Jakub Kosecki: Nie rozmawiam z trenerem o swojej sytuacji. Muszę ciężej pracować

- Kocham Legię, to jest mój klub, a Warszawa to moje miasto. Trudno byłoby mi się z tym rozstać - mówi Jakub Kosecki.


Aleksandra Jarzynka: Chociaż w obu meczach z Podbeskidziem w półfinale Pucharu Polski zaprezentowałeś się dobrze, to później nie zagrałeś ani w meczu z Lechią, ani w niedzielę z Zawiszą. Dlaczego?

Jakub Kosecki: To trudne pytanie, na które powinien odpowiedzieć trener. Na treningach i w czasie meczów robię wszystko co mogę, by pokazać, że powinienem grać jak najwięcej. Trener podejmuje jednak takie, a nie inne decyzje. Nie jestem zadowolony z tego, że nie gram, ale nie obrażam się ani nie denerwuję. Ciężko trenuję i mam nadzieję, że w kolejnych spotkaniach otrzymam szansę.

Rozmawiasz o swojej sytuacji z trenerem? Po wspomnianym dwumeczu był z ciebie zadowolony?

- Nie dyskutujemy o tym, dlaczego nie gram. O spotkaniach z Podbeskidziem też nie rozmawialiśmy, bo ja nie jestem typem człowieka, który potrzebuje głaskania. Nikt nie musi mi słodzić. Jeśli nie gram, to najwidoczniej muszę jeszcze ciężej pracować.

A jak ty oceniłbyś swoje występy?

- Nie grałem przez miesiąc, a jak już otrzymałem szansę, to strzeliłem gola. Wydaje mi się więc, że miałem prawo być zadowolony. W pierwszym meczu miałem okazję do zdobycia jeszcze jednej bramki i zanotowania asysty. Według mnie w drugim spotkaniu również zagrałem przyzwoicie.

Ale z roli, jaką teraz odgrywasz w drużynie, zadowolony być nie możesz.

- Oczywiście że nie, ale ja już raz udowodniłem, że co mnie nie zabije, to mnie wzmocni. W Legii próbowano się mnie pozbyć, więc poszedłem na wypożyczenie do Lechii Gdańsk. Kiedy stamtąd wróciłem, to odgrywałem pierwszoplanową rolę w drużynie. Wierzę, że teraz mogłoby być podobnie. Gdyby trener w stu procentach mi zaufał, to wierzę, że ze swoimi umiejętnościami byłbym kluczowym zawodnikiem w Legii.

Czego najbardziej brakuje w grze Legii na wiosnę?

- Nie chcę tego oceniać.

Może Jakuba Koseckiego?

- Na pewno bym się przydał.

Twój tata niedawno stwierdził, że jesteś traktowany w Legii jak "piąte koło u wozu". Rzeczywiście się nim czujesz?

- Nie. Mam tutaj przyjaciół, wszyscy mnie szanują - wiedzą, jaki jestem, i to akceptują. Po prostu trener stawia na innych zawodników. Piątym kołem u wozu na pewno nie jestem.

Lubisz, gdy tata wypowiada się na twój temat w mediach?

- Na jego miejscu pewnie robiłbym to samo. Każdy ojciec chce dla swojego dziecka jak najlepiej. Rozmawialiśmy jednak o tym, co powiedział, i mam nadzieję, że już nie będzie tego komentował.

Co, jeśli twoja sytuacja w Legii się nie poprawi?

- Nie chcę odchodzić, ale zobaczymy, jak to się poukłada. Jeżeli trener powie, że mnie potrzebuje, to oczywiście jestem gotowy tu zostać.

Zimą poważnie zainteresowana była tobą Lechia, ale do transferu nie doszło. Dlaczego?

- Lechia to jedyny polski klub, dla którego mógłbym kiedyś opuścić Legię. Szanowali mnie tam kibice, działacze i koledzy z zespołu. Gdańsk jest piękny, podobnie jak stadion i ośrodek treningowy. Ale wciąż to Legia jest najważniejsza, dlatego nie zdecydowałem się na transfer. Wiedziałem, na co się piszę, zostając w Warszawie, ale nie żałuję i spokojnie czekam na swoją szansę.

Zainteresowana tobą była też Osasuna.

- Rozmawiałem osobiście z trenerem Janem Urbanem o możliwym transferze. Osasuna pytała o mnie oficjalnie, ale postanowiłem zostać. Kocham Legię, bo to jest mój klub, a Warszawa to moje miasto. Trudno byłoby mi się z tym rozstać.