Rzeźniczak: "Staruch" mnie nie uderzył. "Była kłótnia"

- Była kłótnia, emocje. Ja machałem rękami i Piotrek machał rękami - tak piłkarz Legii opisywał w poniedziałek w sądzie przebieg incydentu sprzed ponad dwóch lat
Kibice Legii tego wieczoru (2 kwietnia 2011 r.) byli wściekli - ich drużyna przegrała z chorzowskim Ruchem 2:3. Mniej więcej godzinę po ostatnim gwizdku sędziego w tunelu na stadionie przy Łazienkowskiej obrońcę Legii Jakuba Rzeźniczaka zaczepił nieformalny przywódca "Żylety" Piotr C. (dawniej S., po ślubie przyjął nazwisko żony), lepiej znany jako "Staruch". Miał go obrzucić wyzwiskami i spoliczkować.

Zdarzenie widziało wiele osób, szczegółowo opisali je dziennikarze Canal+, relacjonujący przebieg kolejki. Ale film, który zarejestrowały kamery kanału Orange Sport, a który wciąż można odnaleźć w internecie, pokazuje tylko moment, w którym ochroniarze rozdzielają Rzeźniczaka i "Starucha". Słychać jeszcze jak ten drugi mówi: - Niech szanuje mordę, k..., gnój je... Samego uderzenia nie widać.

Klub, podobnie jak piłkarz, z początku zbagatelizował to zdarzenie. Ale do akcji wkroczyły policja i prokuratura. I mimo że naruszenie nietykalności cielesnej jest ścigane z oskarżenia prywatnego, zdecydowały się wszcząć dochodzenie.

"Ja machałem rękami i Piotrek machał rękami"

Podczas pierwszego przesłuchania (kilka dni po awanturze) Rzeźniczak potwierdził, że został uderzony przez "Starucha". Ale podkreślił też, że został przez niego przeproszony i nie żywi urazy. - Dla mnie incydent jest już zamknięty - zaznaczył.

Prokurator uznał, że mimo tej postawy sprawa powinna jednak trafić przed sąd. Proces rozpoczął się już kilka miesięcy temu, ale Rzeźniczak w sądzie się nie stawiał, bo terminy rozpraw kolidowały z meczami.

W poniedziałek sędzi Justynie Dałkowskiej udało się przesłuchać piłkarza. Mówił o incydencie. - Zacząłem się kłócić z Piotrkiem. Były emocje. Staliśmy blisko siebie, gestykulowaliśmy. Ja machałem rękami i Piotrek machał rękami, aż podeszli ochroniarze i nas rozdzieli - zeznawał Rzeźniczak.

- Czy pańska nietykalność została naruszona? - dopytywała sędzia.

- On mnie nie uderzył - odparł piłkarz.

Pytany przez sąd, dlaczego w takim razie w pierwszym przesłuchaniu zeznał inaczej, piłkarz odpowiedział: - Nie pamiętam, żebym mówił o klepnięciu w twarz.

A dlaczego podpisał protokół przesłuchania?

- Było dużo emocji, dzwonili do mnie dziennikarze, telewizje - wyjaśnił.

Ciąg dalszy procesu w grudniu. Sąd, na wniosek obrony, przesłucha jeszcze dwóch świadków. Potem wyda wyrok.