Liga Mistrzów. Legia uczy się towarzystwa

Jeszcze długo Legia Warszawa będzie chwalona za emocjonujący remis z Realem Madryt (3:3), ale już warto zastanowić się, czego efektem był tak dobry występ mistrzów Polski. Przecież Jacek Magiera stwierdził, że przed rewanżowym spotkaniem z obrońcą tytułu wystarczyło mu dziesięć minut poświęcone na dwie odprawy.
Bodaj największy komplement Legii sprzedał Jorge Valdano, były dyrektor Realu Madryt, obecny w Warszawie i komentujący mecz dla hiszpańskiej telewizji. - Legia zrobiła postępy przez te dwa tygodnie. Miała więcej energii, odwagi, a potem nabierała coraz więcej pewności siebie, widząc jak mecz się rozwija. Stanęli na wysokości zadania - powiedział Argentyńczyk.

Jacek Magiera daje się poznać jako ekspert od postępu. W sześć tygodni nie tyle poskładał zespół, ile wprowadził Legię na inny poziom. Przede wszystkim spójności, a zaraz za tym jakości i intensywności. - Ja Realu nie zatrzymałem, zawodnicy to zrobili. Ja im tylko pomogłem - powiedział na pomeczowej konferencji. Wyraźnie zawstydzony, gdy kilka chwil wcześniej powitały go brawa od kilku osób z sali.

Koniec ze skromnością, bo jest czym się chwalić. Porównuję Legię Magiery nie z nieudolną sklejką Besnika Hasiego, ale zdobywcami pucharu i mistrzostwa Polski Stanisława Czerczesowa. Drużyna Rosjanina miała kontrolować wydarzenia na boisku przez skuteczniejsze odnajdywanie się w chaosie pressingu, szybkich i długich zagrań do przodu. Zespół Polaka chce wykorzystywać i piłkę, i przestrzeń, ale nie tracąc na intensywności.

A przecież to intensywność jest największym wrogiem Legii w Lidze Mistrzów. Brutalnie przekonali się o tym w starciu z Borussią Dortmund, także Sporting potrafił odjechać mistrzom Polski, w środę Realowi wystarczyło 55 sekund mocniejszego tempa. Magiera był tego świadom. - W Europie o wszystkich aspektach decydują detale: czy spóźnimy się o sekundę i zostaniemy pięć metrów za rywalem, czy nie - tłumaczył.

Wypisywałem sobie te momenty w pierwszej połowie: gol Bale'a, Morata uciekający Pazdanowi w 19 minucie, Cristiano Ronaldo dwukrotnie przeskakujący Bartosza Bereszyńskiego, o pół sekundy spóźnione prostopadłe podanie do Nikolicia, bramka Benzemy, gdy nikt nie odczytał zamiarów Realu, wreszcie Nacho łatwo wyprzedzający napastnika Legii i Hlousek przyjmujący podanie na trzy kontakty...

Dlatego po meczu zapytałem trenera Legii o to, jak jego piłkarzom udało się zniwelować przewagę szybkości myślenia. - Dalej twierdzę, że dominacja jest. Jednak różnica między pierwszym meczem a rewanżem polegała na tym, że przewidywaliśmy, co zrobi przeciwnik. Nie prowadziliśmy zbyt długo piłki, graliśmy na dwa, trzy kontakty. Wczoraj mieliśmy trzyminutową odprawę o Realu i dzisiaj siedmiominutową o tym, jak graliśmy w Madrycie, jak wykorzystać luki między formacjami. Mieliśmy wszystko zakodowane i to zdało egzamin. Brawo dla drużyny za wyciągnięcie wniosków z pierwszego meczu - wytłumaczył. Spójrzcie naMichała Pazdana, który zaliczył 14 przechwytów i wygrał siedem z dziewięciu pojedynków.

Inne statystyki udowadniają, że to Legia równała do Realu. Zaliczyła podobną liczbę zebranych drugich (niczyich) piłek (54 do 57), miała 55 przechwytów, szybciej od Realu wymieniała podania (średnio 17,6 na minutę, Real - 16,3), choć tych wcale tak dużo więcej "Królewscy" nie mieli (180). Zresztą tak często w LM jeszcze Legia nie zagrywała (507). Dzięki temu drużyna Magiery wyprzedziła pod względem średniej podań (392) np. Leicester City (373), CSKA Moskwa (362) i FK Rostów (335). Jeśli utrzyma ten styl, to może zbliży się do PSV (407) i Bazylei (419). Warto choćby pod tym względem sięgać wyżej.

- Coraz lepiej poznajemy się. Nasz tydzień wygląda tak, że jest mecz, rozruch, podróż i wiele rozmów. Wykonaliśmy bardzo dużo pracy taktycznej, które wskazywałaby, jak mamy grać - mówi o odprawach Magiera. To nie tylko te dziesięć minut przed Realem pozwoliło odmienić myślenie Legii o przestrzeni na boisku. Do tej pory liczyła się głównie ta strefa pod własną bramką: co zrobić, by tam ograniczyć rywalom miejsce, jak ich tam nie wpuścić... A teraz?- Tak ofensywne ustawienie Realu było dla nas sygnałem, że będzie jeszcze więcej przestrzeni za ich skrzydłowymi. I to wykorzystaliśmy: jeden z dwójki środkowych pomocników tam zbiegał, tam budowaliśmy akcje - stwierdził trener Legii.

Legii zostały cztery godziny lekcyjne nauki na najwyższym poziomie. Na początek roku szkolnego uczeń przyszedł nie tylko nieprzygotowany, ale też nieskoncentrowany, niechlujnie ubrany. Pierwsza sesja wyjazdowa dała nadzieję, że może ruszyły procesy myślowe, kolejna to dobre momenty przeplatane oblewaniem szybkich pytań od znacznie bardziej doświadczonego nauczyciela. Ale już siódma oraz ósma lekcja pokazały, że uczeń wymaga koncentracji i uwagi także od profesorów. Następny wykładowca ostrożniej podejdzie do zajęć, nie odpuści i znów wezwie Legię do tablicy.

Nieważne jednak na jaką ocenę mistrz Polski zaliczy jesień w LM, nieważne czy przebije się na semestr wiosenny. Istotnym jest, by nie tylko Legia poczuła się częścią towarzystwa, ale jak najwięcej od niego dla siebie zabrała. Po czwartym meczu wreszcie nikt nie ma co do powodzenia w tym ostatnim aspekcie żadnych wątpliwości.

Dyskutuj z autorem na jego blogu »




Wielkie widowisko przy smutnych trybunach. Nawet gwiazda zawiedziona