"Ibrahimović z Bolu", czyli kim jest nowy napastnik Legii?

25-letni napastnik Aleksandar Prijović został nowym zawodnikiem Legii. Szwajcar serbskiego pochodzenia podpisał czteroletni kontrakt. Stołeczny klub zapłacił drugoligowemu Bolusporowi z Turcji 530 tys. euro.


Czteroletni kontrakt z Legią Prijović podpisał w czwartek, nie pojechał z drużyną na mecz o Superpuchar do Poznania, ale w piątek był obecny na otwarciu sklepu kibica na stadionie przy Łazienkowskiej. Negocjacje z wicemistrzem Polski przebiegły, jak przyznał sam zawodnik w wywiadzie dla oficjalnej strony klubowej, błyskawicznie. Prijović prowadził rozmowy z klubami z Austrii, Rosji i Niemiec, ale oferta z Warszawy była najbardziej konkretna. Stołeczny klub zapłacił za niego tureckiemu Bolusporowi 530 tys. euro. - To rekordowa kwota otrzymana za piłkarza w historii klubu, który ostatnio ma kłopoty finansowe - mówi Ugur Karakullukcu, dziennikarz tureckiego "Sabah Daily".

Urodzony w Sankt Gallen Prijović jest Szwajcarem o serbskich korzeniach. Jako 16-latek został zawodnikiem włoskiej Parmy, gdzie dwa lata spędził w drużynach juniorskich. Nie doczekał się debiutu w Serie A i przeniósł się do angielskiego Derby County, gdzie również się nie przebił. Zdobywał doświadczenie na wypożyczeniach i w reprezentacjach młodzieżowych Serbii i Szwajcarii, ale ostatecznie jako 20-latek wrócił do kraju urodzenia. W Sionie zaczął grać regularnie (41 meczów, 6 bramek), ale potem znów został wypożyczony do Lozanny i do norweskiego Tromso IF. Tam wpadł w oko trenerowi Djurgardens Matiasowi Hogmo, który ściągnął go do klubu.

W Szwecji zaliczył świetny debiut, w którym zdobył hat tricka i z miejsca został nazwany nowym Zlatanem Ibrahimoviciem. Skojarzenie z graczem PSG jest oczywiste, jeśli przejrzymy jego zdjęcia i filmy z meczów. Prijović jest wysoki (191 cm), dysponuje dobrą techniką i uderzeniem. Nie tylko na zdjęciach, lecz także na boisku, z zachowaniem odpowiednich proporcji, przypomina Ibrahimovicia. - Jego warunki fizyczne, sylwetka i sposób poruszania się przypominają Szweda. W Turcji nazywano go "Ibrahimoviciem z Bolu" - dodaje Ugur Karakullukcu.

Wysoki piłkarz będzie grał w Legii z numerem 99 na koszulce. Jako pierwszy w historii klubu. - Z takim numerem grałem w poprzednim sezonie. Wybrałem największy numer. Największy numer dla największego piłkarza - mówi Prijović w pierwszym wywiadzie udzielonym nowemu klubowi.

Snajper poprzedni sezon spędził w Bolusporze, klubie utrzymującym się od kilku lat w środku tamtejszej drugiej ligi. W barwach drużyny z Bolu zdobył 16 bramek, zajmując trzecie miejsce w klasyfikacji strzelców. - Jest mi przykro, że Prijović opuszcza mój zespół. To bardzo pracowity zawodnik, który miał dobry wpływ na drużynę. Niestety nie mieliśmy nic do powiedzenia w sprawie jego transferu - mówił z żalem Umit Ozat, były piłkarz Fenerbahce i FC Koeln, obecnie trener Bolusporu.

Prijović jest typem snajpera, jakiego w Legii nie widzieliśmy od lat. Wysokim, ale niezbyt dynamicznym. Raczej kimś, komu pozostali piłkarze muszą stworzyć odpowiednie warunki, by wykorzystać specyficzne atuty. Najbliżej mu do Bartłomieja Grzelaka, który w Legii występował w latach 2006-2010. Prijovicia w Turcji chwalono głównie za błyskotliwość i instynkt strzelecki w polu karnym (tylko jedną z 16 bramek w poprzednim sezonie zdobył zza linii pola karnego), mniej za szybkość. - Aleksandar potrafi grać w powietrzu, zgrać piłkę i strzelić głową. Nie potrafi jednak dłużej się przy niej utrzymać - twierdzi Karakullukcu. Szwajcar wykorzystuje swoje warunki fizyczne, świetnie spełnia funkcję odgrywającego, który zaraz potem znajduje się w polu karnym i trafia do siatki z najbliższej odległości.

Wraz z Nemanją Nikoliciem oraz Markiem Saganowskim będzie stanowił o sile ataku w przyszłym sezonie. W porównaniu z Nikoliciem najnowszy nabytek Legii jest całkiem innym zawodnikiem. Węgier jest dużo aktywniejszy z piłką przy nodze, potrafi z łatwością minąć rywala, szybko wyjść na pozycję. Atutami znacznie bliżej mu do Orlando Sa. Prijović swoją pracę będzie wykonywać bez piłki lub w pojedynczych kontaktach z nią. Przepychanie się, odegrania na jeden kontakt, dobitki.

Henning Berg, prowadząc Legię, przyzwyczaił do stałych założeń taktycznych. Modyfikacje wprowadzane przez Norwega dotyczyły dwójki najbardziej ofensywnych graczy. Potrafił dostosować ustawienie do tego, kim dysponował w danym momencie. Właśnie w ten sposób zrezygnował jesienią 2014 roku z nominalnego napastnika, by znaleźć miejsce i dla Ondreja Dudy, i Miroslava Radovicia. Dla Prijovicia również trzeba będzie znaleźć nowy wariant.