Kazimierz Oleszek: Walkower i grzywna to minimalna kara dla FK Kukësi [ROZMOWA]

- Na pewno były bardzo twarde podstawy do tego, by przedwcześnie zakończyć mecz. Od samego początku na trybunach było gorąco - mówi delegat UEFA Kazimierz Oleszek.


Czwartkowe spotkanie III rundy eliminacji Ligi Europy między FK Kukësi i Legią Warszawa zostało zakończone w 53. min po tym, jak kamieniem rzuconym z trybun trafiony został Ondrej Duda.

Konrad Ferszter: Jaka kara grozi FK Kukësi za niedokończenie meczu z winy jego kibiców?

Kazimierz Oleszek: Walkower, wysoka grzywna, zamknięcie stadionu na kilka spotkań, zakaz wyjazdowy dla kibiców, a nawet wykluczenie z europejskich pucharów. Ostatni z wariantów jest jednak ostateczny i według mnie najmniej prawdopodobny.

Dlaczego? Za rzucenie przez jednego z pseudokibiców noża w Dino Baggio w 1998 roku Wisła została wykluczona z pucharów.

- Każda ze spraw analizowana jest oddzielnie, nie ma jednolitego taryfikatora kar. Nie znam szczegółów tamtej decyzji, ale wydaje mi się, że w przypadku spotkania krakowian z AC Parma decydujący był przedmiot. Nóż jest znacznie bardziej niebezpieczny niż kamień czy raca.

Legii także grożą jakieś sankcje?

- Wiemy, że w przerwie meczu doszło do zamieszek na trybunach. Kibice obu klubów rzucali w siebie różnymi przedmiotami - za takie przewinienie warszawianom także grozi kara finansowa.

Czy przerwanie meczu było słuszną decyzją?

- Na pewno były bardzo twarde podstawy do tego, by taką decyzję podjąć. Od samego początku na trybunach było gorąco. Kibice Kukësi rozciągnęli obraźliwy transparent, w przerwie doszło do zamieszek, a skończyło się na rzucie kamieniem w zawodnika. Sędzia mógł przerwać mecz i dać organizatorom szansę na uspokojenie sytuacji, ale widocznie nie było na to nadziei.

Kto decyduje o przedwczesnym zakończeniu spotkania?

- Decyzję podejmuje delegat UEFA po konsultacjach z sędzią meczu i oficerem ds. bezpieczeństwa, obecnym na tzw. spotkaniach podwyższonego ryzyka. Pod uwagę brane są także opinie trenerów, kapitanów obu zespołów oraz policji i służb zabezpieczających mecz. W razie wątpliwości delegat może również skontaktować się ze specjalnym organem UEFA, który zajmuje się właśnie takimi przypadkami.

Skoro UEFA zakwalifikowała ten mecz jako spotkanie podwyższonego ryzyka, to dlaczego zabrakło odpowiedniego zabezpieczenia?

- W Tiranie obecny był oficer ds. bezpieczeństwa. To osoba - najczęściej były pracownik służb mundurowych - która odpowiada za kwestie organizacyjne. Liczba służb porządkowych nie jest zależna od UEFA. Przed meczem doszło do spotkania oficera z organizatorami meczu, którzy musieli zapewnić, że spotkanie zostanie odpowiednio zabezpieczone, i przedstawić stosowne dokumenty. Gospodarze nie dotrzymali słowa i za to czeka ich surowa kara.

W piątek UEFA wszczęła postępowanie w tej sprawie. Jak ono przebiega?

- Najpierw Komisja Dyscyplinarna UEFA (Control, Ethics and Disciplinary Body) wnikliwie przeanalizuje raporty złożone przez oficjalnego delegata i oficera ds. bezpieczeństwa UEFA. Sprawozdania te mogą zawierać m.in. opinię sędziego czy zdjęcia ze stadionu. Bardzo możliwe, że europejska federacja pod uwagę weźmie także zapisy z monitoringu. Po analizie materiałów dowodowych wspomniana komisja w trzyosobowym składzie podejmuje decyzję na podstawie aktualnych regulacji UEFA dotyczących spraw bezpieczeństwa.

Legia odcina się od komentowania całej sytuacji - piłkarze otrzymali zakaz rozmów z mediami. Dziwi to pana?

- Nie i uważam, że to bardzo słuszna decyzja. O czym zawodnicy mieliby opowiadać? To, że mecz nie został odpowiednio zabezpieczony, widzieli wszyscy. Teraz sprawa jest w rękach UEFA i to ona podejmie ostateczną decyzję. Piłkarze nie mają tutaj nic do dodania.

Przypomina pan sobie podobne incydenty na innych europejskich stadionach?

- W marcu tego roku podczas spotkania eliminacji mistrzostw Europy między Czarnogórą i Rosją w Podgoricy. Najpierw bramkarz gości Igor Akinfiejew został trafiony racą rzuconą z trybun. Początkowo mecz został tylko przerwany - organizatorom dano szansę na uspokojenie sytuacji. Ta nie uległa jednak poprawie i po dwóch kolejnych przerwach sędzia zdecydował się na przedwczesne zakończenie rywalizacji. Wynik zweryfikowano na 3:0 dla Rosjan, a ponadto gospodarze musieli zapłacić 50 tys. euro kary i jedno spotkanie zagrać przy pustych trybunach.