Liga Mistrzów. Legia Warszawa - jedenastka bez sternika

W środę na Łazienkowskiej obejrzeliśmy klasowy zespół, który rywalizował z jedenastką bez sternika. Jednak porażka 0:6 i bolesna lekcja piłkarska wcale nie powinna być wątkiem niemiłej dyskusji, która Legię teraz czeka.
- Pamiętam mój pierwszy mecz przeciwko Borussii Dortmund w Lidze Mistrzów, dwa lata temu, gdy prowadziłem Anderlecht Bruksela - mówił we wtorek na konferencji prasowej Besnik Hasi. - Przez pierwsze trzydzieści minut spotkania nie wyszliśmy z połowy. W środę może być podobnie.

Można powiedzieć, że ostrzeżenie trenera nie dotarło do jego drużyny. Zanim minęła osiemnasta minuta Legia przegrywała już trzema bramkami i nie mogła się odkręcić po niektórych akcjach gości. Borussia była na innym poziomie i dobitnie pokazała to mistrzom Polski. Ale klasa piłkarzy Thomasa Tuchela to jedna strona tego spotkania, z nią jeszcze można się pogodzić. Druga część boli bardziej.

W tamtym meczu Anderlechtu z Borussią niemiecka drużyna otworzyła wynik już w trzeciej minucie, ale Anderlecht mimo trudnego początku się nie poddał. Sztorm przetrwał, postawił się i kolejne gole stracił dopiero w końcówce spotkania. To pomogło drużynie na tyle, że w kolejnym meczu z Arsenalem to oni objęli sensacyjne prowadzenie, które Anglicy odebrali im dopiero w ostatnich minutach. A na wyjeździe w Londynie, choć gospodarze wrzucili mistrzów Belgii na karuzelę, to po trzecim ich golu zapamiętam, jak Anthony Vanden Borre poderwał zespół i w końcówce Anderlecht sensacyjnie wyrwał remis. Także w Dortmundzie udało się zdobyć punkt i po pokonaniu Galatasaray jeszcze zająć trzecie miejsce w grupie.

Dla Legii to marzenie nie do zrealizowania. Wizja tak daleka, jak możliwość wyslania polskiej misji na Marsa. I nie dlatego, że piłkarze Hasiego są teraz jeszcze słabsi od rosnącej w siłę Borussii, ale po prostu sami poddali się zanim piłka po raz pierwszy wpadła do ich siatki.

Tamten Anderlecht miał silnego lidera (Vanden Borre), który potrafił w trudnej chwili wziąć na siebie odpowiedzialność za odciągnięcie drużyny od wstydliwego lania w Europie. Ta Legia ma piłkarzy, którzy po stracie kolejnych goli nawet na siebie nie patrzą, wzrok wbijają w ziemię. Ale to na razie jedenastka bez sternika, bo wychodząc na Borussię trzeba mieć plan, by choćby te trzydzieści minut spróbować przetrwać. A Legia po prostu ustawiła się, oddała rywalom czas i miejsce. Nikt z Borussii nie spodziewał się, że będzie tak łatwo. Dzień wcześniej Łukasz Piszczek w prywatnych rozmowach mówił, że ma pewne obawy.

Nie miał prawa ich mieć, bo Legia była taka, jaką ją określił Thomas Tuchel przed meczem. - Nie analizujemy drużyny, bo zachodzi w niej z meczu na mecz zbyt wiele zmian. Patrzymy więc na indywidualności - tłumaczył trener wicemistrzów Niemiec. A w środę nawet trudno było powiedzieć, że Legia stanowi zlepek jedenastu piłkarzy - na pierwszą ich w miarę składną akcję trzeba było czekać do 30 minuty, później udało się może ze dwa razy. Później, czyli przy cztero- i pięciobramkowym prowadzeniu gości.

- Witamy w Lidze Mistrzów. Sroga lekcja. Za naukę trzeba płacić... Rozwaliliśmy obronę i jak zwykle płacimy bardzo wysoka cenę... Mam nadzieje, że spróbujemy pograć w piłkę - pisał na twitterze prezes Legii Bogusław Leśnodorski jeszcze w przerwie. Próżna nadzieja, choć nauki piłkarskiej nie należy kierować wyłącznie do drużyny. To także lanie, które sprawiono osobom decydującym o obliczu drużyny.

To, że Legia straciła sześć goli wcale nie jest kwestią dekompletacji obrony - ba!, Borussia była najlepszym przykładem tego, że defensywa zaczyna się od napastnika. Policzmy: pierwszy mecz w Lidze Mistrzów zaczęło tylko trzech piłkarzy, którzy kończyli sezon mistrzostwem w spotkaniu z Pogonią Szczecin. - Nie wiemy czego się spodziewać, w końcu w niedzielę Legia po raz pierwszy trenowała w pełnym składzie po okienku transferowym - mówił Dariusz Mioduski w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej".

A czego można było się spodziewać po drużynie, której brakuje lidera, chemii i jednoznacznej myśli taktycznej? Już latem zapowiadało się, że Legia zaatakuje kosmos awionetką - Stanisław Czerczesow mówił, że potrzebuje kilkunastu milionów euro na transfery, by nie tylko awansować, ale w LM także powalczyć - ale potem zaczęła się jej rozbiórka. Maciej Dąbrowski i Jakub Czerwiński z Borussią zagrali ze sobą po raz pierwszy i nic dziwnego, że wyglądali jak para ludzi sobie kompletnie obcych.

Może więc lekcją Borussii nie jest to, by marzyć o poziomie Borussii Dortmund, ale następnym razem nie pozwolić sobie, by w europejskich pucharach pokazywał się niedokończony składak. Może na pojedynczych ogniwach uda się zbudować jeszcze zespół, który uratuje sezon w ekstraklasie, ale co potem? Powtórka z rozrywki i transfery na ostatnią chwilę, które - znów dzieląc się wrażeniami na Twitterze - sprawiły tyle frajdy prezesowi Leśnodorskiemu?

Pytań po łomocie nasuwa się mnóstwo, ale tak naprawdę mniej o klasę piłkarską, więcej o budowanie drużyny. Może i rację ma Mioduski mówiąc, że w porównaniu do innych polskich klubów Legia gra w zupełnie inną dyscyplinę, jednak wciąż nie jest w tej samej kategorii, co zespoły nawet mniejszej klasy, ale myślące na kilka miesięcy do przodu. I właśnie w tym myśleniu widzę największą przepaść między Legią i Borussią, można by przyrównać ją do gry Juliana Weigla i dowolnego innego piłkarza Legii. Ledwie 21-letni Niemiec przenikał przez próbujących go zatrzymać rywali, ale zawsze był o sekundę, dwie szybszy, wiedział co się stanie i co ma zrobić. A legioniści mogli tylko patrzeć, jak im ucieka.

Kibice śmieją się z Legii po katastrofie w Lidze Mistrzów. Prezydent Duda komentuje [MEMY]


Zdjęcie Adidas Niemcy piłka CADI186 Zdjęcie Adidas Piłka Nożna EKSTRAKLASA GLIDER AX7583 Zdjęcie Adidas Niemcy piłka CGER19
Adidas Niemcy piłka CADI186 Adidas Piłka Nożna EKSTRAKL... Adidas Niemcy piłka CGER19
Sprawdź ceny » Porównaj ceny » Sprawdź ceny »
źródło: Okazje.info