Liga Mistrzów. Załuska: Będzie ciekawiej, niż myślicie

Po pierwszym meczu niektórym może się wydawać, że Celtic jest słaby. Ale przecież rok temu graliśmy w Lidze Mistrzów, niedawno wygraliśmy tytuł z ledwie jedną porażką. Myślę, że w Edynburgu będzie ciekawiej, niż wszyscy myślą - mówi Łukasz Załuska, bramkarz Celticu Glasgow
PRZEMYSŁAW ZYCH: Jesteś w Celticu pięć lat. Czy nadchodzi ten moment, gdy mistrz Szkocji jest najbardziej podatny na porażkę? Jeśli Legia ma wyrzucić go z pucharów, to właśnie teraz?

ŁUKASZ ZAŁUSKA: Po pierwszym meczu niektórym może się wydawać, że Celtic jest słaby. Ale przecież rok temu graliśmy w Lidze Mistrzów, niedawno wygraliśmy tytuł z ledwie jedną porażką. I to w tym samym składzie, z tamtej ekipy odszedł tylko Jorgos Samaras. Trudno wytłumaczyć tak słabą grę jak przy Łazienkowskiej. Moi koledzy w szatni sami nie potrafili tego zrozumieć. Ale 1:4 to rezultat, który wciąż można odwrócić. Myślę, że w Edynburgu będzie ciekawiej, niż wszyscy myślą.

W Celticu najważniejszy jest wynik. Rozumiał to poprzedni trener Neil Lennon. Teraz jest Ronny Deila. W Warszawie nawet przy wyniku 2:1 dla Legii nakazywał swoim piłkarzom atakować w dziesiątkę.

- Gdy za Lennona mecz skończył się wynikiem 1:0, on mówił: "biorę to, czyścimy głowy przed następnym meczem". Nie roztrząsał złego stylu, w którym pokonaliśmy przeciwnika. Teraz u nowego trenera wszystko dopiero się zazębia, trzeba trochę poczekać na efekty. Ja po przyjściu do Celtiku najbardziej zwróciłem uwagę na wpajanie wszystkim od juniorskich lat tej mentalności zwycięzców. Czy gra się u siebie z Barceloną, czy z St. Mirren, to 60 tys. fanatyków będzie pchać zespół do przodu. Okej, czasami można piłkarsko odstawać - z Barceloną mieliśmy 18 proc. czasu posiadania piłki, a i tak wygraliśmy, bo tu nikt nie ma prawa odstawić nogi. Na stadionie Celticu każdy róg czy aut jest fetowany jak gol. I myślę, że w Edynburgu też tak będzie. Nasi kibice wiedzą, że muszą nas popchnąć do czegoś ekstra, aby się udało wyeliminować Legię.

Czemu tyle lat jesteś w Celticu, chociaż nie udało ci się wywalczyć miejsca w bramce? Załuska nie ma ambicji - mówią niektórzy.

- Słyszałem wiele takich komentarzy. Daję sobie jeszcze jedną szansę. Jeśli się nie uda, będę musiał przyznać, że nie przeskoczyłem pewnego poziomu. Miałem być następcą Artura Boruca, ale gdy przychodziłem, nie odszedł z klubu. A gdy już odszedł, pojawił się kolejny bramkarz, Fraser Forster, dziś reprezentant Anglii. A Celtic to taki klub, z którym trudno się rozstać. Rozpoznawalny na całym świecie, z fanatycznymi kibicami. Czytałem wypowiedzi byłych piłkarzy po wyjeździe z Celtic Park. Trafili do klubów angielskiej Championship z dolnych rejonów Premier League. Każdy tęsknił za Celtic Park. Ale Celtic to także klub, w którym niełatwo wytrwać. Jeśli ktoś zagra kilka meczów słabiej, to - niestety - w następnym oknie transferowym odchodzi. Przez pięć lat został tylko Scott Brown [kapitan, nie zagra z Legią ze względu na kontuzję].

Na dyspozycji Celticu nie odbija się brak konkurencji w Szkocji? Rangersi zostali zdegradowani za problemy finansowe i do ekstraklasy szkockiej wrócą najwcześniej za rok.

- Odbija się. Gdy rywalizowali z nami, każdy mecz ligowy był ważny. Jeśli Rangersi grali tego samego dnia przed nami, wiedzieliśmy, że musimy wygrać. Co weekend ciążyła na nas presja, rywalizacja nas nakręcała, sprzedawały się karnety. Teraz spadła frekwencja na Celtic Park.

Z perspektywy bramkarza, który od ośmiu lat występuje za granicą, dlaczego od 18 lat mistrz Polski nie grał w Lidze Mistrzów?

- Wiele czynników wchodzi w grę. Kilka lat z rzędu brakowało nam szczęścia w losowaniu. Z kolei jak było dobre losowanie, to brakowało umiejętności. Jak było dobre losowanie i były umiejętności, to wysiadała psychika, zdarzały się gole tracone w ważnych momentach. Nie byliśmy w stanie udźwignąć ciężaru. Nastawienie psychiczne jest najważniejsze, widać to było w pierwszym meczu przy Łazienkowskiej. Straciliśmy głowę na ostatnie 20 minut, Legia to wyczuła i świetnie wykorzystała. Ale Celtic wciąż pozostał w grze o awans.

Transmisja na stronie Celticu

Mecz Celtic - Legia (godz. 20.45) nie będzie transmitowany w Polsce ani w Szkocji w żadnej telewizji. Spotkanie będzie można obejrzeć na stronie internetowej szkockiego klubu - celticfc.net, ale tylko poza Wielką Brytanią (koszt subskrypcji to 12,99 funta). W oświadczeniu TVP, która pokazywała pierwsze spotkanie, czytamy:

"Mimo wielodniowych bardzo intensywnych zabiegów i wyjątkowo atrakcyjnej oferty finansowej Telewizji Polskiej nie udało się przekonać władz klubu Celtic Glasgow do zorganizowania i sprzedania praw do transmisji meczu Szkotów z Legią Warszawa. Powodem decyzji Celticu jest - według naszych informacji - obawa, że transmisja telewizyjna zagrozi wpływom z biletów na ten mecz, w dużej mierze nabywanych przez polskich kibiców". Transmisja strony internetowej Celticu będzie oparta jedynie na czterech kamerach. Szkocki klub nie chciał komentować nieudanych negocjacji z polską telewizją. Negocjacje z Celtikiem prowadzi firma bukmacherska STS, żeby pokazać mecz w Internecie.