Zawstydzająca porażka koszykarzy Legii z Radomiem. Ale czwarte miejsce i tak jest

Legioniści przegrali na własnym boisku drugi mecz z rzędu, tym razem z Rosą Radom 63:73, ale i tak po sezonie zasadniczym są na czwartym miejscu i w pierwszej rundzie play-off będą mieli przewagę parkietu. Tam zmierzą się ze Spójnią Stargard Szczeciński.


O końcowym układzie zadecydowały wyniki ostatniej kolejki, w której o czwarte miejsce walczyły trzy drużyny - Legia, Znicz Basket Pruszków i Spójnia.

By je zająć, Legii wystarczyło wygrać z Rosą. Pokonać radomian się jednak nie udało, ale dla legionistów dobrze ułożył się mecz Znicza, który przegrał ze Stalą Ostrów 71:94. Pruszkowianie z kolei nie tylko nie awansowali na czwarte miejsce, ale i spadli niżej, bo Spójnia pokonała GTK Gliwice 79:64.

W ten sposób trzy wymienione drużyny uzbierały w sezonie zasadniczym po 41 punktów i o tym, kto z tego grona będzie najwyżej, decydowała "mała tabela", czyli porównanie bezpośrednich pojedynków zainteresowanych stron. W niej najlepiej wypadła Legia i z przewagą parkietu zagra ze Spójnią. Znicz, bez przewagi parkietu, podejmie rywalizację z Miastem Szkła Krosno.

Mimo dobrej pozycji przed play-off ostatni mecz sezonu zasadniczego Legii chluby nie przynosi.

Legioniści grali słabo od początku. W obronie mieli problem z koncentracją - niedokładnie przekazywali sobie krycie rywali, wpuszczali radomian pod kosz, przegrywali pojedynki jeden na jeden. A w ataku byli zaś chaotyczni. Rozgrywali krótkie, rwane akcje, oparte na indywidualnych umiejętnościach, a nie wykreowanych sytuacjach rzutowych.

Kiepsko radził sobie zwłaszcza Michał Kwiatkowski. Rozgrywający Legii zwykle jest zmiennikiem jednego z najlepszych rozgrywających pierwszej ligi Łukasza Wilczka, ale pod jego nieobecność wyszedł w pierwszej piątce. Rzadko jednak pomagał swoim kolegom w kreowaniu im otwartych pozycji do kosza. Słabo współpracował z podkoszowymi - Marcelem Wilczkiem, Grzegorzem Malewskim i głodnym gry Cezarym Trybańskim. Dużo lepiej radził sobie jego vis-a-vis Jakub Shenk - przed sezonem przymierzany do gry w Legii.

Na pierwsze, trzypunktowe (32:29) prowadzenie legioniści wyszli dopiero trzy minuty przed przerwą - trzy trójki w trzech kolejnych akcjach trafił Michał Aleksandrowicz.

Ale jego znakomita skuteczność nie natchnęła jego kolegów do lepszej gry. W trzeciej kwarcie legionistów dopadła totalna niemoc. Gospodarze grali tak jak na początku meczu, czyli bardzo słabo - zwłaszcza w obronie. Rezerwy Rosy w dwie minuty doprowadziły do remisu, a chwilę potem wyszły na prowadzenie. Wysokie, bo w pewnym momencie ich przewaga wynosiła nawet 16 punktów (42:58).

W czwartej kwarcie, mimo ambitnej postawy walecznego Mateusza Bierwagena i kilku niezłych akcjach Andrzeja Paszkiewicza czy Arkadiusza Kobusa, strat nie udało się odrobić. Sprawę dla Radomia załatwił doświadczony Piotr Kardaś, który na dwie minuty przed końcem trafił za trzy. Na tablicy widniał wówczas wynik 59:70, z którego legioniści podnieść już się nie zdołali. Ostatecznie przegrali 63:73.

Dla Legii była to trzecia porażka z Rosą w tym sezonie. Pierwszą ponieśli w przedsezonowym sparingu, drugą - 72:87 już w ramach rozgrywek ligowych. Trzecia - domowa - nie przekreśliła ich szans na rozstawienie w pierwszej fazie play-off, ale drużynę walczącą o awans do Tauron Basket Ligi z pewnością zawstydziła.

Pierwsze mecze play-off 11-12 kwietnia.