Pięć minut, które pogrążyło Legię. Lech lepszy w ligowym szlagierze

Mecz, który w pierwszej połowie rozczarowywał, w drugiej części gry rozkręcił się, a kibice otrzymali dawkę ogromnych i wyczekiwanych emocji. Lech Poznań pokonał na własnym stadionie Legię Warszawa 2:1 i zbliżył się do niej w ligowej tabeli.


Kilkudziesięciu skautów, którzy zjechali z całej Europy obejrzeć hit ekstraklasy, mogło być rozczarowanych. W meczu niewiele było bowiem dokładnej gry, składnej taktyki i technicznych zagrań. Szczęśliwi mogą być za to kibice, których na stadionie w Poznaniu było ponad 40 tysięcy. Oni mogli czuć się usatysfakcjonowani, bo otrzymali zastrzyk wielkich sportowych emocji. Choć pierwsza połowa wcale ich nie zapowiadała.

Pierwsza połowa chaotyczna...

Od mocnego uderzenia rozpoczęli mecz legioniści. Już 10 sekund po pierwszym gwizdku sędziego potężny strzał zza pola karnego oddał Michał Żyro. Jego uderzenie z trudem na rzut rożny wybił Jasmin Burić. Bramkarz Lecha musiał w tej sytuacji wzbić się na wyżyny swoich umiejętności, bo uderzenie pomocnika Legii było silne, celne, a piłka zmierzała pod samą poprzeczkę.

Żyro po tej akcji złapał się za głowę, ale szybko odzyskał rezon. Podobnie jak jego drużyna, która podbudowana świetną okazją na objęcie prowadzenia ruszyła do śmiałych ataków - próbowała przedzierać się pod bramkę gospodarzy środkiem i ze skrzydeł. W 5. minucie na strzał z dystansu zdecydował się Ivica Vrdoljak, ale piłka przeleciała daleko od bramki. Z kolei w 12. minucie ładną szarżą w polu karnym Lecha popisał się Michał Kucharczyk, ale w ostatniej chwili został zablokowany.

O ile pierwszy kwadrans należał do legionistów, o tyle kolejne minuty już do Lecha. "Kolejorz" opanował nerwy i chaos i w 21. minucie stanął przed szansą na objęcie prowadzenia. Strzał Gergo Lovrencsics obronił jednak Arkadiusz Malarz, podobnie zresztą jak kolejny w wykonaniu Karola Linettego.

Po gorących i emocjonujących fragmentach gry na boisku zaczął jednak rządzić chaos. Zawodnicy obu drużyn notowali mnóstwo strat, niedokładnych podań, spóźnionych interwencji, a w konsekwencji także sporo fauli. Gra rzadziej toczyła się na wysokości murawy, piłka zaś latała nad głowami piłkarzy od pola karnego do pola karnego. Przed przerwą obu stronom udało się stworzyć po jednej okazji strzeleckiej - w 41. minucie Kucharczyk ładnie uderzył z pola karnego, ale jego strzał obronił Burić, zaś Kasper Hamalainen zmarnował kontrę Lecha, w sytuacji trzech na trzech uderzając zza pola karnego w sam środek bramki strzeżonej przez Malarza.

... ale druga pełna emocji!

Drugą połowę najefektowniej rozpoczęli kibice Lecha, którzy odpalili kilkadziesiąt rac świetlnych. Na tym jednak fajerwerki na stadionie w Poznaniu się skończyły. Piłkarze nadal grali poniżej oczekiwań, a zamiast finezji widzieliśmy sporo brutalności i chaosu.

Paradoksalnie to właśnie błąd w piłkarskim rzemiośle ożywił to spotkanie. W 65. minucie Malarz wyszedł do piłki przed własne pole karne, był jednak spóźniony, bo szybciej dopadł do niej Hamalainen i próbował przelobować golkipera Legii. Ten musiał ratować się zagraniem ręką poza "szesnastką". Sędzia Tomasz Musiał nie miał wątpliwości i ukarał gracza Legii czerwoną kartką.

Na tym jednak nie koniec nieszczęść legionistów. Duszan Kuciak, który wszedł na boisko za Michała Masłowskiego i zajął miejsce między słupkami, już w pierwszej akcji musiał wyjmować piłkę z siatki. Rzut wolny pięknym strzałem lewą nogą zamienił bowiem na gola Barry Douglas.

Kibice Lecha jeszcze nie otrząsnęli się z euforii, a było już 2:0. Lechici wyprowadzili znakomitą kontrę, w której Linetty precyzyjnie zagrał między obrońców do Hamalainena, a ten w sytuacji sam na sam z Kuciakiem pokonał go płaskim strzałem w długi róg. 40 tysięcy widzów na trybunach wręcz oszalało z radości!

Lechitom do pełni szczęścia wystarczyło obronić dwubramkowe prowadzenie. Osłabieni legioniści nie mieli bowiem sił na jakiekolwiek zagrożenie gospodarzom. Tak się przynajmniej wydawało. A jednak! W 84. minucie piękny strzał z woleja z linii pola karnego oddał Michał Kucharczyk, a Jasmin Burić, mimo iż wyciągnął się z całych sił, nie miał szans. Piłka wpadła do siatki, a legioniści zdobyli kontaktowego gola i ruszyli do walki o remis.

Lech goni Legię w tabeli

Końcówka była pasjonująca i przyniosła sporo emocji, ale nie zmianę wyniku - mimo iż sędzia przedłużył mecz o rekordowe siedem minut! "Kolejorz" dowiózł skromne prowadzenie i ostatecznie wygrał w szlagierowym spotkaniu 2:1. Do prowadzących w tabeli ekstraklasy graczy Legii traci już tylko trzy punkty.