Napastnicy z Chorwacji i Ghany, a Jarek Niezgoda i snajperzy akademii [KOMENTARZ]

Kiedy usłyszałem, że do Warszawy mają trafić chorwaccy napastnicy z Dinama Zagrzeb: 17-latek Sandro Kulenović i dwa lata starszy Tin Matić, przypomniałem sobie słowa prezesa Bogusława Leśnodorskiego. W lutym br. opowiadał ?Wyborczej? o zmieniającej się rzeczywistości piłkarskiej, dzięki której Legia może coś ugrać dla siebie - pisze na swoim blogu Przemysław Zych, dziennikarz Gazety Wyborczej i Sport.pl.
"Rynek piłkarski zmienia się tak samo szybko jak inne. Założenia, które robisz sobie dziś, latem mogą się okazać nieaktualne. Kryzys w Rosji, konflikt Rosji z Turcją, gdzieś wprowadzą limit obcokrajowców. W Chinach ktoś wpadł na pomysł, żeby ściągać gwiazdy europejskiej piłki, więc najlepszy strzelec Legii nie jest już dla nich pierwszym wyborem. Nagle się okazuje, że w Bundeslidze zaczynają mniej płacić, więc w pewnych okolicznościach mamy szansę. Prezes Zdravko Mamić został odsunięty od Dinama Zagrzeb, więc nagle na Bałkanach można powalczyć o piłkarza"

Już wtedy prezes Leśnodorski sugerował, że coś może się zdarzyć na linii Warszawa - Zagrzeb. Mamić, uzupełnijmy, to facet, który w latach 80. sprzedawał pod stadionem Dinama tekturowe kartony. Takie, które można sobie wsunąć pod tyłek, żeby nie zmarznąć na zimnym betonie w trakcie meczu. Ale potem wdarł się do zarządu i zbudował wielki biznes na handlu piłkarzami. Został odsunięty, ale wciąż nieoficjalnie sprawuje władzę w Zagrzebiu. Niedawno został obfotografowany na spotkaniu z prezydentem Chorwacji, ale jego imperium się kruszy i może faktycznie dziś łatwiej kogoś wyciągnąć z Zagrzebia, bo Mamić, przy swoich problemach z prawem, nie ma tyle czasu, aby pilnować wszystkich chłopców z akademii - czytamy na blogu Przemysława Zycha.

Klasa tych dwóch chorwackich napastników jest jednak pewną niewiadomą. Rozmawiałem z Tomo Nicotą, dziennikarzem 24Sata, który mówi: "Dinamo ma zbyt wielu dobrych młodych piłkarzy i niektórzy nigdy nie dostaną szansy. W samym roczniku 1998 Dinamo ma pięciu zawodników potencjalnie klasy światowej. Młodzi chcą grać w pierwszym zespole w wieku 17-18 lat i jeśli to nie jest możliwe, odchodzą z Dinama. Kulenović i Matić nie są w tej chwili talentami na miarę światową, nie dostaną swojej szansy, dlatego chcą odejść". Z kolei w Legii dziś usłyszałem, że "nie chcieli przedłużyć umowy z Dinamem, już dawno temu powiedzieli o tym w klubie, więc zostali odsunięci". Jeśli informacja na transfermarkt.de jest prawidłowa, obu w czerwcu kończą się kontrakty, a zapłacić trzeba będzie za nich ekwiwalent.

W olbrzymią konkurencję w Zagrzebiu naturalnie wierzę. Przypominał sobie choćby słowa skauta Borussii Dortmund Artura Płatka, który niedawno mówił mi w wywiadzie: "Trener Zoran Mamić [brat Zdravko - PZ] opowiadał mi, że Dinamo Zagrzeb zatrudnia... 200 piłkarzy. Ściągają każdego interesującego zawodnika na Bałkanach, a potem wypożyczają. Bywam na meczach w krajach byłej Jugosławii. Często zdarza się, że widzę ciekawego piłkarza, sprawdzam, że ma 19 lat, idę dalej i oczywiście okazuje się, że jest wypożyczony z Dinama. Jeśli każdym potem się zajmą, coś się z tego urodzi".

Parszywa rzeczywistość polskiej piłki uczy ostrożności i sceptycyzmu. Dla zdrowia psychicznego powinno się założyć, iż wynalazki z Chorwacji i Ghany, bo i stamtąd tego lata Legia sprowadza młodego napastnika, to maksymalnie talenty w skali europejskiej średnie. Gdzieś około 2009 roku przestałem wierzyć, że polski klub może sprowadzić dobrych zawodników z Bałkanów. Haris Handzić i Gordan Golik. Pamiętacie? Pamiętam też, jak do Legii trafiał Marijan Antolović, który w moim wywiadzie czarował, że chciał go Arsenal i Tottenham. Pisał o tym "The Sun", dopiero po latach Marijan przyznał mi się, że te publikacje były inspirowane przez dyrektora Cibalii Vinkovci, który kogoś tam znał w angielskim brukowcu. Dopiero co Legię opuścił Branimir Galić, którego też pewnie kiedyś można było sprzedać jako "super talent z akademii Hajduka". Ale nie mówię nie, zobaczymy.

