Bogusław Leśnodorski. Prezes, który ruszył Legię

- To nie jest człowiek jednowymiarowy. Jedni go lubią, inni nie. Chodzi po kruchym lodzie, nie zawsze jest skuteczny i elastyczny, ale problemom czoła stawia, działa kompleksowo, ma entuzjazm i wizję - o roku Bogusława Leśnodorskiego w roli prezesa Legii pisze Rafał Zarzycki z Warszawa.sport.pl.


Rok 2012 nie był dobry przy Łazienkowskiej. Na wiosnę wszyscy byli pewni, że drużyna doczołga się do upragnionego tytułu mistrzowskiego. Zwycięstwo w lidze zostało jednak zaprzepaszczone w fatalnym stylu. Trzecie miejsce było klęską, a rozczarowani właściciele nie puścili tego płazem. Z klubu odeszli prezes Paweł Kosmala i trener Maciej Skorża. Wiceprezes Leszek Miklas najpierw został przesunięty na drugorzędne stanowisko, a potem sam opuścił Legię.

Na stanowisko trenera wrócił Jan Urban, a pełniącym obowiązki prezesa został pierwszy prezes ery ITI Piotr Zygo. Drużyna dobrze prezentowała się w lidze, ale nie potrafiła przebić się przez eliminacje w rozgrywkach europejskich. 21 września, podczas derbowego meczu z Polonią, doszło do demolki na stadionie, po której wybuchł kolejny konflikt klubu z ultrasami. Zbliżała się zima i rosły obawy, że dojdzie do kolejnej wyprzedaży zawodników - tak jak rok wcześniej. Mimo niezłych wyników sportowych w klubie panował marazm.

10 grudnia nowym prezesem został Bogusław Leśnodorski.

PRZECZYTAJ TEŻ: Sukcesy i porażki prezesa oraz ranking szefów Legii za ITI

Wejście smoka

Jeden ze współwłaścicieli kancelarii prawniczej w świecie sportu był osobą zupełnie anonimową, dlatego jego nominacja wzbudziła zdziwienie i ogromne zainteresowanie. Tym bardziej że nowy prezes zupełnie różnił się od swoich poprzedników pod względem otwartości. Ani Zygo, ani Miklas, ani Kosmala nie lubili udzielać się w mediach. Wywiadów udzielali rzadko, a ich treść przypominała instrukcję miksera. Leśnodorski był ich przeciwieństwem.

Tuż po nominacji przeprowadził niespotykaną w historii klubu kampanię medialną. Rozmawiał praktycznie z każdym tytułem, który miał taką chęć. To był szok nie tylko dla dziennikarzy, ale i dla kibiców. Początkowe zdziwienie ustąpiło entuzjazmowi, ponieważ nowy prezes nie tylko był otwarty i szczery, ale i budził sympatię. Prezentował się jako wulkan energii i entuzjazmu. Tradycyjną legijną ostrożność i wycofanie zastąpił wiarą w sukces i pewnością siebie.

Naturalna nieufność wobec jego słów została rozwiana dość szybko, bo za słowami błyskawicznie poszły czyny. Zamiast spodziewanej wyprzedaży Leśnodorski zaczął wzmacniać drużynę, i to w niebywale agresywnym stylu. Wyrwał z Lecha Bartosza Bereszyńskiego, mimo że transfery z tego klubu do Legii praktycznie się nie zdarzały. Umiejętnie wykorzystał kryzys w Polonii oraz skomplikowane sytuacje jej ówczesnych i byłych piłkarzy i w krótkim czasie pozyskał bardzo solidnych Tomasza Brzyskiego, Władimira Dwaliszwilego i Tomasza Jodłowca.

Wydatki transferowe zrównoważył, sprzedając do Fiorentiny Rafała Wolskiego, jednego z najbardziej obiecujących graczy Legii, lecz także piłkarza kontuzjowanego, który od połowy 2012 roku nie grał. Jego transfer z klubu również został przyjęty jako wielki sukces.

Kampania medialna oraz atak transferowy przyniosły natychmiastowy skutek. Błyskawicznie wzrosło zainteresowanie lożami na stadionie, wielu zniechęconych kibiców ponownie zaczęło rozważać kupno karnetów, a ultrasi otworzyli się na negocjacje dotyczące zakończenia konfliktu.

