Sport.pl

Pięciobój nowoczesny. Oktawia Nowacka: największa wygrana igrzysk w Rio?

Opowiada, jak trener zagalopował się mówiąc o jej umiejętnościach czytania z nozdrzy koni, wspomina walkę o pozostanie w sporcie, jaką stoczyła mając 14 lat i zakaz trenowania, przyznaje, że jest jedną z największych wygranych polskiej kadry na Rio 2016. - Od igrzysk jestem w zupełnie nowej sytuacji - mówi Oktawia Nowacka, brązowa medalistka olimpijska w pięcioboju nowoczesnym




Łukasz Jachimiak: olimpijski medal zdobyłaś trzy miesiące temu, a wciąż pełno Ciebie w mediach. Reportaż w radiowej "Trójce", wizyta w TVN-ie - ciągle cieszysz się ze swoich pięciu minut?

Oktawia Nowacka: to duża szansa dla pięcioboju w Polsce. Od nowego miesiąca muszę jednak przystopować, aby mieć czas na trening. Teraz pora na powrót do formy.

Dużo tego czasu potrzebujesz?

- Nie wystarczy mi godzina czy dwie godziny dziennie, tak jak teraz. Muszę mieć trzy-cztery treningi każdego dnia. Założenie jest takie, że do końca listopada spokojnie wchodzę w trening, ale od grudnia chciałabym zacząć normalną pracę.

Wyjedziesz trenować do jakiegoś ciepłego kraju?

- Nie, zostaję w Łomiankach.

Mimo że jesteś olimpijską medalistką, to związek nie zapewni Ci zgrupowania w dobrej pogodzie?

- Fajnie by było, ale zazwyczaj w roku poolimpijskim nie mamy obozów. Ochota, żeby wyjechać oczywiście się pojawiła, na pewno łatwiej wrócić do biegania, kiedy robi się to w dobrych warunkach. Ale związek tak naprawdę jeszcze nie ma większych środków, być może sytuacja się poprawi w nowym roku. Teraz raczej nie możemy sobie pozwolić na taki wydatek.

Sytuacja może się poprawić o tyle, że po Twoim medalu związek będzie lepiej finansowy przez Ministerstwo Sportu i Turystyki?

- Mam nadzieję, że tak będzie. Może uda się też pozyskać sponsorów.

"Trenujesz pięciobój, a jeszcze jest dziesięciobój" - wiele tego typu stwierdzeń-pytań usłyszałaś w ostatnich miesiącach?

- Cały czas mam wrażenie, że muszę tłumaczyć, czym jest pięciobój nowoczesny. Ale nie robi mi to problemu. On od zawsze był mało rozpoznawalny, chociaż po igrzyskach sporo się zmieniło. Jeszcze przed Rio zawsze musiałam tłumaczyć czym ten pięciobój jest. Myślałam i wciąż myślę tak: "dobra, nie będzie wiedział, co to pięciobój, no to mu powiem".

Urodziłaś się rok przed igrzyskami w Barcelonie, na których złote medale zdobyli Arkadiusz Skrzypaszek i drużyna z nim w składzie. Kiedy już wybrałaś pięciobój, to chciałaś być jak Skrzypaszek albo jak mistrzyni świata i Europy Dorota Idzi?

- Najbliższe były mi te osoby, z którymi miałam bezpośredni kontakt, z którymi trenowałam. Najbardziej inspirowali mnie Kaśka Wójcik, Sylwia Czwojdzińska później Gawlikowska, Paulina Boenisz, Marta Dziadura, Marcin Horbacz. Patrząc jak oni trenują, czułam coraz większą chęć zdobywania medali.

Myślałaś o Horbaczu przed jazdą konną w Rio (na igrzyskach w Atenach w 2004 roku był drugi po trzech konkurencjach, ale miał pecha w losowaniu konia i po swoim przejeździe spadł na ostatnie, 32. miejsce)?

- Wtedy wolałam nie rozpamiętywać jego pecha, nie wystraszyłam się, myślałam pozytywnie, podeszłam do jazdy konnej bardzo spokojnie.

