Sport.pl

Arkadiusz Piech: Znam swoją wartość. Wiem, że mogę pomóc Legii [ROZMOWA]

- W Bełchatowie pokazałem, na co mnie stać. Jestem przekonany, że Legii mogę dać równie dużo - mówi Arkadiusz Piech.


Konrad Ferszter: Przed tygodniem w Białymstoku, po raz pierwszy w tym sezonie, znalazłeś się w kadrze meczowej. Po kontuzji nie ma już śladu?

Arkadiusz Piech: Tak, zapomniałem już o urazie pachwiny. Bardzo się cieszę, że to wszystko już za mną. Teraz skupiam się na treningach i walce o miejsce w podstawowym składzie.

Kontuzji doznałeś jeszcze podczas wypożyczenia w Bełchatowie?

- Tak. Na początku odczuwałem tylko lekki ból, ale nie miałem zamiaru odpuszczać, bo nie po to zmieniałem klub, by nie grać z powodu błahostki. Dopiero pod koniec poprzedniego sezonu uraz zaczął mi mocniej doskwierać i nie było wyjścia - musiałem się poddać zabiegowi.

GKS spadł do pierwszej ligi, ale ty chyba nie możesz sobie wiele zarzucić. W 15 meczach strzeliłeś 11 goli.

- Indywidualne statystyki cieszyły, ale szkoda, że nie przyczyniły się do utrzymania klubu w ekstraklasie. To był najważniejszy cel zarówno dla drużyny, jak i dla mnie. Mam nadzieję, że chłopaki szybko się podniosą i wywalczą awans, bo Bełchatów zasługuje na grę na najwyższym poziomie.

Czujesz się bardziej wicemistrzem Polski czy spadkowiczem?

- Pół na pół, bo w obu wydarzeniach miałem swój udział. W Legii zagrałem kilka meczów, nie zaprezentowałem się w nich tak, jak bym chciał, ale małą cegiełkę do tego wyniku dołożyłem. Szkoda mi spadku Bełchatowa. Tworzyliśmy dobrą drużynę, ale na boisku nie potrafiliśmy grać na odpowiednim poziomie. Wszystko wyglądało obiecująco, a brakowało najważniejszego - punktów.

Po tym, jak w Bełchatowie odzyskałeś skuteczność, nie pojawiła się myśl, że transfer do Legii był błędem?

- Nigdy. W życiu trzeba wierzyć w siebie i szukać nowych wyzwań. Przychodziłem na Łazienkowską ze świadomością, że czeka mnie ciężka walka o miejsce w składzie, ale także z przekonaniem, że dostanę swoją szansę. Trener postawił na mnie na początku sezonu, ale ja swojej szansy nie wykorzystałem. Dla piłkarza w nowym klubie najważniejsze są bramki, a ja nie zdobyłem żadnej.

Wierzysz, że teraz będzie inaczej?

- Oczywiście. W Bełchatowie pokazałem, na co mnie stać, i jestem przekonany, że Legii mogę dać równie dużo. Ale podchodzę do tego spokojnie. Ostatnie pół roku to już przeszłość, jestem bardziej pewny siebie, ale wiem, że znowu muszę pracować na swoją szansę.

Rozmawiałeś z trenerem po powrocie do Legii?

- Zamieniliśmy kilka zdań. Trener podkreślił, że bardzo na mnie liczy i będzie mi się przyglądał. Ale ja nie potrzebuję specjalnego traktowania. Swoją wartość chcę udowodnić na boisku.

O to nie będzie łatwo, bo konkurencja w ataku jest duża.

- To Legia Warszawa, więc tutaj konkurencja zawsze jest duża. Ale nie obawiam się nikogo, znam swoją wartość i wiem, że mogę pomóc tej drużynie golami.

Nie poleciałeś z drużyną na obóz do Leogang. W jakiej jesteś formie fizycznej?

- Okresu przygotowawczego nie przepracowałem z zespołem, ale to nie znaczy, że nic nie robiłem. Kiedy drużyna trenowała w Austrii, ja codziennie realizowałem indywidualny plan treningowy. Na pewno nie czuję się jeszcze tak dobrze, jak w Bełchatowie, ale z dnia na dzień jest coraz lepiej i myślę, że już niedługo będę w pełni formy do dyspozycji trenera.

Dostaliście od trenera pięć dni wolnego.

- Połączyłem przyjemne z pożytecznym - we własnym zakresie wykonywałem specjalnie rozpisane ćwiczenia, a oprócz treningów mogłem spędzić trochę czasu z rodziną.

W Białymstoku nie wyszedłeś na boisko. Byłeś rozczarowany czy jednak bardziej zadowolony, że problemy są już za tobą?

- Zdecydowanie bardziej zadowolony. Cieszyłem się, że trener dostrzegł i docenił moją pracę. Na murawie ostatecznie się nie pojawiłem, ale wychodzę z założenia, że od czegoś trzeba zacząć. Szykuję się do walki.

Latem trener przyznał, że gdyby wiedział wcześniej o odejściu Miroslava Radovicia, to nie zgodziłby się na twoje wypożyczenie do Bełchatowa. Dodał, że z Piechem w składzie Legia obroniłaby mistrzostwo Polski.

- To miłe słowa, ale nie ma już co gdybać. W takiej formie jak w Bełchatowie może i pomógłbym Legii, ale to przeszłość. Mam tutaj jeszcze kontrakt ważny przez dwa lata, więc mam okazję udowodnić, że ze mną w składzie drużyna może sięgać po trofea.



Czy Arkadiusz Piech wywalczy miejsce w pierwszym składzie Legii?
Więcej o:
Komentarze (5)
Arkadiusz Piech: Znam swoją wartość. Wiem, że mogę pomóc Legii [ROZMOWA]
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX