Ekstraklasa. Legia wypuściła zwycięstwo z rąk. Tylko remis z Wisłą Płock

Miało być szóste zwycięstwo z rzędu, a jest tylko remis. Legia w 17. kolejce Lotto Ekstraklasy nie zdołała pokonać Wisły Płock. I to mimo, że prowadziła z nią już 2:0. Skończyło się 2:2.
Od 0:2 do 3:2 - tak Legia goniła Wisłę w pierwszym meczu, który rozegrany został na początku sezonu. Teraz było na odwrót. To Wisła goniła Legię. Goniła i ją dogoniła - z 0:2 na 2:2 - a tym samym zatrzymała dobrą serię mistrzów Polski, którzy wygrali poprzednie pięć spotkań w ekstraklasie.

- Zależy mi na tym, by po ostatnich zwycięstwach utrzymać koncentrację. Nie dopuścić do rozluźnienia, co wcale nie musi być takie proste - idą święta i głowa zaczyna powoli być już gdzie indziej - mówił przed meczem Jacek Magiera.

Legia wygrywała długo z Wisłą, ale Magiera miał racje. Utrzymanie koncentracji wcale takie proste nie było. Mistrz Polski prowadził co prawda od 10. minuty (gola strzelił Nemanja Nikolić), ale potem zaczął się cofać i tracić kontrolę nad meczem.

W 29. minucie Wisła mogła, a w zasadzie powinna doprowadzić do remisu. Doskonałej okazji nie wykorzystał jednak José Kanté, który trafił w nogę Arkadiusza Malarza. Ale goście się nie zatrzymali, przeważali coraz bardziej. A Legia? Legia się myliła. Mylił się przede wszystkim Tomasz Jodłowiec, który w środku nie tylko nie potrafił przechwycić piłki, ale też często ją tracił.

Drugą połowę Legia zaczęła podobnie jak pierwszą - starała się od razu przejąć inicjatywę. I to jej się udało. Od 56. minuty prowadziła 2:0 po tym, jak bramkę zdobył Kasper Hamalainen. Jeśli ktoś jednak wtedy pomyślał, że mecz wyglądać będzie dalej tak samo jak w pierwszej połowie, to szybko z błędu go wyprowadził Dominik Furman.

W 63. minucie były pomocnik Legii przypomniał o sobie warszawskim kibicom. Przypomniał po raz pierwszy - zdobywając kontaktową bramkę po mocnym uderzeniu z dystansu. A w 78. minucie po raz drugi, kiedy dośrodkował w pole karne Legii, gdzie Malarz źle wybił piłkę i po chwili wbił ją do bramki Kamil Sylwestrzak.

Zrobiło się 2:2 i choć Legia do samego końca próbowała, atakowała, to trzeciego, zwycięskiego gola nie strzeliła. W środę czeka ją mecz w Lidze Mistrzów. Jeśli tam pokona Sporting, to na wiosnę zagra w 1/16 finału Ligi Europy.

Początek meczu Legia - Sporting w środę o 20.45.