Wymyślić drużynę na nowo, czyli jak Legia powinna działać na rynku transferowym [KOMENTARZ]

Marco Paixao, Lucas Joao, Bruno Soares... Przyszła wiosna, zakwitły pierwsze plotki transferowe i doniesienia z rynku. Najnowsze to te z "Przeglądu Sportowego", czyli o portugalskim lewym obrońcy Tiago Pinto z Rio Ave. Oczywiście nie wiadomo, czy do jego transferu dojdzie, ale jasne jest, że mistrzowie Polski przed tematem wzmocnień nie uciekną. W tym roku są one wyjątkowo potrzebne. Tylko czy Legii się udadzą, skoro przy Łazienkowskiej nie widziano ich od roku?


Owszem, drużyna zrobiła przez ten rok postęp - żelazna jedenastka, przyswojenie pomysłu na grę Henninga Berga i konsekwentne realizowanie taktyki sprawiły, że Legia miała bardzo dobre momenty w Europie, a w Polsce wciąż wszystko ma do wygrania. Ale jeśli w klubie z Łazienkowskiej dalej chcą się rozwijać (a zapewniają, że tak), chcą walczyć o Ligę Mistrzów (po cichu mówią, że spróbują już w tym roku), to muszą sprowadzić w końcu lepszych piłkarzy. Tym bardziej że ostatnio się osłabili (odszedł Miroslav Radović) i osłabić się mogą (możliwe odejścia Ondreja Dudy i Michała Żyry).

W dwóch ostatnich oknach transferowych (letnim i zimowym) do Warszawy za w sumie 1,6 mln euro trafili Łukasz Budziłek, Dominik Furman, Igor Lewczuk, Arkadiusz Malarz, Michał Masłowski, Arkadiusz Piech i Mateusz Szwoch. Każdy z nich przychodził, by pełnić inną rolę, różne w stosunku do nich były oczekiwania, mieli inne zadania do wypełnienia. Łączy ich jednak jedno - żaden z nich Legii nie wzmocnił.

Z drugiej strony stabilny od lat trzon, kręgosłup drużyny - Duszan Kuciak, Inaki Astiz, Ivica Vrdoljak, Miroslav Radović - zaczyna się chwiać. Radovicia już w Legii nie ma. Astizowi latem wygasa kontrakt (podobno nie są prowadzone rozmowy z piłkarzem, by go przedłużyć). Kuciak w ostatnich tygodniach stracił status bezdyskusyjnego nr. 1 w bramce, a Vrdoljak, choć kapitan, sam meczu Legii nigdy nie wygrał i pewnie nie wygra.

A wygrywać Legia chce i musi. By spełnić ambicje swoich szefów i kibiców, by zapełnić stadion, by zarobić pieniądze. W Polsce, ale też w Europie. Czy obecny skład gwarantuje powtórzenie udanych występów z ostatnich miesięcy? Nie. I wie to każdy, kto tę drużynę ogląda. Niezbędny wydaje się nowy lewy obrońca (do rywalizacji z Tomaszem Brzyskim), środkowy obrońca (ostoja defensywy na europejskim poziomie), skrzydłowy (przebojowy, błyskotliwy i, przede wszystkim, równiejszy niż Michałowie Żyro i Kucharczyk), napastnik (któremu, inaczej niż Orlando Sa, będzie po drodze z trenerem, a trenerowi z nim), ofensywny pomocnik (do wypełnienia luki po Radoviciu).

Słowem - potrzeby są spore, Legię, która chce wejść na wyższy poziom, trzeba trochę wymyślić na nowo. Wygląda na to, że era Radovicia, Vrdoljaka, Astiza i Kuciaka zmierza ku końcowi. Kto ich zastąpi?

Transfery to sprawa niełatwa. Kupujący zawsze ryzykuje, nikt nie daje gwarancji, że świetny w kraju A czy drużynie B piłkarz sprawdzi się w nowych warunkach. To często minimalizowanie ryzyka. Legia trafiła w dziesiątkę z Dudą, który staje się jej gwiazdą, ale to było ponad rok temu. Od tego czasu na Łazienkowską nie trafił żaden piłkarz, który wyraźnie podniósłby poziom drużyny, dał nową jakość czy choćby nazwisko, które ściągnęłoby kibiców na stadion.

- Zapewniam, że po zakończeniu sezonu ściągniemy kilku zawodników. Jeszcze z nikim nie podpisaliśmy umowy, ale będziemy się starali zorganizować to tak, by nowi piłkarze byli już na początku czerwca, gdy zespół rozpocznie obóz przygotowawczy - mówi prezes Legii Bogusław Leśnodorski. Skoro jest deklaracja, to znaczy, że jest i plan. Oby w Legii wciąż były know-how pionu skautingu i pieniądze na jego realizację.

W jakiej formacji Legia potrzebuje wzmocnień?