Dlaczego Warszawa kocha Deynę? "To poeta futbolu!"

To powinna być legenda słoików. Człowiek spoza Warszawy, którzy stał się bardziej warszawski od większości warszawiaków
Najpierw się na Kazimierza Deynę obraziłem. Kiedy w dzieciństwie kibicowałem meczom reprezentacji, Deyną denerwował mnie tata. Jak czasem naszym udało się strzelić gola, komentował: - E, tam. To nie to co Deyna. Ten to grał.

Albo: Gdzie im do Deyny!

- A za czasów Deyny... - dodawał nauczyciel wuefu.

Deyna był tam, gdzie była piłka.

W Warszawie, już na studiach, zobaczyłem, że oprócz piłki Kazimierz Deyna przyczepił się także do całego miasta. Na murach graffiti "Szacun, Kaziu" pojawia się zaraz obok Syrenki (35 lat od czasu, kiedy wyjechał z Warszawy). Ma tu swój pomnik (jako jedyny piłkarz w Polsce). I uliczkę (jako jeden z nielicznych). Kubek z Deyną można kupić w stołecznym hipermarkecie.

Na ekrany właśnie wchodzi film z piłkarzem w tle: "Być jak Kazimierz Deyna".

A ja chodzę po ulicy Deyny i zaczepiam ludzi: Jak chłopak z Pomorza stał się symbolem Warszawy?

Ulica Kazimierza Deyny. Bemowo, osiedle Górce

Nazywa się tak od 7 października 2005 roku. Kibice Legii od lat walczyli, by któraś z ulic nosiła imię Deyny (po cichu liczyli na okolice Łazienkowskiej). Rada Warszawy nazwała jednak jego imieniem jedną z tych przy powstającym osiedlu. "To jest miejsce, gdzie chciałbym mieszkać" - zaczęli zaraz pisać na forach kibice Legii.

Chodzę więc po uliczce Deyny i pytam o Deynę.

Elegancki pan w płaszczu mruży oczy i jakby w transie mówi: - 10 czerwca 1978 roku z Meksykiem, mistrzostwa świata w Argentynie, ostatnia bramka.

Pani w lokach dodaje: - Przystojniaczek był i to nazwisko z igrekiem, ah!

Elegancki pan w płaszczu: - Geniusz i tragiczna śmierć. Szkoda tylko, że uliczka jego pamięci taka mała.

Dziewczyna w nausznikach: - Co mi się z Deyną kojarzy? Piłkarz, Warszawa.

Chłopak w czerwonym kapturze: - Deyna? Nie wiem. Może to jakiś poeta?

Mężczyzna na rowerze: - Poeta! Poeta futbolu. Nie urodził się w Warszawie, naprawdę? Dziwne, dla mnie to stuprocentowy warszawiak. W takim razie to powinna być legenda słoików. Człowiek spoza Warszawy, którzy stał się bardziej warszawski od większości warszawiaków.

- To, że ludzie pamiętają go, choć wyjechał stąd w 1978 roku, jest niesamowite - ocenia Stefan Szczepłek, dziennikarz sportowy, biograf Deyny.

1966 - przyjazd

Na dworcu wziął taksówkę i pojechał prosto do jednostki. Wcześniej był piłkarzem łódzkiego ŁKS-u, ale dostał powołanie do wojska. Tak warszawska Legia, klub wojskowy, lubiła wyłuskiwać po Polsce zdolnych piłkarzy. Dostawali oficerskie etaty i mieszkanie, choć mundur wkładali tylko na 12 października - w rocznicę bitwy pod Lenino. "St. Kpr. Deyna Kazimierz pełni zawodową służbę wojskową w Wojskowym Klubie Sportowym » Legia «Warszawa" - zostało takie zaświadczenie z tamtych czasów. Była jesień 1966 roku.

Pierwsze trzy tygodnie Deyna spędził w jednostce samochodowej, blisko legijnego Stadionu Wojska Polskiego, potem przeniósł się do Ośrodka Sportowego. Pierwszy raz w barwach Legii zagrał 20 listopada, w meczu z chorzowskim Ruchem. Szybko przyciągnął wzrok kibiców. - Chodziło się "na Legię", a potem zaczęło się chodzić "na Deynę" - opowiada Stefan Szczepłek.

Nazywano go Kaka, pewnie od kaczego chodu lub też "kacze, które strzelał". Albo Generał - bo rządził na boisku. Szczepłek: - To były lata największych sukcesów Legii, a on był ich współautorem. Polonia się wtedy nie liczyła, była w trzeciej lidze. Szanowała i uwielbiała go cała Warszawa.

