Ksawery Biedermann, trener zapaśników Legii: Chciałbym tylko, by sekcja dalej istniała

- Zamierzam za jakiś czas przekazać ją następcy. Na razie takiego nie mam, ale marzę, żeby któryś z zawodników młodego pokolenia wziął ją na siebie i poprowadził do sukcesów, jakie kiedyś osiągał Bolesław Dubicki - mówi prezes i trener sekcji zapaśniczej Legii Warszawa.


Od początku lutego zapaśnicy trenują na Torwarze, w nowoczesnym obiekcie Legia Fight Club przy Łazienkowskiej 6. We wtorek sekcja zapasów zarządzana przez Stowarzyszenie Sportu Atletycznego "Legia 1926" podpisała umowę dotyczącą współpracy z Legią. - Jestem bardzo zadowolony z jej podpisania. Jestem legionistą od 1966 roku, pamiętam wielką, wielosekcyjną Legię i cieszę się, że wraca ona do korzeni, odnawia się - nie kryje zadowolenia Biedermann.

I dodaje: - Umowa jest tak skonstruowana, że możemy na niej sporo zyskać. Ludzie, którzy będą podejmować współpracę z "dużą" Legią i powołają się na nas, sprawią, że część środków od nich zostanie przekazana sekcji zapaśniczej. Otrzymaliśmy fajne miejsce do treningów, w samym centrum Warszawy. Dojazd z każdej strony miasta jest bardzo dobry. Niedługo zrobimy nabór, liczymy, że dzieci trenujących u nas będzie coraz więcej.

Do lutego zapaśnicy trenowali w starych hangarach przy Fortach Bema. Ich właściciel Agencja Mienia Wojskowego robił wszystko, by pozbyć się swoich lokatorów. Podnosił czynsz, w sali odłączono też prąd i wodę.

Działacze Legii szukali pomocy w organizacjach rządowych. Na próżno. - Pogodziłem się już z tym, że nikt się nami nie zainteresował. Interweniowałem w Ministerstwie Sportu, Ministerstwie Obrony Narodowej, Urzędzie Miasta, a nawet w Kancelarii Prezydenta. Nikt mi nie podał pomocnej dłoni. Ludzie wysłuchali, pokiwali głową i widocznie stwierdzili, że tak musi być. W tym przekonaniu utwierdzać ich mogły wyniki, które osiągali moi zawodnicy. Mimo przeciwności zdobywali medale na mistrzostwach Polski, występowali na mistrzostwach Europy i Świata i widocznie ludzie myśleli, że nie jest tak źle. Nie mam jednak do nikogo żalu i mam nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej - mówi trener zapaśników.

Biedermann odgrywa w sekcji znaczącą rolę. Jest związany z Legią od prawie 50 lat. Był świadkiem wielkich sukcesów sekcji, i teraz zrobił wszystko, by nie zostać świadkiem definitywnego upadku klubu. - Jestem legionistą od 1966 roku, pamiętam wielką Legię. Nasza sekcja powstała w 1926 roku. Pierwszym kierownikiem i trenerem był Piotr Szczeblewski, który prowadził sekcję do lat 60. Na początku lat 60. sekcję przejął Bolesław Dubicki i prowadził ją do 1998 roku. Po nim kierownictwo przejąłem ja. Jestem więc trzecim koordynatorem w historii, który tę sekcję prowadzi - wylicza prezes i trener jednocześnie.

I dodaje: - Zamierzam za jakiś czas przekazać ją następcy. Na razie takiego nie mam, ale marzę, żeby któryś z zawodników młodego pokolenia wziął ją na siebie i poprowadził do sukcesów, jakie osiągał pan Dubicki. W jego czasach sekcja była w rozkwicie, osiągała największe sukcesy. To z niej wywodzą się m.in. medaliści olimpijscy: Andrzej Wroński, Włodzimierz Zawadzki i Jacek Fafiński. Chciałbym, by sekcja dalej istniała i wychowywała kolejne pokolenia zapaśników.

Jakie plany na najbliższy czas mają zapaśnicy Legii? - Obecnie jestem z Rafałem Krajewskim na mistrzostwach Polski w stylu wolnym. My specjalizujemy się w stylu klasycznym, ale Rafał jest zawodnikiem wszechstronnym i liczymy tu na medal. Za tydzień jedziemy do Kartuz na mistrzostwa Polski w stylu klasycznym, które wyłonią reprezentację Polski na mistrzostwa Europy i świata juniorów w stylu klasycznym. Mam nadzieję na dobre wyniki moich zawodników - kończy Biedermann.