Liga Mistrzów. Real - Legia 5:1. Real Legię połknął łatwo. Ale z przetrawieniem miał problemy

Trzeba było trzech prób, ale Legia wreszcie odkryła, po co jej tegoroczna Liga Mistrzów przy takiej różnicy klas. Dla przyjemności
- Czasami sobie myślę, że mogłaby się ta Liga Mistrzów już skończyć. Wymarzyłem ją sobie, a teraz po tym wszystkim co się stało, mam już dość - mówił nam jeden z członków sztabu Legii w Madrycie, przed meczem z Realem. Czyli jeszcze zanim Legia w "tej Lidze Mistrzów" dobrnęła do półmetka. Z koszmarnym bilansem dwóch pierwszych meczów grupowych: zero punktów, zero goli strzelonych, osiem straconych, kilkadziesiąt zakazów dla kibiców, jeden zamknięty stadion i jedna wojna między właścicielami. Widok jak po klęsce żywiołowej. Choć może do tych pieniędzy z Ligi Mistrzów bardziej pasowałoby: jak po klęsce urodzaju.

Ktoś otworzył okno

Po meczu z Realem trzeba dopisać do tego bilansu jeszcze pięciu kibiców rannych i dwunastu aresztowanych w bójkach z hiszpańską policją, która ostatni raz tak zmobilizowana jak na Legię była na mecz Realu z Barceloną niedługo po ataku islamskich terrorystów na Paryż. Ale mimo że wokół stadionu znów był wstyd (co ciekawe, w centrum Madrytu już nie, ani przed meczem ani po meczu), mimo że było pięć straconych goli i Legia nadal jest na najlepszej drodze, by ustanowić nowy rekord Ligi Mistrzów jeśli chodzi o niekorzystny bilans bramkowy (ma po połowie meczów minus 12 goli, a rekord ustanowiony przez BATE Borysów to na razie minus 22), to jednak wrażenie z tego meczu jest takie, jakby ktoś wreszcie Legii otworzył okno. Można inaczej oddychać. Można wyjść z szatni i nie bać się spojrzeń. Można nawet mieć z Ligi Mistrzów jakąś przyjemność.

Jak Guilherme chciał być Ronaldinho

To był po prostu dobry mecz. To nie znaczy, że Legia ma być z siebie dumna, że 5:1 to całkiem niezły wynik, skoro niektórzy przegrywali tu 0:8, jak Malmoe rok temu, a Betis ledwie kilka dni temu u siebie przegrał z Realem 1:6. Nie, to znaczy tylko tyle, że to był dobry mecz. Dobrze się go oglądało, obie strony chciały atakować, działy się rzeczy, których mało kto się spodziewał. Legia mogła prowadzić, ale trafiła w słupek. Guilherme chciał być Ronaldinho i a to próbował w polu karnym Realu elastico, a to bujać dryblingiem Marcelo. Obrona Legii sfrustrowała Cristiano Ronaldo, aż musiał odreagować i dostał kartkę. Padła wreszcie pierwsza bramka dla Legii, dzięki czemu choć jednej plamy uda się uniknąć (były tylko dwa zespoły w historii LM, które w całej rundzie grupowej nie zdobyły gola).

Vuković: takich cudów to i Real by nie przeżył

Miroslav Radović przekonywał pod szatnią, że niedługo przyjdzie pora na kolejne przełamanie, że Legia jeszcze zdobędzie w tym sezonie LM jakieś punkty. A Aleksandar Vuković, asystent Jacka Magiery - że sytuacja wraca do normy, drużyna dochodzi do siebie po zatruciu meczem z Borussią. - Już ze Sportingiem nie zagraliśmy tak źle, ale nadal nam ciążył ten mecz z Borussią, gdy w składzie było ledwie trzech piłkarzy, którzy zdobyli mistrzostwo Polski. Takich cudów to by nawet Real Madryt nie przeżył: Legia piłkarzy grających właściwie pierwszy raz ze sobą wychodzi na Dortmund, wicemistrza Niemiec - mówił Vuković. O wspomniane przez Radovicia punkty będzie bardzo trudno, tylko Sporting w ostatnim meczu może już nie grać o nic, jeśli Borussia i Real wcześniej mu uciekną. Ale już sama zmiana nastawienia, to wpuszczenie powietrza, sprawiają, że Liga Mistrzów nie musi być dla takich mistrzów jak Legia tylko przyjmowaniem wielomilionowych dotacji za cenę wstydu. Można nie mieć żadnych szans na awans z grupy, nawet do Ligi Europy, a się nie wstydzić.

Real na drugim biegu? Możliwe. Ale i tak musiał się wysilić

Na Borussię Legia wyszła bezładna i ospała. Ze Sportingiem bardzo chciała, ale sił nie wystarczyło. Na Real wyszła z wielkimi chęciami do ataku i potrafiła w tym wytrwać. Z obroną było gorzej, pierwsze dwa gole zostały stracone zdecydowanie zbyt łatwo. Real Legię połknął szybko. Ale już z przetrawieniem jej miał problemy. Musiał przypilnować prowadzenia. Robił to bez wrzucania trzeciego biegu? Być może. Ale i tak musiał się wysilić. To w meczu z Legią jego piłkarze przebiegli łącznie najwięcej, 109,4 km. Ze Sportingiem - 108, z Borussią 105,6 km. Real musiał z Legią pograć w piłkę, a nie tylko kazać jej za piłką biegać. Po takim wieczorze na Bernabeu tym bardziej szkoda, że następne ich spotkanie będzie na stadionie widmie.



Jacek Magiera cieszy się z małych rzeczy, ale NAJLEPSZY jest Radović [MEMY PO REALU]