Ulica Świętokrzyska 32. Mieszkanie Kazimierza i Marioli Deynów

Deyna dostaje pismo: "Obywatel Deyna Kazimierz. Minister Obrony Narodowej dziękuje Wam za wzorową służbę dla naszej Ojczyzny, w uznaniu zasług przenosi Was do służby w Marynarce Wojennej. Miejscem Waszego zakwaterowania będzie JW w Gdyni. Jednocześnie mianuję Was na stopień bosmanmata". Koniec końców nigdzie nie wyjechał. Chodziło jedynie o przedłużenie służby wojskowej o kolejne miesiące. Zamiast jechać do Gdyni, wprowadził się do swojego pierwszego mieszkania na Płocką.

Stefan Szczepłek: - Po treningach chodziło się do modnych lokali, na placu Konstytucji był Szanghaj, na Moniuszki - Adria albo Roxana w Alejach Jerozolimskich. Były jeszcze Kamieniołomy w Hotelu Europejskim. Dziś tych miejsc nie ma. W towarzystwie popularnych legionistów pojawiali się czasem Bogdan Łazuka albo Władysław Komar. Pierwszym przewodnikiem Deyny po mieście był Janusz Żmijewski, prawoskrzydłowy z Otwocka, zwany Jojo. - Uwielbiał to miasto, naprawdę - mówi.

W lipcu 1970 roku Deyna bierze ślub z Mariolą Polasik i zamieszkują na Puławskiej, a potem na rogu Świętokrzyskiej 32. To będzie ich ostatnie mieszkanie w Warszawie. Widok jest na Pałac Kultury. W tym samym bloku mieszkają: Kazimierz Górski, Lucjan Brychczy, Jacek Gmoch. Zadzwonić można tylko przez centralę Ministerstwa Obrony Narodowej, numer tajny.

Chodzę przy Świętokrzyskiej numer 32 i znowu wypytuję, ale w centrum nazwisko Deyny nie działa tak jak na Bemowie.

- Jakiś piłkarz - mówi dziewczyna w zielonej czapce. - Zagraniczny?

- Reżyser? - zgaduje chłopak z rowerem.

- Piłkarz.

- Piłkarz? Pierwsze słyszę.

W końcu pan z wąsem: - Deyna, tak! Pewnie, że warszawiak! Nie? Ale była w nim taka warszawska zadziorność.

Stefan Szczepłek: - Myślę, że nie było w nim zadziorności, ale niesamowita skromność, zaradność. Legenda robi swoje. Był zwykłym fajnym człowiekiem, ale grał jak nikt inny.

1974 - euforia

W latach 70. w warszawskiej lidze szóstek powstaje zespół "Zakochani w Kazimierzu Deynie". Legia - z Deyną, Gadochą, Brychczym odnosi sukcesy. Mistrzostwa polski, półfinał Pucharu Mistrzów.

- Jak urodzi się syn, to nazwę go Kazik po Deynie - chodziła po Polsce lat 70. taka anegdota o dwóch ojcach na porodówce.

- To niech Bóg da, żeby syn, a nie córka.

- E, tam. Jak będzie córka, to nazwę ją Gadocha.

Potem przychodzą sukcesy reprezentacji: mistrzostwo olimpijskie, trzecie miejsce mistrzostw świata.

Ale nie cała Polska go kocha. 1978 rok - Deyna strzela gola z rzutu rożnego Portugalii, a Stadion Śląski gwiżdże - był przecież z Legii. Im bardziej w Polsce go nie lubiono, tym bardziej broniła go Warszawa.

Stefan Szczepłek: - I ten kult został. Bo później nie było lepszych piłkarzy.

Marcin Stankiewicz, który od dziewięciu lat prowadzi stronę o Kazimierzu Deynie, tłumaczy: - Jestem z rocznika 1983. W domu o Deynie mówiło się bez przerwy. Tęskni się za tymi czasami. Dla mnie Deyna jest symbolem tego, co w polskiej piłce najlepsze.

- Kiedy spytać Holendra, jaki jest najlepszy holenderski piłkarz w historii, od razu powie: Cruyff! A Niemiec? Beckenbauer! To jak nie darzyć kultem Deyny, który szedł z nimi ramię w ramię? To były niesamowite lata, futbol totalny - dodaje Janusz Dorosiewicz, prezes Fundacji Deyny. - Ale to kibice Legii po jego śmierci stworzyli, a potem utrzymali legendę Deyny.

Ulica Łazienkowska Stadion Legii Warszawa

Do niedawna Deyna nie miał w Warszawie ani ulicy, ani pomnika.

