Dawid Janczyk: Mogą pisać, że jestem menelem. Mnie to nie rusza

- Nie mówię, że jestem krystalicznie czysty. Przesadzałem. Ale nie było tak, że pierwsze, o czym rano myślałem, to żeby napić się z kumplami - mówi były napastnik Legii Dawid Janczyk.


Od 16 stycznia pojawia się przy Łazienkowskiej 3 codziennie o 7.45. Trenuje z rezerwami Legii. Ich trener Jacek Magiera dał słowo, że przywróci go do żywych, ale zarazem podkreślił, że to będzie bardzo trudne zadanie. Czy 26-letni Dawid Janczyk, jeden z najdroższych piłkarzy w historii Legii, którego CSKA Moskwa kupiło w 2006 roku za 2,9 mln euro, wróci do gry?

Bartek Kubiak: Podtrzymujesz wszystko, o czym powiedziałeś "Przeglądowi Sportowemu"?

Dawid Janczyk: A co masz na myśli?

Chociażby słowa: "Chodziłem do baru i piłem jak normalny człowiek, kilka piw, czasem więcej".

- Dokładnie tego wywiadu nie czytałem. Ale rozmawialiśmy szczerze.

Wiele z tego wywiadu wynika, ale nie to, że Dawid Janczyk jest zawodowym piłkarzem.

- Zdecydowałem się na ten wywiad przede wszystkim dlatego, że wszyscy przypięli mi łatkę alkoholika. A tak nie jest i nie było. Różne serwisy mogą sobie pisać, że jestem menelem. Mnie to nie rusza. Ale gorzej z moją rodziną, która to wszystko naprawdę bardzo przeżywa. Człowiek, który tworzy takie artykuły, nie zdaje sobie nawet sprawy, jaką krzywdę wyrządza moim bliskim.

Ciebie negatywne komentarze nie motywują do cięższej pracy?

- Nawet jak wrócę na boisko, to wiem, że tacy ludzie zawsze znajdą argument, aby oczernić człowieka.

Z jednej strony czasy się zmieniły - zawodnicy prowadzą się lepiej. A z drugiej ty mówisz, że piłeś jak wszyscy. Jak to jest z tym alkoholem u piłkarzy?

- Kurde, wszyscy jesteśmy ludźmi. Ja nie mówię, że jestem krystalicznie czysty. Wiem, że przesadzałem. Ale nie było tak, że wstawałem rano i pierwsze, o czym myślałem, to, żeby napić się z kumplami.

Alkohol w sporcie był, jest i będzie obecny. Każdy potrzebuje czasem się zresetować, a tym bardziej po wygranym meczu. Jak byłem w Moskwie, to tam można się było napić nawet dwa dni przed meczem. Serbowie i Brazylijczycy chodzili po dyskotekach, ale jak wynik był dobry, to w klubie nikt nie robił z tego tragedii.

Z perspektywy czasu - wyjazd do Moskwy to był błąd?

- Jak przechodziłem do CSKA, to nad tym się nie zastanawiałem. Wiedziałem, że odchodzę z Legii do mocnego klubu, który regularnie występuje w Lidze Mistrzów. Myślałem, że się przebiję. Ale Jo i Vágner Love byli nie do wygryzienia. Gdy tego drugiego trener raz posadził na ławce w meczu ze Spartakiem, to on się obraził. Wiedziałem, że z nimi nie mam szans, i skończyło się tak, że w końcu sam poprosiłem o wypożyczenie.

Były momenty, że w ogóle nie grałeś. Trenowałeś wtedy?

- Mniej więcej rok temu kupiłem mieszkanie w Warszawie. Wziąłem się za siebie. Miałem indywidualnego trenera, chodziłem na siłownię, biegałem po Wilanowie. I wcale nie po sklepach monopolowych, jak pewnie co niektórzy będą się podśmiewać. Było już lepiej, ale to cały czas była stagnacja. Brakowało mi rytmu meczowego, kolegów z szatni, reżimu treningowego. I w końcu coś pękło. Ale nie chciałbym już do tego wracać. Ten 2013 rok to była dla mnie gehenna.

Jaki moment ze swojej kariery chciałbyś wymazać? Co było największym błędem?

- To był splot zdarzeń. Ale jak mam wybrać jeden moment, to na pewno nie odszedłbym z Lokeren do Beerschot. Mogłem przedłużyć wtedy kontrakt o rok, do pozostania w Lokeren namawiał mnie Włodzimierz Lubański, z którym miałem bardzo dobry kontakt. Ale tego nie zrobiłem. Żałuję, że uległem namowom dwóch serbskich menedżerów. Oni mocno namieszali mi w głowie. Ale największy żal i tak mam do siebie.

Kiedy pojawił się pomysł, aby wrócić do Legii?

- W grudniu poprosiłem swojego przyjaciela, aby mi w tym pomógł. Zgodził się, ale od razu zaznaczył, że mam tego nie schrzanić. Dałem mu słowo. Później spotkałem się z prezesem Legii Bogusławem Leśnodorskim i dyrektorem Jackiem Mazurkiem. Dostałem od nich zielone światło i teraz zaczynam wszystko od nowa.

W "Przeglądzie" powiedziałeś, że dajesz sobie miesiąc na odbudowę. A co, jeśli się nie uda?

- Takiej deklaracji nie złożyłem i nie złożę, choć znam swój organizm. Jestem chłopakiem z południa Polski, góralem, ale mimo wszystko nie mogę teraz obiecać, że mi się uda. Wiem, że na pewno w Legii nie będzie mi niczego brakować, aby wrócić do formy.

Jak wypadłeś na tych pierwszych testach z rezerwami?

- Jak ktoś nie gra w piłkę półtora roku, to nie oczekujmy rewelacyjnych wyników. Wiem, że trener Jacek Magiera mi pomoże. Ja sam też jestem nastawiony na ciężką pracę, ale to nie będzie łatwe zadanie. Za miesiąc dopiero zobaczymy, czy jest jakikolwiek efekt. Jeśli będzie, to dopiero wtedy mogę składać jakieś obietnice. Na razie cieszę się, że tutaj jestem i mogę pracować.