Brzyski: W kadrze chcę zagrać wreszcie o punkty!

Pochodzący z Lublina piłkarz stołecznej Legii Tomasz Brzyski był graczem znanym, ale dopiero niedawno jego kariera nabrała prawdziwego rozpędu. We wtorek poleciał z kadrą Adama Nawałki do Abu Zabi na mecze z Norwegią i Mołdawią.
Przed kilkoma dniami Brzyski gościł w rodzinnym mieście, gdzie z rąk prezesa Lubelskiego Związku Piłki Nożnej Zbigniewa Bartnika odebrał pamiątkową statuetkę za "promocję Piłki Nożnej Lubelszczyzny na stadionach Świata". Znalazł też chwilę czasu na rozmowę z "Wyborczą".

Rozmowa z Tomaszem Brzyskim*

Bartosz Surman: Dostał pan powołanie do reprezentacji Polski na mecze z Norwegią i Mołdawią, które odbędą się w Abu Zabi. W tym samym czasie Legia wylatuje na obóz przygotowawczy i nie weźmie pan udziału w zgrupowaniu pana klubowej drużyny.

Tomasz Brzyski: Zgadza się. Lecimy z kadrą do Abu Zabi na 10 dni i zagramy tam dwa mecze. Pojedzie tam 25 zawodników i mam nadzieję, że w jednym ze spotkań uda mi się zagrać. Później zacznę się przygotowywać do rundy wiosennej, bo z pewnością rozpiskę od trenera klubowego dostanę na pierwszych zajęciach [odbyły się 13 stycznia - przyp. red.]. Dzięki niej będę mógł się na zgrupowaniu reprezentacji odpowiednio przygotować kondycyjnie i fizycznie. Wiadomo, że mecze drużyny narodowej należy pogodzić z obowiązkami klubowymi. Dla mnie wylot do Abu Zabi jest wielkim wyróżnieniem i bardzo się z tego faktu cieszę. Po powrocie trzeba się już będzie skupić na walce o miejsce w składzie Legii.

A nie obawia się pan, że zmiana trenera i pana absencja na pierwszym obozie Legii może spowodować problemy z wywalczeniem miejsca w pierwszej "jedenastce"?

- Najważniejszy będzie nasz drugi obóz, który odbędzie się w Hiszpanii. Pierwsze zgrupowanie, na którym mnie zabraknie, będzie poświęcone na odpowiednie przygotowanie fizyczne i kondycyjne. Na drugim obozie rozegramy już wiele sparingów. Będę się starał pokazać nowemu trenerowi, którym jest Henning Berg, że to mnie należy się miejsce w pierwszym składzie, i mocno o to powalczę, bo za darmo na pewno go nie dostanę.

Jest pan wychowankiem Lublinianki. Jak często bywa pan w rodzinnym mieście?

- Okazji do wizyt nie mam zbyt wiele. Nie pozwala mi na to czas. Odkąd jestem zawodnikiem Legii, często gram mecze co trzy dni. Do Lublina przyjeżdżam mniej więcej co dwa miesiące. Wtedy odwiedzam znajomych, a także trenera Marka Wawera, który jest moim przyjacielem. Bez niego nie osiągnąłbym w piłce tak wiele. Kiedy byłem jego podopiecznym, zawsze mnie wspierał i trzymał nade mną pieczę.

Czy zgodzi się pan z opinią, że pana kariera nabrała rozpędu, kiedy trafił pan do Ruchu Chorzów i tam zaistniał w ekstraklasie, stając się zawodnikiem rozpoznawalnym?

- Z pewnością. Wcześniej bywało różnie. W Łęcznej nie otrzymałem od trenerów szansy, później poszedłem do Radomiaka Radom. Tam szło mi zdecydowanie lepiej, dlatego zainteresowały się mną kluby z ekstraklasy. Trafiłem do Korony Kielce. W tamtym klubie raz grałem, raz siedziałem na ławce. Nie miałem prawa być z siebie zadowolony, bo nie wywalczyłem na stałe miejsca w wyjściowym składzie. Dlatego musiałem odejść z Kielc. Przeszedłem do Ruchu Chorzów i można powiedzieć, że na Śląsku "zapaliło". Czułem się tam bardzo dobrze, byłem zadowolony, że się tam znalazłem, i zacząłem regularnie grać. Dzięki dobrej grze zostałem zauważony, dostałem powołanie do reprezentacji prowadzonej przez Franciszka Smudę. Wtedy zaczęła się na dobre moja przygoda z wielką piłką.

