w dziesięć lat tytuł siedmiokrotnie powędruje do Warszawy, a Legia w tym czasie powinna z pięć razy zagrać w Champions League. Bo w czym Sparta Praga jest lepsza?