Jesienny alfabet Legii. Od Aleksandra Jagiełły do Michała Żyry

Piłkarze Legii, ale też basista Kiss. Trenerzy, ale i zapiekanka ze stadionu. Lekarze, ale też sędzia. Rafał Zarzycki, komentator warszawa.sport.pl, opisuje jesień Legii litera po literze.


A jak Aleksander Jagiełło - skrzydłowy formacji Jagiełło, Mięciel, Grosicki. Dowód, że w Legii nie przywiązuje się żadnej wagi do historii i wypożyczani przez nią piłkarze notorycznie kradną jej punkty.

B jak Brzyski, Tomasz - tego zawodnika Legia obserwowała już w 2008 roku, długo to wszystko trwało, aż w końcu się spełniło. Można jedynie gdybać, co by było z drużyną i piłkarzem, gdyby transfer wypalił wcześniej. Jeden z najlepszych w Legii jesienią 2013.

C jak Cichocki, Mateusz - pierwszy od dawna młody, środkowy obrońca w Legii. Słono zapłacił za kilka błędów. Pojawił się i zniknął. Czy to jego przypadek był brany pod uwagę, kiedy negatywnie oceniano "wizję rozwoju klubu" trenera Jana Urbana?

D jak Daniel Łukasik - nie grał jesienią prawie wcale, ale mimo to było o nim głośno. Jego zwierzenia dotyczące ćwiczenia rzutów wolnych na treningach stały się hitem. Nie trzeba strzelać samobójów, żeby pomóc trenerowi w zwolnieniu. Daniel powinien uważać z wywiadami.

E jak Efir, Michał - najciężej dotknięty przez los piłkarz Legii. O jego skuteczności i jakości gry krążą legendy. Mimo strasznych kontuzji Legia wciąż na niego czeka i to jej się chwali.

F jak Furman, Dominik - jedyny z młodego pokolenia, który przetrwał bez poważniejszej kontuzji rundę jesienną - to dobrze. Ba, to jedyny piłkarz z pola, który kontuzji nie miał. Zaliczył jednak bardzo poważny spadek formy, bez bramek, bez asyst, długa lista indywidualnych błędów - to źle. Czy się odbuduje?

G jak Gene Simmons - a tak naprawdę Chaim Klein, urodzony w Izraelu basista zespołu Kiss. Tzw. Demon. Posiada bardzo długi język. Nie używa narkotyków, nie pali papierosów, nie pije alkoholu. Przyznaje się do kontaktów z 4600 partnerkami seksualnymi, którym nie przeszkadzało logo jego zespołu z dziwnie pisanym "S".

H jak Hennig Berg - nowy trener Legii. Jego przodkowie - jak można się przekonać, oglądając serial "Wikingowie" - lubili składać ofiary z ludzi. Ciekawe kogo pierwszego poćwiartuje ku chwale Odyna i Thora? Helio Pinto?

I jak Ivica Vrdoljak - wiosną był bohaterem decydującego o mistrzostwie meczu z Lechem. Nie bał się wziąć na barki ogromnej odpowiedzialności i wykorzystał karnego w końcówce. Jesienią przebył drogę z nieba do piekła. Ostatnio powszechnie krytykowany. Czy znowu wróci na jasną stronę mocy?

J jak Jodłowiec, Tomasz - kupiony w promocji jako obrońca, okazał się najlepszym pomocnikiem w rundzie jesiennej. Jeden z nielicznych dobrych transferów ery prezesa Bogusława Leśnodorskiego.

K jak Kosecki, Jakub - fatalna runda. Najpierw spadek formy, potem kontuzja, a na koniec zwolnienie trenera, który konsekwentnie na niego stawiał. Wygląda na to, że wszystko będzie musiał zaczynać od początku.

L jak lekarze klubowi - zaliczyli mocny debiut. Tak krwawej rundy jeszcze w Legii nie było. Mówią, że wszystko jest pod kontrolą. Owszem, można to łatwo kontrolować, i to jedynie jedną ręką, bo na jej palcach można policzyć wszystkich zawodników, którzy nie byli kontuzjowani.