PRZECZYTAJ TEŻ: Dariusz Dziekanowski: Nie taką Legię chcę oglądać

Z kibicami - na Jezusa

Stosunki na linii szefowie Legii - najzagorzalsi kibice od chwili przejęcia klubu przez ITI nigdy nie były spokojne. Krótkie okresy pokoju przedzielały ciągłe wojny, konflikty i protesty. Wilno, demonstracje przeciwko budowie stadionu czy burdy podczas finału Pucharu Polski w Bydgoszczy były jedynie najbardziej spektakularnymi momentami. A Leśnodorski, który nigdy nie ukrywał emocjonalnego związku z klubem i sympatii do ultrasów, dosyć szybko uzyskał porozumienie i zakończył konflikt.

Jak? Zastosował strategię "na Jezusa". W większości przypadków ultrasów bronił, podkreślając, że nawet jeśli czasami dzieje się coś złego, to wynika to jedynie z działań nielicznych, podczas gdy większość zachowuje się nienagannie. Tłumaczył, że oprawy meczowe są bardzo ważne, a pirotechnika - stosowana pod kontrolą - dodaje widowiskom kolorytu. Jak wyszedł na tej strategii? Jest zdecydowanie bardziej popularny i lubiany wśród kibiców niż jego poprzednicy.

Problem w tym, że jego miłosierdzie i dobroć są kosztowne. Legia jest jednym z najdotkliwiej karanych klubów w Europie. W decydującym meczu o awans do Ligi Mistrzów zamknięto na Łazienkowskiej jedną trybunę, a mecz Ligi Europy z Apollonem rozegrano bez kibiców. Do tego doszły kary finansowe. 150 tys., które UEFA nałożyła za mecze z Molde i Steauą, było karą gigantyczną.

Trudno jednoznacznie ocenić strategię prezesa wobec ultrasów. Z jednej strony widać, że Leśnodorski szuka platformy stałego porozumienia, z drugiej do kilku bardzo niepokojących zdarzeń doszło, a kary i straty związane z zamykaniem stadionu rosną. W takich relacjach sytuacja jest dynamiczna, a ich historia pokazuje, że kibice, którzy jednego dnia wielbią, następnego mogą chcieć ukrzyżować.

Jak będzie z Leśnodorskim?

Dialog, ale słaby

Platforma porozumienia z ultrasami i akceptacja Leśnodorskiego dla wielu elementów efektownych opraw meczowych psuje porozumienie z wojewodą mazowieckim Jackiem Kozłowskim, który przykłada dużą wagę do stosowania zasad bezpieczeństwa na stadionie. Ostatnie wydarzenia - zamknięcie trybun na mecz z Ruchem i towarzysząca temu wymiana argumentów w mediach - pokazują, że o jakikolwiek dialog będzie bardzo trudno. Strony okopały się na swoich stanowiskach - Leśnodorski podkreśla, że na stadionie jest bezpiecznie, a klub wykonuje wielką pracę, by było jeszcze bezpieczniej. Wojewoda przyznaje prezesowi rację, ale wskazuje na niedociągnięcia i stadion zamyka. Można odnieść wrażenie, że panowie nie pałają do siebie sympatią, istnieje konflikt personalny i kwestią czasu jest jego eskalacja.

Być może z winy Leśnodorskiego. Podczas ostatniej szermierki słownej z wojewodą w Orange Sport wypowiedzi prezesa były stonowane, argumenty logiczne, a wysoka kultura dyskusji - zachowana. Ale... Podczas wypowiedzi wojewody kamera często pokazywała mimikę twarzy prezesa, i choć nie jestem specjalistą jej odczytywania, to wiele się nie pomylę, twierdząc, że twarz Leśnodorskiego wyrażała coś pomiędzy "Jesteś żałosnym osłem" a "Gardzę tobą". Nie było to smaczne, więc o dobre przeczucia trudno.

PRZECZYTAJ TEŻ: Józef Wojciechowski: Prezes musi być teraz bardziej stanowczy

Wiele projektów naraz

Do porządków w klubie Leśnodorski zabrał się z ogromną energią. Już na początku kadencji zdecydował się na szybkie pożegnanie z takimi znaczącymi osobami jak Marek Jóźwiak czy Krzysztof Ziętek. Prezes, w przeciwieństwie do polityki poprzedników, zabrał się na serio za budowanie sieci skautingu. W klubie pojawiło się wiele nowych twarzy na różnych stanowiskach. Za wcześnie jeszcze, by oceniać wszystkie te zmiany, ale jak dotąd nikt z nowo zatrudnionych nie budzi wątpliwości. No, może poza sztabem medycznym, co jest związane z ogromną liczbą kontuzji.

