Legia w końcu zarżnięta. Nie będzie faworytem w żadnym z ostatnich trzech meczów

Eksperyment z zarzynaniem jedynej eksportowej drużyny w Polsce nareszcie zaczyna przynosić efekty. Legia zagrała w Gdańsku z drużyną, która rozegrała w rundzie zaledwie 11 meczów mniej. Zagrała na bardzo trudnym terenie, w grę której przepisy dosyć autorsko definiował sędzia Tomasz Musiał - o przegranym meczu Legii z Lechią pisze Rafał Zarzycki z Warszawa.sport.pl.


Oczywiście to był bardzo słaby mecz w wykonaniu Legii. Ale jaki był powód, żeby ta drużyna miała zagrać mecz dobry? Tego otwarcie się nie mówi, ale dla naszej ligi charakterystyczna jest ostra gra, którą stosują słabsze zespoły, a do której dopuszczają sędziowie. W rezultacie czołowi piłkarze doznają masy mikrourazów, co skutkuje później poważniejszymi kontuzjami. Dlatego zagrać 30 meczów w lidze polskiej, a na przykład w hiszpańskiej, to dwie zupełnie inne sprawy.

Legia gra trzecią morderczą serię spotkań i kiedy inni będą mieli czas, aby się podleczyć, ona uda się do pobliskiego Limasol. Należy się więc pogodzić z faktem, że drużyna, której ułożono kalendarz, aby ją zarżnąć, w końcu zarżnięta została. Bez względu na klasę sportową nie widzę jej w roli faworyta w żadnym z ostatnich trzech meczów z Apollonem, Cracovią i Górnikiem. Jeśli ktoś się temu dziwi, to ja się jemu dziwię.

Co gorsza, obawiam się, że zdrowotne skutki tej morderczej jesieni Legia ponosić będzie jeszcze długo w przyszłym roku. Jak to mówią: co za dużo, to niezdrowo.

Na koniec kilka słów o sędzim Musiale, który zasłynął brakiem reakcji na zmasakrowanie Marka Saganowskiego w spotkaniu z Jagiellonią. W meczu z Lechią zupełnie nie zareagował na brutalne wejście w Michała Kucharczyka. Dopuszczał do bardzo ostrej gry na bardzo trudnym terenie. Gdyby ktoś mi dzisiaj powiedział, że już nigdy nie posędziuje Legii, to nie zalałbym się łzami.