Logika i doświadczenie nakazuje sądzić, że obaj napastnicy wybraliby jeden ze 100 bogatszych od Legii europejskich klubów, gdyby ich tam na serio chcieli. A gdyby byli tak dobrzy, to dostaliby szansę gry w pierwszym zespole Dinama. W końcu na Bałkanach chłopaki z rocznika 1997 i 1999 to są stare konie, tam w pierwszym składzie grają już urodzeni w 2000 roku. Ale nie wykluczam, że są to talenty na miarę Ondreja Dudy, a Legia wykorzystała swoją szansę. Weszła do gry w odpowiednim momencie, znała kogoś, komuś zapłaciła więcej, niż dałby klub z Holandii (nie chcę słuchać historii, że chciał ich ktoś z Anglii, Niemiec, Włoch a oni wybrali Legię!). I przysięgła, że już latem dostanie szansę gry w pierwszym zespole.

Zastanawia mnie też, jakie miejsce w tym wszystkim zajmują polscy napastnicy, których Legia niedawno sprowadziła. Wszyscy w wieku podobnym do Sadama Sulleya (1996), Tima Maticia (1997), Sandro Kulenovicia (1999). Zimą trafił do Legii 21-letni Jarosław Niezgoda (1995). Po pierwszych zachwytach skautów i trenera Czerczesowa przyszły trudności ze sprostaniem wymogom gry w Legii. Ale talent ma, zimą słyszałem od ważnej osoby z "szeroko rozumianego skautingu", że spośród skrzydłowych i napastników pierwszej drużyny, to Niezgoda ma najlepsze papiery na międzynarodowy futbol.

Do tego zimą Legia sprowadziła Michała Górala (1999), o którym pewnie słyszeliście w kontekście funduszu inwestycyjnego, bo częściowo złożył się na jego transfer z SMS Łódź. W pierwszym półroczu przy Ł3 chłopak na razie rozczarowuje, gra wolno, widać, że w wojewódzkie łódzkim, w którym strzelał mnóstwo goli, poziom piłki jest niższy, niż na Mazowszu. Przy tym w drużynie nie powinien mieć konkurencji, bo w tym roczniku nie było i nie ma dobrze rokującego snajpera. 17-latek wyróżnia się za to butami, na których wyhaftowano napis "Góral", czyli otoczenie bodźcuje go wbijając mu do głowy, że jest wyróżniającą jednostką. Cokolwiek z nim będzie, Legia coś musiała mu też obiecać, w jakimś sensie jest za niego odpowiedzialna.

Idziemy dalej, w roczniku 2000 jest dwóch napastników z dużym potencjałem: Kacper Wełniak - silny, bezkompromisowy, obunożny, grający kombinacyjnie, z mocnym uderzeniem, ale bez zrywu. I Mateusz Szwed - sprinter, ruchliwy, ale mający kłopot z grą kombinacyjną. Gdyby ich połączyć, mielibyśmy zapewne napastnika klasy światowej. Ale może z obu lub przynajmniej z jednego z nich coś urośnie? Jest przecież jeszcze za wcześnie, aby cokolwiek przesądzać. Może swoje braki przekują w atut? Przypomnę, że w wieku 18 lat Legia wyrzuciła z klubu Roberta Lewandowskiego, bo ten trakcie wakacji urósł jakieś 10 centymetrów i nie czuł swojego ciała.

Czy ci wszyscy napastnicy mieszczą się w planach Legii? Sulley (1996), Matić (1997), Kulenović (1999), Niezgoda (1995), Góral (1999), Wełniak (2000), Szwed (2000). A przecież nie wspomniałem o Jakubie Araku (1995), Eryku Wiedłosze (1997) i Adamie Ryczkowskim (1997). Arak ma swoje problemy z techniką (można było je zobaczyć w półfinałach PP z Lechem) i chyba lepiej, aby spróbował powalczyć o ekstraklasę w innych klubie. A Więdłocha z CLJ jest dla mnie zagadką - raz po jego zagraniu z wrażenia łapię się za głowę, a raz tracę nadzieję. Wszystko wskazuje na to, że raczej będzie średniak, nie na Legię, ale wciąż, niczego tutaj nie można przesądzić. Z kolei Ryczkowski stracił prawie cały ostatni sezon, nie wytrzymał fizycznie. Szybko dostał promocję do pierwszego zespołu, gdy niektórzy trenerzy akademii mówili, że wciąż powinien grać w CLJ.

Zastanawia mnie jeszcze jedno. W cytowanym już lutowym wywiadzie z prezesem Legii padły też takie słowa:

"Są piłkarze (zagraniczni - PZ), którzy chcą przyjść do Legii, ale z gwarancją gry w pierwszej jedenastce. I napotykają trenera Stanisława Czerczesowa... Jak on coś podobnego słyszy, to odpowiada, żeby wrócił, jak ochłonie. Problem jest jeszcze jeden. Połowa to młodzi ludzie, mają 18-22 lat, często są potencjalnie dobrzy, czasami to młodzieżowi reprezentanci swoich krajów. Ale widzimy, że ich agenci chcą ich szybko wypromować, a potem przerzucić wyżej. Uważamy, że nie tędy droga, szansa powodzenia adaptacji takiego zawodnika z miejsca jest niska. Przychodząc, mieliby w głowie Premier League."

I tu też widać jakieś zagrożenie, lecz kilka razy można spróbować.

A kto się tym nie interesował, od dziś powinien zacząć śledzić walkę o atak przyszłości Legii Warszawa.

Sulley, Matić, Kulenović, Arak, Niezgoda, Więdłocha, Ryczkowski, Góral, Wełniak, Szwed.

Czas, start!

Tekst pochodzi z bloga Przemysława Zycha.



We wtorek z Gazetą Wyborczą wyjątkowy prezent od Sport.pl - dwustronny plakat z gwiazdami reprezentacji Polski Robertem Lewandowskim i Grzegorzem Krychowiakiem