Z czego zapamiętamy mecz Legii z Pogonią? [PIĘĆ PUNKTÓW]

Legia Warszawa pokonała na wyjeździe Pogoń Szczecin 1:0 i przynajmniej do niedzieli wieczór awansowała na pozycję lidera ekstraklasy. Z czego zapamiętamy to spotkanie?


Bezradność mistrza Polski

Wolno, statycznie i przewidywalnie - tak grała Legia w pierwszej połowie meczu w Szczecinie. Piłkarze Henninga Berga przed przerwą po raz kolejny nie wyglądali jak drużyna, która za wszelką cenę chce odrobić straty do prowadzącego w tabeli Lecha i wywrzeć na rywalach presję w walce o mistrzowski tytuł. Dość powiedzieć, że w pierwszej połowie legioniści nie oddali celnego strzału na bramkę gospodarzy. W pierwszych 45 minutach warszawianie największe zagrożenie pod bramką Dawida Kudły stworzyli po strzale z dystansu Tomasza Brzyskiego oraz stałym fragmencie gry i uderzeniu Tomasza Jodłowca. W obu sytuacjach szczecinian ratowała jednak poprzeczka.





Bomba Brzyskiego

Na zegarze widniała równo 11. minuta meczu, kiedy znajdujący się ponad 20 metrów od bramki Kudły Brzyski zdecydował się na uderzenie z dystansu. Potężna bomba lewego obrońcy Legii zatrzymała się jednak na poprzeczce. Gdyby 33-latkowi dopisało trochę więcej szczęścia, to z pewnością strzeliłby gola kolejki. Kto wie, czy jego bramka nie byłaby jedną z piękniejszych w tym sezonie ekstraklasy...



Dokąd leci Łukasz Broź?

Z upływem kolejnych minut warszawianie w Szczecinie zdawali się być zespołem coraz bardziej sfrustrowanym niekorzystnym wynikiem. Legioniści nie potrafili sforsować dobrze zorganizowanej defensywy Pogoni i czasem uciekali się do zagrań dalekich od tych kojarzonych stricte ze sportem. Tak jak Łukasz Broź w 28. min meczu. Prawy obrońca Legii w jednej z akcji ofensywnych został delikatnie zahaczony przez Adama Frączczaka i padł w polu karnym gospodarzy. W tej sytuacji sędzia miał podstawy do podyktowania rzutu karnego, ale teatralny upadek zawodnika mistrza Polski bardziej skłaniał do pokazania żółtej kartki za symulowanie.





Orlando Sa znowu skuteczny

Gol Portugalczyka z 76. min meczu dał Legii trzy punkty w Szczecinie i pozycję lidera w tabeli. Sa w ostatnich dniach jest bohaterem drużyny z Łazienkowskiej. 26-latek w środę zapewnił warszawianom wygraną z Jagiellonią strzałem z rzutu karnego w 98. min, w sobotę trafił raz jeszcze. W kolejnym meczu legioniści będą musieli jednak poradzić sobie bez portugalskiego snajpera, bo ten w starciu z Pogonią obejrzał czwartą żółtą kartkę w sezonie.



Duda - Saganowski, czyli jak nie rozgrywać kontrataku

Była ostatnia z doliczonych minut sobotniego meczu i legioniści mogli, a nawet powinni byli podwyższyć swoje prowadzenie. W sytuacji 2 na 1 z obrońcą Pogoni znaleźli się Ondrej Duda i Marek Saganowski. Kiedy wydawało się, że drugi gol dla warszawian jest kwestią kilku sekund, to najpierw Słowak podał za mocno i za plecy, a doświadczony napastnik, mimo że przed sobą miał tylko Kudłę, to bramki dla Legii nie zdobył. Na szczęście dla zespołu Berga fatalnie zepsuta idealna okazja nie wpłynęła na ostateczny wynik spotkania.