Wisła - Legia. Smuda chce spłatać figla

Latem wydawało się, że niezależnie od okoliczności Legia będzie faworytem meczu z Wisłą. Ale krakowianie jeszcze w tym sezonie nie przegrali, a mistrzowie Polski pojechali na szlagier ekstraklasy bez sześciu kluczowych piłkarzy
- Przeciwko Wiśle nie zagra Miro Radović, który doznał urazu mięśnia - oznajmił w piątek trener Jan Urban. I jak w tej sytuacji jego Legia ma ugryźć Wisłę?

W tym sezonie jego zespół stracił w walce już dużo zębów i w Krakowie Legia zagra szczerbata. Kontuzje i kartki wykluczają z gry w Krakowie kapitana Vrdoljaka, bramkarza Kuciaka, który bronił z 79-procentową skutecznością (jego zmiennik Skaba puścił dziewięć bramek na 23 celne strzały, skuteczność 61 proc.), stopera Astiza, skrzydłowego Koseckiego (w zeszłym sezonie strzelił Wiśle dwa gole) i napastnika Saganowskiego. Radović to jej najlepszy zawodnik, koło zamachowe większości akcji ofensywnych i najskuteczniejszy piłkarz ligi. W tym sezonie strzelił sześć goli i w niektórych meczach grał tak, jakby ekstraklasę przerastał o klasę. Jedyne trzonowce, które Legii zostały, to obrońcy Wawrzyniak z Rzeźniczakiem. Reszta to mleczaki. Jedni nie skończyli 22 lat, inni - oprócz Skaby - są w pierwszej drużynie mniej niż dwa sezony.

W tym sezonie Urban robił nawet dziesięć zmian w składzie, ale nigdy nie zdarzyło się, by zabrakło choć jednego filara, bez których Legia pojedzie do Krakowa. Nawet w Pucharze Polski z II-ligowym Rozwojem Katowice w jedenastce grali Radović z Saganowskim. - Kac po czwartkowej porażce z cypryjskim Apollonem Limassol w Lidze Europejskiej zostanie na długo. To był dla piłkarzy cios i szok. Musimy wyczyścić głowy, zapomnieć, bo przed nami znowu mecz na szczycie - powiedział trener Urban. Tydzień temu Legia łatwo pokonała poprzedniego mistrza, Śląsk. Wcześniej wygrywała z wiceliderem Górnikiem oraz trzecią Jagiellonią.

Wisła jest czwarta, do Legii traci sześć punktów. - Przed sezonem nie spodziewałem się, że będzie tak wysoko, miała problemy ze składem - mówił Urban. - Gra Wisły może się podobać, mimo kłopotów jest w stanie osiągać dobre wyniki. Widać rękę trenera Franciszka Smudy, wiemy, jakim jest człowiekiem i jaki ma charakter. Każdy musi dostosować się do jego metod pracy, inaczej nie funkcjonowaliby jako zespół. Piłkarze uwierzyli trenerowi i na razie przynosi to dobre efekty.

Kiedy pół roku temu Legia przyjeżdżała na Reymonta, trafiła jak weselnik na stypę. Piłkarze Urbana kroczyli po mistrzostwo, a w Krakowie nikt nie ważył się wspominać nawet o pucharach. Prezes Jacek Bednarz opowiadał o długach, trener Tomasz Kulawik nieporadnie próbował zmienić paskudny styl drużyny, a część piłkarzy najchętniej poszłaby na zwolnienie. Wisła zagrała z Legią jeden z najlepszych meczów w sezonie, ale przegrała 1:2.

Wszystko zmieniło się po przyjściu Smudy. W Krakowie nie chciała go część kibiców, ale wynikami zyskał uznanie. Nastrój żałoby i obawy, że najlepsza polska drużyna początku XXI w. będzie broniła się przed spadkiem, zamieniły się w euforię. Mecz z Legią obejrzy komplet widzów. Ale Smuda tonuje emocje: od piłkarzy po dziennikarzy. - Żadna euforia, zawodnicy od razu dostali w czapę - mówił po wygranym 2:0 w świetnym stylu meczu z Lechem. W piątek mówił: - Każdy mecz mamy grać jak finał, choć oczywiście nie zawsze nam się udaje. Jeśli damy z siebie wszystko, jesteśmy w stanie powalczyć z Legią, ale w lidze oni wszystkich niemal demolują. Nie wiem nawet, czy wystarczy na nich taka gra jak z Lechem. Będzie faworytem, ale piłka lubi płatać figle.

Smuda znów czyni cuda. Mając przeciętną podstawową jedenastkę i trzech wartościowych zmienników, stworzył zespół, który ciężko pokonać. Przed sezonem odeszli doświadczeni Jaliens, Pareiko, Iliev, Genkow, w zamian klub szukał zawodników, za których nie trzeba było płacić. Rozglądano się po całym świecie, a najlepsze rozwiązanie było po nosem, w Krakowie. Żaden z zawodników nie podniósł poziomu gry Wisły tak jak Paweł Brożek, który wrócił pod Wawel po nieudanych sezonach za granicą. W ośmiu meczach zdobył pięć bramek.

Od poprzedniej soboty dwukrotny król strzelców ekstraklasy narzeka na ból mięśnia dwugłowego i dopiero w niedzielę okaże się, czy zagra. Aby wyszedł na boisko, w klubie muszą być pewni, że po urazie nie ma śladu. Gdyby wystąpił z niedoleczoną kontuzją, mógłby skończyć z naderwanym lub zerwanym mięśniem i długą przerwą. Wisła zostałaby bez napastnika. - Jestem sceptyczny co do jego występu z Legią. Jeśli wyjdzie, to oznacza, że lekarz spisał się na piątkę - powiedział Smuda.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS, na Androida i Windows Phone