Jeśli chodzi o zarządzanie klubem, Leśnodorski wydaje się bardzo mocny. Posiada coś, co w języku biznesowym określane jest umiejętnością "to cope with complexity", czyli skutecznym prowadzeniem wielu projektów naraz. Cięcie kosztów, udane negocjowanie umów sponsorskich, budowa skautingu, aktywny marketing, podjęcie tematu ośrodka treningowego i budowy siedziby akademii, wreszcie próby obudowy wielosekcyjnej potęgi - Leśnodorski zajmował się tym wszystkim z raczej pozytywnym skutkiem. Wiele z tych projektów jest dopiero w powijakach, ale entuzjazm i zaangażowanie prezesa można podziwiać. To człowiek nie tylko mający świadomość, jak potężną marką jest Legia, ale też mający wizję, jak tę markę rozwijać. "Umbrella brand", pod której parasolem będzie działać nie tylko sekcja piłki nożnej, ale i rugby, koszykówki, hokeja czy boksu, to świetny pomysł i dowód na duże ambicje Leśnodorskiego.

Przepraszam - jaki jest wynik?

Cokolwiek prezes jednak robi, to o jego ocenie decydują dwa wyniki - sportowy i wynikający z niego finansowy. Dobry prezes to prezes klubu, który wygrywa i zarabia - koniec, kropka. Na lokalnym polu Leśnodorskiemu trudno pod tym względem coś zarzucić. Od czasu objęcia przez niego stanowiska Legia rozegrała 36 kolejek, z czego tylko po ledwie trzech nie była liderem. W zeszłym sezonie wywalczyła dublet. Zastrzeżeń mieć nie można.

Ale inaczej to wygląda w Europie, i w tym przypadku można wrzucić kamyczek do ogródka prezesa. Po pierwsze: nie udało mu się odpowiednio wzmocnić zespołu, czego koronnym argumentem był rewanż ze Steauą, w którym nie zagrał najważniejszy ze sprowadzonych latem piłkarzy Helio Pinto, a kosztowny Henrik Ojamaa biegał przez zaledwie 27 minut. Po drugie: o ile dosyć radosną, czyli zaniżoną, ocenę siły Rumunów można było usprawiedliwić chęcią podniesienia morale, o tyle oceny jakości drużyn grających w grupie niczym usprawiedliwić się nie da. A przecież gołym okiem widać, że to silniejsi przeciwnicy od tych, z którymi zmagała się Legia Skorży.

Dla mnie ten minus równoważy jednak plus, który Leśnodorski zaliczył podczas afery z Danijelem Ljuboją. I mimo że wciąż odzywają się różne krytyczne głosy, mimo że Ljuboi, jako lidera drużyny, który potrafi odmieniać wynik, zastąpić się nie udało, to zdecydowanie i odwaga Leśnodorskiego podczas tamtych wydarzeń zasługują na słowa uznania. W czasach kiedy każdy występek można relatywizować, on stanął na straży wartości i pryncypiów, na których budowany jest każdy poważny klub. Wysłał w świat sygnał, że Legia nie akceptuje "świętych krów". Długoterminowo to posunięcie powinno procentować. Dzięki niemu stwierdzenie, że żaden piłkarz nie jest większy od klubu, w przypadku Legii ma sens.

Leśnodorski to nie jest człowiek jednowymiarowy. Jedni go lubią, inni nie. Ci, których zwolnił, marzą, by obciąć mu głowę drewnianą piłą. Od tych, którzy z nim współpracują, trudno oczekiwać szczerej i obiektywnej oceny. Ja, mając przede wszystkim na uwadze interes klubu, oceniam prezesa pozytywnie. Leśnodorski potrafi stawić czoła problemom. Nie zawsze rozwiązuje je skutecznie, ale to wciąż nowy człowiek w dosyć specyficznym środowisku. Umie wokół siebie wytworzyć pozytywną aurę, i z takim samym entuzjazmem, który Leśnodorski wykazuje wobec Legii, ja podchodzę do jego osoby. I myślę, że jest o wiele bardziej prawdopodobne, że będzie coraz lepszym prezesem niż coraz gorszym.

Jaką ocenę, w szkolnej skali 1-6, dałbyś Bogusławowi Leśnodorskiemu za rok prezesury w Legii?