T-Mobile Ekstraklasa. Henning Berg jako trener do Warszawy po pierwsze trofeum

Z Blackburn Henning Berg sięgał po mistrzostwo Anglii, z Manchesterem United wygrywał Puchar Europy, z reprezentacją wspiął się na drugie miejsce w rankingu FIFA. Ale wtedy był piłkarzem, jako trener nie osiągnął jeszcze nic.


Maj 2012. Berg mówi w norweskiej telewizji, że nie wyobraża sobie powrotu do Blackburn w roli trenera. - Z obecnymi właścicielami byłoby to szaleństwem. Ryzykujesz, że twoja praca skończy się po kilku miesiącach, w czasie których nic nie będzie działało i nie będziesz w stanie robić niczego, co chcesz. Żaden poważny szkoleniowiec nie weźmie tej roboty - mówił Norweg. Na Ewood Park rządzi hinduska firma Venky's London Limited.

Październik 2012. Berg zostaje trenerem drugoligowego Blackburn. Jego zadaniem jest powrót do Premier League. Zatrudnia go Venky's.

Grudzień 2012. Po 57 dniach i 10 meczach, z których Blackburn wygrało jeden, Norweg zostaje zwolniony.

Alex Ferguson, były szef Berga z Manchesteru United, powtarzał zawodnikom, którzy chcą zabrać się do trenowania, by wybierając pracodawcę, nie kierowali się klasą klubu, lecz klasą prezesa. Norweg nie posłuchał. Wejście do Blackburn faktycznie było szaleństwem. Hindusi mamili kibiców transferami Ronaldinho i Davida Beckhama, by ostatecznie sprowadzić przeciętniaków. Wyrzucili popularnego wśród kibiców trenera Sama Allardyce'a i zatrudnili Steve'a Keana. Trybuny go nie cierpiały, bo drużyna zaczęła przegrywać i spadła do II ligi. Frekwencja malała, resztka kibiców domagała się wylania Keana. W takich okolicznościach do Blackburn przybył Berg (w sumie w tamtym sezonie klub zatrudniał pięciu szkoleniowców, wliczając tymczasowych). Epizod w Anglii wiele o jego umiejętnościach trenerskich nam jednak nie powie. - Co można zrobić przez dziesięć meczów? Berg ustawiał zespół w systemie 4-4-2, ale trudno powiedzieć, by była to jego ulubiona taktyka. Nie przesadzę, jeśli powiem, że trudno wyobrazić sobie cięższą pracę. Z drugiej strony Norweg miał piłkarzy, z którymi nawet w krótkim czasie powinien osiągnąć więcej - mówi angielski dziennikarz piszący o Blackburn.



Berg za dwa miesiące pracy na Ewood Park dostał 2,25 mln funtów, ale popsuł sobie reputację na Wyspach. Latem rozmawiał z Kilmarnock, pracy w dziewiątym zespole ligi szkockiej jednak nie dostał. Ostatnio był skautem Norwich.

Lepszą opinię 44-letni szkoleniowiec ma w ojczyźnie. - Kiedy we wrześniu federacja szukała następcy selekcjonera Egila Olsena, Henning był w czwórce kandydatów. To czołowy przedstawiciel "Pokolenia '69", jak nazywamy grupę, która awansowała na mundial w USA. Henning był jej filarem. Teraz jest chętnym do nauki, robiącym postępy trenerem. Adaptuje się do zespołów, które prowadzi. Pewnie już zaczął oglądać mecze Legii, poznaje zawodników. I dopiero po obserwacji znajdzie system gry, który najbardziej pasuje do drużyny. Ale jestem pewien, że zacznie od organizacji defensywy. Na pewno obrona będzie grała strefą - mówi Morten Pedersen, dziennikarz "Dagbladet".

Jednak także w Norwegii Berg nie odniósł sukcesu. Po trzy lata pracował z Lyn i Lillestrom, nie zdobył ani jednego trofeum. Jego doświadczenie w europejskich pucharach ogranicza się do dwóch meczów z Florą Tallinn w I rundzie eliminacji Pucharu UEFA. Oba zremisował (1:1 i 0:0) i odpadł. - W Lyn Henning wykonywał dobrą pracę z młodą drużyną, ale pewnego poziomu przeskoczyć nie mógł, bo właściciel nagle porzucił klub. Lyn sprzedał wtedy Johna Obi Mikela do Chelsea za duże pieniądze, ale kasa poszła do właściciela, klub nie dostał nic. Ambicje Lillestrom były wysokie. Zespół wcześniej dobijał się do czołówki, ale nawet z Uwe Röslerem, najlepszym trenerem w ostatnich latach, zajmował najwyżej czwarte miejsce. Kiedy w 2008 r. Berg przejął drużynę, oczekiwania były duże, jednak pojawiły się też problemy finansowe - nie było pieniędzy na wzmocnienia, zespół osunął się w tabeli i zawodzi do dzisiaj. Można za to winić trenera, można winić klub - kończy Pedersen.

Czy decyzja o zatrudnieniu Henninga Berga to dobry ruch Legii?