Dobre występy w barwach Ruchu zaowocowały transferem do Polonii Warszawa. Jaki kontrakt udało się panu wynegocjować u prezesa Józefa Wojciechowskiego?

- Ruch nie był w stanie mi zaproponować większego kontraktu, dlatego zdecydowałem się na przenosiny do Warszawy. Chorzowianie wzięli za mój transfer pieniądze, więc może jeszcze nieco pomogłem klubowi. Dostałem dobrą propozycję z Polonii i chciałem spróbować swoich sił w Warszawie. Jak widać, wyszło mi to na dobre, bo później zainteresowała się mną Legia.

Zdradzi pan, ile zarabiał w Polonii?

- O pieniądzach nie chcę rozmawiać.

Ale przyzna pan, że Józef Wojciechowski płacił piłkarzom nieźle?

- Zgadza się. Byłem zadowolony ze swojego kontraktu. Zostając zawodnikiem "Czarnych Koszul", miałem na karku prawie trzydziestkę, więc myślałem też o tym, by coś na przyszłość odłożyć i utrzymać rodzinę.

Piłkarze Polonii mieli różne zdanie na temat ówczesnego prezesa. Kilku trafiło nawet do "klubu Kokosa", czyli graczy odsuniętych od składu. Pana to jednak nie dotyczyło. Jak pan wspomina Wojciechowskiego?

- Jako człowiek prezes to bardzo fajny facet. Zawsze można było z nim porozmawiać. Wiadomo jednak, że wpompował w klub mnóstwo własnych pieniędzy, a za tym nie poszły żadne wyniki sportowe. Dlatego miewał wybuchowe reakcje i poniekąd trudno mu się dziwić.

Gra w Legii to spełnienie pana marzeń?

- Kiedyś powiedziałem, że nie było moim marzeniem grać w barwach "wojskowych", ale na pewno każdy piłkarz chce tam trafić. To przecież najlepszy klub w Polsce. Bardzo się cieszyłem, że firma o takiej renomie jest mną zainteresowana i chce mnie pozyskać. Trafiając do Legii, liczyłem się z tym, że muszę jeszcze ciężej trenować, by wywalczyć miejsce w pierwszym składzie.

Patrząc na przebieg pana dotychczasowej kariery - czuje się pan piłkarzem spełnionym?

- Zdecydowanie jeszcze nie. Przede mną jeszcze kilka lat grania. Patrzę do przodu i będę robił wszystko, by osiągnąć kolejne cele. Teraz znów dostałem szansę gry w reprezentacji i muszę ją koniecznie wykorzystać. Chciałbym zagrać w biało-czerwonej koszulce wreszcie w meczu o punkty, a nie jak do tej pory jedynie w meczach towarzyskich.



* Tomasz Brzyski (ur. w 1982 roku) jest wychowankiem Lublinianki. Swoje pierwsze kroki w piłce nożnej stawiał pod okiem trenera Marka Wawera (dziś przewodniczącego rady trenerów LZPN). Z klubu na Wieniawie trafił do Orląt Radzyń Podlaski. Potem był Górnik Łęczna (w którego barwach rozegrał pierwsze dwa mecze w ekstraklasie), znów Orlęta, Radomiak i Korona Kielce. Przełomem był transfer do Ruchu Chorzów. W klubie ze Śląska Brzyski grał regularnie w ekstraklasie i zaowocowało to przenosinami do Polonii Warszawa. Po dwóch latach gry na Konwiktorskiej lublinianin przeniósł się do Legii Warszawa. W reprezentacji Polski rozegrał cztery spotkania.