Tomasz Brzyski: Kontuzje? Nie należy winić ani lekarzy, ani trenerów. Powołanie? Żona na nie liczy

- Nie mogę na nic narzekać. Nie należy obarczać winą ani lekarzy, ani trenerów. Tak naprawdę to szukanie dziury w całym. Zdarzają się kontuzje wynikające z pecha. Biorą się też z przemęczenia, ale nie dlatego, że ciężko trenujemy, bo tak naprawdę nie mamy na to czasu - mówi obrońca Legii Tomasz Brzyski.


Krzysztof Zaborowski: Październik był fatalny w wykonaniu Legii. Tylko jedno zwycięstwo w sześciu meczach. Wygrana z Zagłębiem dała drużynie trochę spokoju?

Tomasz Brzyski: Potrzebowaliśmy zwycięstwa. Nikt nie zakładał, że Legia może przegrać z Zagłębiem. W ogóle nie braliśmy takiego scenariusza pod uwagę, choć czuliśmy zmęczenie. Ostatnio widać to było na boisku, bo gra nie kleiła się. Za nami 15 ligowych kolejek i mecze w europejskich pucharach. Wiadomo, że w drużynie jest wiele kontuzji i niektórzy piłkarze muszą grać co trzy dni. Dobrze, że do meczu z Trabzonsporem mamy więcej niż ostatnio czasu na przygotowania.

Trener Jan Urban po meczu z Zagłębiem powiedział, że w grze zespołu nie widać radości.

- To prawda. I wynika to właśnie ze zmęczenia. Ostatnie dni były ciężkie, bo ciągle byliśmy w rozjazdach. Po powrocie z Turcji zaraz musieliśmy jechać do Poznania, potem była podróż do Bydgoszczy. Trudno wtedy o odpowiednią regenerację, dlatego czekaliśmy, aż w końcu skończy się październik. Mam nadzieję, że radość gry wróci w czwartek.

Pana akurat kontuzje omijają, ale coraz głośniej mówi się o złej pracy nowego sztabu medycznego. Słusznie?

- Nie mogę na nic narzekać. Nie należy obarczać winą ani lekarzy, ani trenerów. To szukanie dziury w całym. Zdarzają się kontuzje wynikające po prostu z pecha, jak u Jakuba Koseckiego, Miroslava Radovicia czy Ivicy Vrdoljaka. Wcześniej Daniel Łukasik miał problem z kolanem i wydawało się, że wszystko jest w porządku, ale dalej odczuwał ból. Kontuzje w drużynie biorą się też z przemęczenia, ale nie dlatego, że ciężko trenujemy, bo tak naprawdę nie mamy na to czasu. Może właśnie akurat tego potrzebujemy.

Ostatnie miesiące są dla pana udane, bo kosztem reprezentanta Polski Jakuba Wawrzyniaka wywalczył pan sobie miejsce w podstawowym składzie.

- Na początku pobytu w Legii miałem ciężkie chwile, ale jestem doświadczonym piłkarzem i widziałem, że muszę cierpliwie czekać. Uważam, że nie do końca wykorzystuję swoją szansę, bo dwa ostatnie mecze były średnie. Cieszę się jednak, że w końcu nie straciliśmy gola. To ważne dla obrońcy.

Był pan zaskoczony, że trener Urban w meczach z Piastem i Zawiszą ustawił pana w pomocy?

- W pewnym stopniu tak, bo nieźle radziłem sobie w obronie. Nie zrażam się do tego, bo niejednokrotnie grałem w pomocy. Chcę występować regularnie, nieważne, na jakiej pozycji. Cieszę się, że dostaję szansę gry. Dobrze wyglądająca współpraca z Kubą Wawrzyniakiem w meczu z Piastem wynikała z tego, że znamy się prawie rok. Na treningach zdążyliśmy się odpowiednio poznać. Wiemy, jak ze sobą grać.

W lidze zaliczył pan sześć asyst, ale chyba do pełni szczęścia brakuje gola? Sytuacji strzeleckich nie brakowało...

- To prawda. Śmieję się, że zdobywam tylko ładne gole. Żałuję sytuacji z Poznania, ale to byłaby za łatwa bramka. Poprzednie sezony kończyłem przynajmniej z jednym trafieniem. Jeśli chodzi o asysty, to najwięcej miałem osiem lub dziewięć. Teraz jest siedem, bo liczę puchary. Wynik jest do pobicia. Wszystko zależy od tego, czy będę wykorzystywał szansę od trenera.

Eksperci widzą pana nawet w kadrze narodowej.

- Bardziej żona liczy na powołanie, bo nie odpuszcza żadnego meczu i uważa, że powinienem dostać szansę [śmiech]. Do tematu reprezentacji podchodzę chłodno, choć wiadomo, że chciałbym otrzymać powołanie. Robię wszystko, żeby jak najlepiej grać i wygrywać z Legią. Jeśli będę prezentował dobrą formę, to selekcjoner to zauważy.

Co Legia musi zrobić, żeby w końcu zdobyć pierwsze punkty w Lidze Europejskiej?

- Uniknąć błędów w obronie i poprawić skuteczność. W Trabzonie nie pozwoliliśmy rywalowi na wiele. Turcy nie stworzyli sobie klarownych sytuacji. My byliśmy groźniejsi, ale to oni wykorzystali nasze błędy. To boli, że prezentujemy się nieźle, ale nie ma punktów i nawet gola. Karta musi się w końcu odwrócić. Mam nadzieję, że przełamanie nastąpi w czwartek. Zdobędziemy nie tylko bramkę, ale i trzy punkty.

Obserwuj autora i dyskutuj na Twitterze - @k_zaborowski