Ł jak Łukasz Broź - wiele gwiazd Widzewa przychodziło do Legii: Smolarek, Łapiński, Citko. Żaden z nich nie dał Legii tyle, co Widzewowi dali ci, którzy podążali w odwrotnym kierunku: Szczęsny i Michalski. Łukasz Broź nie jest odstępstwem od tej reguły.

M jak Mikita, Patryk - chłopak z Woli, jego wielki poprzednik z tej dzielnicy to Wojciech Kowalczyk. Na razie nie ma czego porównywać. Kowalczyk wszedł do drużyny jak burza. Mikita miał długą rundę, Dwaliszwilego bez formy, kontuzjowanych Saganowskiego i Efira. Strzelił tylko jedną bramkę. Bardzo słaby rezultat. Na domiar złego źli ludzie włamali mu się do Facebooka.

N jak Naturalna suplementacja diety - wprowadził ją Piotr Wiśnik, były trener Polonii. Przyglądając się rezultatom, zastanawiam się, ile elementów owej suplementacji powstało na bazie prastarych przepisów przygotowanych przez niejakiego Popiela.

O jak Ojamaa, Henrik - w Szkocji był królem asyst, w Polsce królem samolubów. Dziwny transfer, dziwna runda w wykonaniu Estończyka. Mimo wszystko w niedalekiej przyszłości powinien stać się silnym punktem zespołu.

P jak Pinto, Helio - dokładnie obserwowany, starannie dopasowany, a jednak nie spełnia oczekiwań. On i Brzyski, Jodłowiec, Ojamaa potrzebowali i potrzebują bardzo dużo czasu na aklimatyzację. Dlaczego taki Ljuboja nie potrzebował?

R jak Rzeźniczak, Jakub - kupowali go jako defensywnego pomocnika, przez większość czasu grał na boku obrony, błysnął jako stoper. Jedna z niewielu pozytywnych niespodzianek jesieni. Zaczynał rundę, marząc, by przedłużyć kontrakt, a kończył, dyktując jego warunki.

S jak Saganowski, Marek - bardzo go brakowało. Kiedy wydawało się, że skoro ma zdrowe serce, to nic go nie pokona, wtedy pojawił się Jakub Tosik i wykonał prawidłowy według sędziego Tomasza Musiała wślizg.

T jak Tomasz Musiał - sędzia piłkarski, ulubieniec chirurgów i rehabilitantów. Mecze przez niego sędziowane powinny zaczynać się słynną sentencją znaną z ringów bokserskich: "Przygotujcie się na grzmoty".

U jak Urban, Jan - zdobywca dubletu z Legią. Najlepszy według prezesa Leśnodorskiego trener piłkarski w Polsce. Chyba jednak zbyt swojski, zbyt przaśny, za mało hipsterski i szpanerski. Żywy dowód na tezę, że jak się chce psu przyłoić, to kij się zawsze znajdzie.

V jak Vuković, Aleksander - były kapitan Legii, po zakończeniu kariery wielki jej adwokat. Podobno miał dostać pracę w Legii jako skaut. Dlaczego nie dostał? Bo nie ma brata? A może dostał, tylko pracuje na czarno?

W jak Władimir Dwaliszwili - miał być gruzińskim czołgiem na szpicy Legii rozbijającym w pył każdą obronę. Okazał się czołgiem lekkim, bardzo lekkim, jeśli wręcz nie tankietką. Może było za często wachtanguri (przetłumaczcie sobie z gruzińskiego)?

Z jak Zapiekanka na stadionie Legii - ani Pietro Fanna, ani Bayern Monachium, ani dwie porażki z Widzewem w meczach o mistrzostwo nie spowodowały w moim przewodzie pokarmowym takiego spustoszenia jak zaledwie dwa kęsy owej zapiekanki. Następnym razem wolałbym chyba zjeść zapaloną racę.

Ż jak Michał Żyro - ma ogromną rzeszę antyfanów z Żyro Transfer Watch na Twitterze na czele. Krytykę tego piłkarza uważam za przesadzoną, chociaż nie jestem do końca przekonany, że to wielki talent, a nie wieczny talent.