W 2004 roku w gimnazjum nr 102 w Wawrze pozwolono wybrać uczniom patrona. Wygrał Deyna. Wtedy dyrekcja stwierdziła, że są niepełnoletni. Anna Kaczmarek, dyrektorka gimnazjum, zaproponowała upamiętnienie tragedii z 27 grudnia 1939 roku, kiedy hitlerowcy rozstrzelali 107 mieszkańców Wawra - Gimnazjum im. "Pamięci 27 grudnia 1939 roku". Justyna z II klasy mówiła wtedy: - Podobno żeby mieć za patrona Deynę, musielibyśmy mieć przynajmniej jedną klasę sportową. Ale nie mamy też klasy "ofiar". Nie jesteśmy ofiarami.

Do dziś gimnazjum nie ma żadnego patrona.

Marcin Stankiewicz: - Zarzucają, że Deyna był alkoholikiem pod koniec życia. Głupoty. Co to w ogóle ma do rzeczy? Cenimy go za to, jakim był piłkarzem.

Stefan Szczepłek: - Daje tu znać polska specyfika. Nie ma u nas pomników sportowców. Ten Deyny jest pierwszym pomnikiem piłkarza w Polsce. Na Wyspach to zupełnie normalne. U nas nie nazywa się ulic od nazwisk sportowców. Ulicę ma Kusociński, ale on zginął w Palmirach.

Pomnik stanął dopiero niecały rok temu. Janusz Dorosiewicz: - Kibice zebrali pieniądze.

Stoi teraz przed Łazienkowską - Deyna w ruchu, właśnie robi zwód piłką, na plecach numer 10. A na głowie - charakterystyczne baki.

Na Łazienkowskiej można kupić też "rogale Deyny". Kibice chcieli też, żeby stadion nosił jego imię. Ale koncern Pepsi miał większą siłę przebicia.

1978 - wyjazd

Z Warszawy wyjechał grać do Manchesteru, a potem do Stanów. Ostatni mecz w Polsce zagrał w 1979 roku - Legia - Manchester. Grał po 45 minut dla każdej z drużyn i strzelił dla nich po jednym golu.

- Ja go trochę idealizuję, ale myślę, że jak zobaczyłby dzisiejszą Warszawę, byłby zachwycony - mówi Stefan Szczepłek. - Nigdy z nim o tym nie rozmawiałem, bo tak się wtedy nie rozmawiało. Ale jestem pewien, że stadiony Legii, Narodowy, bardzo by mu się podobały.

Do Warszawy Deyna wrócił rok temu. Urnę z jego prochami przywiozła żona Mariola. Starał się o to przez lata Janusz Dorosiewicz. - Wiele lat prosiłem o sprowadzenie jego prochów. Udało się w końcu. Panią Mariolę przekonywałem tak: za życia był twój, ale teraz jest nasz - wspomina. - Udało się uzyskać zgodę od kancelarii premiera na pogrzeb państwowy. Sportowiec, po tylu latach - nie przypominam sobie czegoś takiego.

Stara "Żyleta" na Legii została nazwana w końcu imieniem Deyny.

Janusz Dorosiewicz: - A od najbliższego lata co roku będzie odbywał się w Warszawie międzynarodowy turniej Deyna Cup. Jego nazwisko wciąż otwiera drzwi, nietrudno namówić zespoły z Europy. Patrzę teraz na stadion i kiedy kibice skandują coś o Deynie, a wiem, że 80 procent z nich nie widziało go nigdy na żywo - jest to piękne, choć tego nie rozumiem.

Ulica Kazimierza Deyny Bemowo, osiedle Górce

- Deyna Kazimierz. Nie rusz Kazika, bo zginiesz! - woła chłopak z psem, klepie się po sercu i pokazuje legijną "elkę". - Ty, ale co ty będziesz o nim pisał? Nie rusz Kazika - przypomina.

I grozi palcem.

Korzystałem z książki "Deyna", Stefan Szczepłek, Warszawa 2012

Kazimierz Deyna

Urodził się 23 października 1974 roku w Starogardzie Gdańskim. W reprezentacji zadebiutował w 1968 roku. 97 razy reprezentował Polskę, zdobył olimpijskie złoto i był królem strzelców turnieju w 1972 roku. Dwa lata później jako kapitan poprowadził drużynę do trzeciego miejsca mistrzostw świata w RFN, a potem wicemistrzostwa olimpijskiego w Montrealu 1976 roku. Trzy razy znalazł się w dziesiątce najlepszych piłkarzy Europy France Football (w 1974 roku na trzecim miejscu). Z Legią zdobył dwa mistrzostwa Polski i dotarł do półfinału rozgrywek o Puchar Mistrzów. W polskiej lidze rozegrał 305 meczów i zdobył dziewięć bramek. Potem grał w Manchesterze City i San Diego Sockers. Wystąpił w filmie "Zwycięstwo" razem z Pele i Sylwestrem Stallone. Zginął w wypadku samochodowym w Kalifornii 1 września 1989 roku. W bagażniku wiózł 22 piłki.