Grzegorz Mielcarski: Wisła? Nie jest tak słaba, jak ją wszyscy malują

- W niedzielę o 18 zobaczymy Legię ofensywną. Wisła? Nie jest tak słaba, jak ją wszyscy malują - mówi były dyrektor sportowy Wisły, obecnie ekspert piłkarski Grzegorz Mielcarski.


Bartłomiej Kubiak: Czym słaba Wisła może zagrozić Legii?

Grzegorz Mielcarski: Nie zgadzam się z tym, że Wisła jest słaba.

To jaka jest?

- Jest słaba, jeśli chodzi o skuteczność, ale sama gra aż tak dramatycznie nie wygląda. Poza pierwszym spotkaniem tej rundy z Lechią, do którego można mieć sporo zastrzeżeń, nie jest aż tak źle. Mecze z GKS Bełchatów i Zawiszą wcale nie musiały być przegrane.

Ale Wisła wygląda na drużynę rozbitą. Jeden punkt w czterech spotkaniach, porażka z ostatnim w tabeli Zawiszą, zmiana trenera.

- Rozbita może trochę jest, ale powtarzam: nie jest tak słaba, jak ją wszyscy malują. Mogę podejrzewać, że atmosfera w szatni nie jest najlepsza. Ale to ciągle jest Wisła, mocna Wisła, a na pewno mocniejsza, niż wskazują jej wyniki. Nie można tego zespołu lekceważyć.

Na co legioniści powinni uważać w niedzielę?

- Może Semir Stilić i Paweł Brożek na wiosnę nie straszą, ale trzeba mieć ich na oku. Legioniści powinni sobie przypomnieć mecz sprzed roku, kiedy Stilić na Łazienkowskiej zdobył bramkę z rzutu wolnego, i praktycznie w pojedynkę zremisował z Legią mecz, który wydawał się przegrany. Myślę jednak, że mistrz Polski jest na tyle podrażniony porażkami w Lidze Europy, że koncentracji mu nie zabraknie.

W maju 2014, gdy w obronie Wisły grali Michał Czekaj z Michałem Nalepą, Legia wygrała 5:0. Teraz znów nie zagrają podstawowi obrońcy Arkadiusz Głowacki i Maciej Sadlok.

- Trener pewnie cofnie do obrony Dariusza Dudkę, a obok niego zagra Richard Guzmics. Ze składem Wisły można pokombinować, ale Kazimierz Moskal i tak ma problem. Największy to brak Głowackiego, najlepszego zawodnika zespołu w tej rundzie. Jeżeli w ogóle mamy mówić o jakimś rozbiciu psychicznym w Wiśle, to "Głowa" wydaje się tym piłkarzem, który może tę drużynę pozbierać do kupy. Jego brak w meczu z Legią to będzie sprawdzian dla całej drużyny.

Henning Berg powinien ustawić Legię bardzo ofensywnie, wykorzystując osłabienia Wisły w defensywie?

- Nie wiem, na kogo postawi trener Legii, ale to właściwie i tak nie ma znaczenia. Żyro, Kucharczyk, Kosecki, Sa, Duda, Masłowski - każdy z nich gra ofensywnie, każdy chce udowadniać swoją przydatność. Widać, że walka o miejsce w składzie się jeszcze nie skończyła. Bez względu na to, jaką taktykę na ten mecz wybierze Berg, to i tak w niedzielę o 18 zobaczymy ofensywnie nastawioną Legię.

Mówiło się o Janie Urbanie, o Jacku Zielińskim, ale nowym-starym trenerem Wisły został Kazimierz Moskal. Spodziewał się pan takiego wyboru?

- Byłem zaskoczony. I to nawet bardzo. Chyba jak wszyscy.

Moskal poradzi sobie w Wiśle?

- Myślę, że tak. Pamiętam, jak kilka lat temu obejmował Wisłę po Robercie Maaskancie. Byłem zdziwiony, że w tak krótkim czasie potrafił odmienić zespół. Jego Wisła grała ofensywnie, potrafiła utrzymywać się przy piłce, kreować wiele akcji. Przyjemnie się ją wtedy oglądało.

A wierzy pan w to, że Moskal odmieni grę Wisły już na Legię?

- Ten zespół ostatnio zgasł. Doskonale widać to było po Smudzie, który na meczu z Zawiszą nie wstawał z ławki rezerwowych. To przecież nie jest taki trener. Ten facet zawsze stał przy linii, gestykulował, pomagał piłkarzom. Może Moskal nie zdąży odmienić Wisły już na niedzielę, ale na pewno tchnie w nią trochę entuzjazmu.

Legia po odpadnięciu z Ajaksem wygrała z Podbeskidziem i Śląskiem, awansowała do półfinału Pucharu Polski. Po słabym początku roku ta drużyna jest już w formie?

- Po ostatnim zwycięstwie ze Śląskiem można powiedzieć, że już jest.

Co się panu nie podoba w grze Legii?

- To, że na naszym podwórku nie potrafi dorwać rywala i go zmiażdżyć, zdobyć czterech czy pięciu bramek. Owszem, zwycięstwo ze Śląskiem było przekonujące, ale to nie był nokaut, tylko wygrana na punkty.

A co się podoba?

- Determinacja piłkarzy. Przede wszystkim tych, którzy w Legii byli na zakręcie, bliscy odejścia, np. Kucharczyka czy Żyry. W takich przypadkach liczy się nie tyle niezłomność jednostek, ale przede wszystkim szatni. Wszystkich piłkarzy, którzy potrafili pomóc swoim kolegom, przekonać ich, by walczyć.

Czy po odejściu Miroslava Radovicia, słabszej formie Stilicia i Sebastiana Mili, Duda jest w tej chwili najlepszym piłkarzem ligi?

- Z każdej strony w jego kontekście padają achy i ochy. To jest bardzo dobry piłkarz, ale nie powiedziałbym, że najlepszy w naszej lidze. W ekstraklasie jest kilku niezłych zawodników. Nie zapominajmy, że Duda w Legii ma łatwiej niż piłkarze grający w zespołach z środka tabeli czy walczących o utrzymanie. Ma obok siebie lepszych zawodników. Z takimi zawsze gra się łatwiej.

To jest piłkarz, który jest w stanie w Legii wypełnić lukę po Radoviciu?

- Absolutnie tak. Zresztą Michał Masłowski też jest w stanie to zrobić. Może będzie musiał, jeśli Duda w lecie z Legii odejdzie. Tylko że wtedy nie przekonamy się, czy Słowak zastąpił Radovicia...

Bardzo cenię Dudę, podoba mi się jego dystans do siebie, pokora. Trudno mi sobie jednak wyobrazić, by dzisiaj został piłkarzem czołowego europejskiego klubu. Takim, który regularnie przez pół roku wychodzi w podstawowej jedenastce. Jest jeszcze za wcześnie. Mam nadzieję, że świadomy tego jest nie tylko on, ale też władze Legii, które nie będą chciały go szybko sprzedać, by dużo zarobić.

Można już teraz mówić, że Legia jest głównym kandydatem do mistrzostwa, czy jest za wcześnie?

- W Śląsku, w Jagiellonii cały czas powtarzają, że celem jest utrzymanie. Nikt nie deklaruje, że chce podjąć walkę z Legią. I pewnie słusznie, bo to ona jest faworytem. Jeśli przegra mistrzostwo, to ze sobą.