Kasper Hämäläinen: Czułem na sobie presję. Strzelony gol pomoże mi odzyskać pewność siebie [ROZMOWA]

- Bardzo potrzebowałem tej bramki, stąd radość była ogromna. Poczułem mieszankę entuzjazmu, radości i ulgi - powiedział po meczu z Cracovią napastnik Legii Warszawa Kasper Hämäläinen.
Legia po kilku słabszych meczach w końcu się otrząsnęła. W piątek pokonała Cracovię 4:0, co dla zespołu Jacka Zielińskiego i tak było najniższym wymiarem kary. Czwartą bramkę w tym spotkaniu zdobył Kasper Hämäläinen. Dla Fina był to wyjątkowy gol, bo dopiero pierwszy, odkąd zimą trafił na Łazienkowską.

Konrad Ferszter: Na pierwszego gola w Legii czekałeś aż dwa miesiące - długo.

Kasper Hämäläinen: Oj, tak, ale cieszę się przede wszystkim z tego, że wygraliśmy z Cracovią. Zagraliśmy bardzo dobre spotkanie i zasłużyliśmy na tak efektowne zwycięstwo. A wracając do mojej bramki, muszę przyznać, że poczułem wielką ulgę. We wcześniejszych spotkaniach miałem swoje szanse, ale nie udawało mi się trafić do siatki. Teraz się udało, i to na pewno doda mi pewności siebie.

Takiej radości po strzelonym golu nie widziałem dawno po żadnym legioniście. Cieszyłeś się bardzo ekspresyjnie.

- Tak, bo bardzo potrzebowałem tej bramki. Radość była ogromna. Poczułem mieszankę entuzjazmu, radości i ulgi. Mam nadzieję, że w końcu się przełamałem. Że ten gol to zapowiedź następnych trafień w kolejnych spotkaniach.

Spodziewałeś się, że twoje początki w Legii będą tak trudne?

- Nie. Wszystko, co złe, zaczęło się na Malcie, jeszcze w trakcie zimowych przygotowań. Później co chwila przydarzały mi się mniejsze i większe urazy. To było strasznie męczące, zwłaszcza psychicznie. Trudny czas, bardzo trudny. Chciałem dawać z siebie wszystko, poprawiać formę fizyczną, uczyć się nowej taktyki od trenera Czerczesowa, ale nie mogłem, bo wciąż coś mi dolegało.

Czułeś presję w związku z tym, że nie jesteś w stanie spełniać wysokich oczekiwań?

- No jasne, że tak. Wiem, ile się ode mnie oczekuje i jakie nadzieje były związane z moim przyjściem do Legii. Czuję na sobie odpowiedzialność. Tym większą, że kibice dobrze wiedzą, na ile mnie stać, a ja na razie nie nawiązuję do tego, co robiłem i jak grałem w Lechu. Ale wierzę w siebie. Wiem, że razem z odpowiednią formą fizyczną przyjdą kolejne gole i asysty.

W Lechu byłeś najważniejszym zawodnikiem. W Legii na razie jesteś rezerwowym. To trudne do zaakceptowania?

- Trudne, ale to rozumiem. Nigdy nie jest tak, że nowy zawodnik przychodzi do klubu i dostaje cokolwiek za darmo. Na szansę trzeba zapracować i ja to robię, próbuję to robić podczas każdego treningu.

Meczem z Cracovią wysłałeś chyba trenerowi sygnał, że zasługujesz na więcej szans.

- Mam nadzieję, choć z drugiej strony doskonale rozumiem swoją sytuację. Nemanja Nikolić i Aleksandar Prijović współpracują znakomicie, strzelają dużo goli. Dlatego muszę czekać na swój moment. Znam jednak swoją wartość i wiem, że mogę sprawić, by gra Legii wyglądała jeszcze lepiej. Na razie tak jak mówiłem - miałem kilka kontuzji, które spowodowały, że nie jestem w najwyższej formie, wyhamowały mój start w Legii. Pracuję jednak każdego dnia i wiem, że krok po kroku dojdę do zadowalającej mnie dyspozycji. Do końca sezonu zostało kilka meczów. Liczę, że w nich uda mi się jeszcze pomóc zespołowi.

Rozmawiałeś z trenerem o swojej sytuacji?

- Tak. Trener podkreślał, że ciągle we mnie wierzy i wie, na co mnie stać. Mówił też, że rozumie moją sytuację, że mocno utrudniły ją kontuzje. Po rozmowie z Czerczesowem wiedziałem jednak, że wszystko się ułoży i będę tu odgrywał ważną rolę. Obaj wiemy, że mogę dać Legii dużo. Potrzebuję jednak trochę czasu i przede wszystkim zdrowia.

Czerczesow często wystawiał cię na prawym skrzydle. Dla ciebie to nowość.

- Tak, staram się przystosować. Ale i tak najważniejsze jest dla mnie to, że w ogóle dostaję szanse. Kiedy już jestem na boisku, to nie zwracam uwagi na pozycję, tylko chcę dawać z siebie maksimum niezależnie od niej.

Jakie są największe trudności w przystosowaniu się do gry na skrzydle?

- Wciąż poznaję detale, których wymaga trener, i staram się, by w całości spełniać jego oczekiwania. To wymaga czasu. W Lechu grałem przez trzy lata i doskonale wiedziałem, czego szkoleniowcy oczekują ode mnie w poszczególnych miejscach na boisku. Powtórzę jednak jeszcze raz: kontuzje utrudniły mi wejście do nowego zespołu, ale z każdym dniem czuję się coraz lepiej i pewniej.

Agresywny pressing, którym gra Legia, to chyba dla ciebie coś nowego?

- Nie, nie do końca. Podobnie graliśmy w Szwecji. Oczywiście ta taktyka wymaga bardzo dużo sił, dlatego tym mocniej ostatnio pracuję nad zaległościami.

Za chwilę przed tobą trzeci mecz przeciwko twojemu byłemu klubowi. Myślisz już o finale Pucharu Polski z Lechem?

- Przed nami jeszcze mecz z Zagłębiem Lubin. Dopiero po nim przyjdzie czas na skupianie się na finale, ale nie będę ukrywał - już trochę o tym meczu myślę.

W taki sposób, że chciałbyś zostać jego bohaterem, zdobywając np. decydującą bramkę?

- W takich kategoriach nie. Myślę raczej o Legii, o tym, jak zagrać, by zwyciężyć, że fajnie byłoby zdobyć Puchar Polski na Stadionie Narodowym. Naprawdę to, kto strzeli gola, jest dla mnie sprawą drugorzędną.

Za tobą dwa mecze z Lechem. Udało ci się już zostawić kwestię transferu za sobą?

- To było ciekawe i bardzo ważne doświadczenie. Kibice z Poznania nie przyjęli mnie ciepło, ale to zrozumiałe. Już tego nie rozpamiętuję. Cieszę się każdym dniem w Legii i tutaj chcę teraz zdobywać trofea. Cieszę się tym bardziej po takim meczu, jak ten z Cracovią, w którym zdobyłem debiutancką bramkę. Ciśnienie już ze mnie zeszło.

Dopuszczasz do siebie myśl, że Legia może nie zdobyć mistrzostwa?

- W życiu! Nawet o tym nie myślę. Mamy ogromną szansę i musimy ją wykorzystać. Wszystko jest w naszych rękach. Musimy koncentrować się na każdym kolejnym spotkaniu i na pewno będzie dobrze.



Pelé, Salvador Dali, David Bowie i... Hannibal Lecter, czyli kiedy futbol spotyka street art [ZDJĘCIA]