Ekstraklasa. Gwiazda Legii Warszawa złamała rękę?

- Po zwycięstwie z Cracovią (2:0) martwi mnie tylko problem z Nemanją Nikoliciem, który prawdopodobnie złamał śródręcze przy jednym z upadków - powiedział na konferencji Jacek Magiera, trener mistrzów Polski.
Najpierw Magiera przekazał dziennikarzom, co zdradził swoim zawodnikiem przed niedzielnym meczem. - Dzisiaj na odprawie w hotelu powiedziałem zawodników, że to nasz najważniejszy mecz mojej kadencji. Trzeba było wygrać, choć było trudno. Cracovia zawiesiła bardzo wysoko poprzeczkę, natomiast brawa za determinację, za to, że dawała z wątroby, by zapobiec akcjom Cracovii. Zabrakło nam w akcjach dobrych wyborów. Podawaliśmy w lewo zamiast w prawo. Dobre wybory podejmuje się, gdy głowa jest luźna, u nas tak dzisiaj nie było. Martwi mnie tylko problem z Nikoliciem, który prawdopodobnie z złamał rękę, śródręcze. Może to oznaczać kilka tygodni przerwy. Więcej dowiemy się po badaniach - stwierdził.

W pierwszej połowie gola strzelił Nemanja Nikolić, w doliczonym czasie spotkania drugiego dołożył Miroslav Radović. - Różne miałem myśli przed meczem, co zrobić. Wiedzieliśmy, że spotkanie może tak wyglądać, ale w Europie często tak się gra i trzeba się z tym zmierzyć. Ale trzy punkty były najważniejsze. Pozostali muszą czekać na swoje szanse - stwierdził.

- Pobiliśmy rekord jeśli chodzi o wybieganie w meczu z Realem, więc wiadomo było, że dziś może być trudno. Przed nami starcie z Jagiellonią, cieszę się, że mamy czas na regenerację i trening, by przygotować się do spotkania w Białymstoku. Nie ma meczów mniej lub bardziej ważnych. W każdym trzeba zostawić sporo zdrowia. Ale na tym polega sport, jak się jeszcze wygrywa, to smakuje zwycięstwo dwa razy lepiej. Mam nadzieję, że Nikolić i Malarz szybko wrócą do zdrowia. Arek przeszedł szereg zabiegów, pracuje po kilkanaście godzin dziennie. Prognozy są takie, że powinien wrócić na mecz z Jagiellonią - odniósł się Magiera do absencji Arkadiusza Malarza, podstawowego bramkarza Legii.

Magiera skomentował również szczęście Legii w tym meczu, ponieważ mistrzowie Polski strzelili gola po tym, jak piłka odbiła się od słupka, gdy po drugiej stronie boiska słupek uratował gospodarzy. - Czasem dwa centymetry, ułamek sekundy decydują o zwycięstwie. Ale to jest to myślenie, przewidywanie: jak w sytuacji, gdy Kuba Czerwiński wybił piłkę z bramki. Tego wymagam, by zawodnicy się obserwowali, patrzyli dookoła. Mieli jak najwięcej informacji, co się dzieje na boisku. Precyzję można wypracować jedynie przez trening, przez godziny ćwiczeń, setki strzałów. Chodzi też o to, by strzelać takie gole przy publiczności, pod presją, gdy wiele osób patrzy - zakończył.

Trenerska lista płac. Po wypłatę najlepiej do Premier League