Jeszcze nie jest po "Maśle"? Trenerzy chwalą Michała Masłowskiego

Coraz więcej osób transfer Michała Masłowskiego do Legii uważa za pomyłkę. - Nie każdy piłkarz szybko się adaptuje - mówi Kazimierz Sokołowski.


Wiosną wrzucony na głęboką wodę mało nie utonął. Ale latem, wobec niemal pewnego wówczas odejścia Ondreja Dudy, kreowano go na lidera zespołu. Po pierwszych meczach nowego sezonu Masłowskiemu mocno się jednak obrywa. Niektórzy obwieścili już, że jak na warunki warszawskiego zespołu jest to piłkarz zbyt przeciętny, przepłacony. Niewart 800 tys. euro, za które Legia wykupiła go z Zawiszy. Czy słusznie?

Między sezonami wydawało się, że Henning Berg szykuje Masłowskiego na głównego reżysera gry wicemistrzów Polski. Na obozie w Leogang w Austrii 25-latek rozegrał w sparingach najwięcej minut ze wszystkich legionistów. Trener chwalił go, mówiąc: - To bardzo dobry piłkarz. Ma umiejętności i potencjał, by zostać jednym z liderów. Nowemu zawodnikowi łatwiej się odnaleźć w zespole, który gra dobrze i wygrywa. W Amsterdamie [w pierwszym meczu Legii z Ajaksem w 1/16 Ligi Europy] spisał się dobrze, ale później drużyna wpadła w dołek. Teraz będzie pożyteczny - przekonywał Berg.

Kiedy jednak okazało się, że z transferu Dudy do Interu Mediolan wyszły nici, Masłowski z pozycji kandydata na lidera Legii został zdegradowany do roli rezerwowego. Szkoleniowiec Legii w środku pomocy wolał nawet postawić na stopera Michała Pazdana (w meczu o Superpuchar), z Masłowskiego korzystał dopiero w ostateczności. Taka sytuacja przytrafiła się przed ostatnią ligową kolejką w meczu z Górnikiem Łęczna. Kontuzji w pierwszym meczu z FK Kukesi nabawił się Tomasz Jodłowiec. Berg jeszcze w Warszawie, na dwa dni przed meczem w Łęcznej, zapowiedział, że jego miejsce zajmie Masłowski.

I słowa dotrzymał. W ostatniej kolejce Legia wygrała z Górnikiem 2:0, a Masłowski po raz pierwszy w tym sezonie rozegrał całe spotkanie. Ale o ile Legia jako drużyna zebrała po tym meczu pochlebne recenzje, o tyle sam występ Masłowskiego oceniony został dość chłodno. Zarzucano mu bierność w ofensywie i unikanie ryzyka.

- Jeśli ktoś na podstawie takich spostrzeżeń stara się zanalizować jego grę, to ja tego kompletnie nie rozumiem. Jak można tak drastycznie ocenić postawę zawodnika, nie znając zadań, jakie nadał mu trener na odprawie taktycznej? - pyta Kazimierz Sokołowski, asystent Henninga Berga.

- Po meczu z Górnikiem Michał od sztabu otrzymał same pochwały. I to nie dlatego, by go podbudować. Po prostu znakomicie odegrał swoją rolę. Był ważnym elementem zespołu i w defensywie, i w ofensywie. W całym spotkaniu popełnił jeden czy dwa błędy. A poza tym był bardzo pewny. Wiedział, kiedy i co ma do zrobienia - dodaje.

Zimą zdecydowana większość obserwatorów oczekiwała jednak od Masłowskiego, że zastąpi sprzedanego do Chin Miroslava Radovicia. Że to właśnie on (do spółki z Dudą) będzie motorem napędowym ofensywnych akcji Legii. Spotkania, w których dostawał szanse, pokazywały, że Berg ma na niego zupełnie inny plan. Pokazał to też ostatni ligowy mecz w Łęcznej.

Masłowski co prawda miał udział przy obu golach Legii (zaliczył przy nich tzw. asysty drugiego stopnia, czyli kluczowe zagrania dla powodzenia akcji), ale znacznie więcej miał zadań w defensywie. Jak Legia atakowała, to głównie bronił, zatrzymywał się w środku pola, by asekurować swoich kolegów.

Mimo pochwał kolejny mecz Masłowski spędził jednak na trybunach. W czwartkowym rewanżu z FK Kukesi (1:0) w środku pomocy znów pojawił się Pazdan, a występ zaliczyły nawet nastolatki Rafał Makowski i Robert Bartczak. Przyczyną takiego stanu rzeczy nie były problemy ze zdrowiem 25-latka.

Dlaczego zatem Masłowskiego zabrakło w składzie? Na taki ruch Berga wpłynął pewny awans Legii do kolejnej rundy. Stołeczny klub za pierwszy mecz otrzymał walkower, więc czwartkowy rewanż był formalnością. Na niedzielne spotkanie z Wisłą Masłowski powinien wrócić do meczowej osiemnastki. Ale to, czy wróci do podstawowego składu, już takie pewne nie jest. Pazdan przeciwko Kukesi rozegrał dobre spotkanie jako defensywny pomocnik. A choć trenerzy chwalą Masłowskiego, to też nie ukrywają, że jego proces adaptacji w Legii jeszcze trwa.

- Niektórzy potrzebują więcej czasu. I Michał jest właśnie takim piłkarzem. Ale my cały czas w niego wierzymy, pracujemy z nim. I takie mecze jak ten w Łęcznej pokazują nam, że warto być cierpliwym. Jeśli jego występ naprawdę kogoś nie przekonał, to zapraszam - możemy wspólnie obejrzeć powtórkę tego meczu, wskażę, na czym polegała piłkarska inteligencja Michała - kończy Sokołowski.