Liga Mistrzów. Legia - Sporting 1:0. Prijović: zapamiętam to na całe życie

- Na początku dostaliśmy klapsa od Borussii, graliśmy jak dziewczynki przeciwko mężczyznom. Ale Jacek Magiera zdjął z nas presję, a potem sprawił, że nie szukaliśmy łatwych wymówek - powiedział po zwycięstwie ze Sportingiem Lizbona (1:0) napastnik Legii Aleksandar Prijović. Mistrzowie Polski zajęli trzecie miejsce w grupie i na wiosnę zagrają w Lidze Europy
Gratulujemy awansu. To był twój i Legii bardzo dobry mecz, może najlepszy od długiego czasu.

- Zgadzam się, zostałem uznany najlepszym zawodnikiem spotkania i to mnie cieszy. A zespół pokazał, że potrafi grać jak kolektyw, wygraliśmy zasłużenie. Pokazaliśmy jakość, którą także należy rozumieć przez to, że udało się utrzymać wynik 1:0. Rywale nie mieli zbyt wielu szans. W Lidze Mistrzów taką grę pokazaliśmy po raz pierwszy i teraz musimy nad tym pracować, by w przyszłości to utrzymywać. 

W pierwszych minutach walczyłeś bardziej z linią spalonego niż z bezpośrednio z rywalami. Ale gdy już wyjście za obronę Sportingu wypaliło, to skończyło się golem.

- W pierwszych minutach zobaczyliśmy, że grają ustawieni bardzo wysoką linią obrony, nawet po tych pierwszych kilku spalonych. Po pięciu minutach mówiliśmy do siebie na boisku, że trzeba szukać podań na wolne pole. Grali bardzo ryzykownie, nam czasem brakowało tylko centymetrów, jak przy moim golu. Nie wiem, czy byłem wtedy na pozycji spalonej, muszę obejrzeć powtórkę. Ale to ich wybór, że tak przeciwko nam zagrali. My po prostu to wykorzystaliśmy i zagramy w Lidze Europy. Mogliśmy nawet wygrać wyżej, żałuję swoich szans, ale najważniejsze jest zwycięstwo.

To musi być przyjemność grać z Vadisem Odjidją-Ofoe, który dziś zaliczył świetny występ, prawda?

- Zdecydowanie. On odciska piętno na naszej grze, z meczu na mecz imponuje coraz bardziej. Ale są też inni zawodnicy, którzy pokazali się z dobrej strony, pozwolili nam rozegrać perfekcyjny mecz. Bo w defensywie tak zagraliśmy, jako kolektyw - perfekcyjnie.

W tym meczu pokazaliście, że odrobiliście każdą lekcję z pięciu poprzednich spotkań.

- Dla mnie, jak i dla wielu piłkarzy było to nowe doświadczenie, pierwszy sezon na tym poziomie w Lidze Mistrzów. Na początku dostaliśmy klapsa od Borussii, graliśmy jak dziewczynki przeciwko mężczyznom. Ale później zaczęliśmy więcej ryzykować, być agresywnymi. A do tego dawać show, bo to w końcu Liga Mistrzów. Uważam, że to perfekcyjny finisz. Nikt już nie wspomni o tym, ile straciliśmy goli, ale to, że zakończyliśmy na trzecim miejscu. 

Nie tylko byliście bardziej agresywni, ale przez długi okres tego meczu dyktowaliście również intensywność. To nowość.

- W pierwszej połowie oni byli częściej przy piłce, ale my wykorzystywaliśmy ją bardziej efektywnie. Po przerwie zrobiło się nieco chaotycznie, ale radziliśmy sobie z przodu. Ja miałem jedną sytuację, były też inne okazje, gdy brakowało nam centymetrów. I do końca utrzymywaliśmy kibiców w napięciu, atmosfera była świetna, rosła z każdą minutą i po ostatnim gwizdku było szaleństwo. To Liga Mistrzów, jesteśmy więc dumni z naszego wyniku.

Z zewnątrz wyglądało to tak, że Jacek Magiera przygotował zespół krok po kroku: pierwszy gol, pierwszy punkt, pierwsze zwycięstwo. 

- To także dla trenera pierwsze mecze w europejskich pucharach, on również się uczy ze spotkania na spotkanie. On zdjął z nas presję, a potem sprawił, że nie graliśmy jak małe dziewczynki, że nie szukaliśmy łatwych wymówek. I krok po kroku nam się udawało, a teraz ten awans - to zostanie w pamięci każdego piłkarza, ale też szkoleniowców.

Zgodziłbyś się, że różnica była również w tym, że znacznie lepiej komunikowaliście się na boisku? Sam o tym wspomniałeś.

- Latem pojawiło się w klubie wielu nowych zawodników. Dla mnie to żaden problem, bo mówię w pięciu językach, dogadam się z każdą grupą w szatni...

...więc trenerowi mógłbyś się bardziej przydać w środku pola, każdemu podpowiadając!

- Zgoda! Ale bez żartów - nowi potrzebowali czasu, by się odnaleźć w szatni, wejść na odpowiedni poziom siłowy, pokazać swoje atuty i wpłynąć na naszą grę. I udało nam się złożyć bardzo dobry zespół. Teraz jeszcze dwa mecze w lidze, zrobimy wszystko, by je wygrać, a potem na zasłużony odpoczynek.

W szatni musiała być wielka radość. Jak porównałbyś ją z tą po sukcesach z poprzedniego sezonu?

- Intensywność w szatni była znacznie, znacznie wyższa. Przyszedł do nas prezydent Polski, Andrzej Duda i śpiewał razem z nami. Wszyscy szaleliśmy. To moment, który zapamiętamy na całe życie.

Czerczesow szczęśliwy, Kucharczyk nie zapeszył [MEMY PO LEGII W LE]