Kiedy odbierałaś swój olimpijski brąz Twój trener od jeździectwa, Andrzej Żółkiewski, opowiadał dziennikarzom, jak od strachu przed tymi zwierzętami doszłaś do czytania z ich ruchów uszami i nozdrzami. Jak i gdzie się tego nauczyłaś?

- Trener był w euforii, to co powiedział nie do końca było prawdą (śmiech). Każdy kto jeździ na koniach potrafi wyczuć ich nastawienie, patrząc na uszy. Kiedy koń je kładzie, jest wystraszony, kiedy przed przeszkodą je stawia, to znaczy, że jest zainteresowany tym, co się dzieje. Takie zachowania rozpoznaję, ale absolutnie nie potrafię czytać dokładnych zachowań z nozdrzy. Może trener Żółkiewski to potrafi (śmiech). Po nozdrzach mogę jedynie wywnioskować czy są rozszerzone i czy koń ma spokojny czy też szybki oddech.

Już po zawodach odszukałaś Veronę, żeby ją ucałować za dobry przejazd?

- Niestety, nie miałam okazji, bo kiedy chciałam to zrobić, to konie były już pakowane do odjazdu.

Jazda konna to ta najbardziej loteryjna część pięcioboju. Na jej trenowanie poświęcasz więcej czasu niż na pozostałe konkurencje?

- Najwięcej czasu poświęca się na bieganie. Ja mam pięć, sześć jednostek treningowych tygodniowo.

Ile kilometrów ma jednostka?

- Średnio 10. Pływanie mam pięć-sześć razy tygodniowo, dziennie w basenie spędzam godzinę-półtorej. Cztery razy w tygodniu trenuję szermierkę, jazdę konno dwa-trzy razy. A ze strzelaniem jest tak, że niektórzy trenują trzy razy w tygodniu i im to wystarcza, a ja strzelam sześć razy, od poniedziałku do soboty. Wiem, że im więcej strzelam, tym lepiej mi to wychodzi.

Strzelasz na zmęczeniu, jak w zawodach?

- Część jednostek treningowych robię statycznie, czyli zwykłym, osobnym treningiem na strzelnicy. Raz albo dwa razy w tygodniu mam kombajn, czyli trening mieszany złożony z biegu i strzelania, jak w zawodach.

Masz czas na cokolwiek poza treningami?

- Jak się policzy godziny, to dziennie wyjdzie ich pięć. Ale tak naprawdę trening zajmuje cały dzień. Rano wstaję, idę na basen, później zmieniam rzeczy, jem śniadanie, idę na strzelnicę, po niej jest obiad, po obiedzie bieganie, ćwiczenia rozciągające, szermierka. I robi się wieczór, ale na to co potrzebuję zawsze znajdę czas.

I tak od 13. roku życia?

- W gimnazjum biegałam cztery razy w tygodniu, wszystkiego było trochę mniej. Ale szybko obciążenia się zwiększyły.

Znamy Twoją historię z Rio, wiemy że medal zdobyłaś mimo że jeszcze cztery miesiące przed igrzyskami chodziłaś o kulach i praktycznie do końca nie mogłaś robić treningów biegowych. Za to mało kto zna historię Twojego pierwszego zwycięstwa ze zdrowotnymi problemami. Opowiesz, jak to było, że mając 14 lat dostałaś od lekarzy zakaz trenowania?

- Wykryto mi wadę kręgosłupa, najprawdopodobniej wrodzoną. Przyjechałam trenować do ośrodka w Łomiankach, a lekarze sportowi się wystraszyli, że stanie mi się coś złego i zabronili mi trenować. Stwierdziłam, że nie ma takiej opcji. Wiedziałam, że plecy nigdy mnie nie bolały, wierzyłam, że jest jakiś sposób, żeby tę wadę wyrehabilitować. Postanowiłam sobie, że coś takiego nie wykluczy mnie ze sportu. Miałam zostać usunięta z ośrodka, w którym byłam dopiero pół roku. Zadzwoniłam do mamy, powiedziała "nic się nie martw, zaraz przyjeżdżam". Wsiadła w pociąg, przyjechała ze Starogardu Gdańskiego, znalazłyśmy polecanego w internecie ortopedę i poszłyśmy do niego. Był jedyną osobą, która powiedziała mi, że głupotą byłoby, gdybym nie trenowała. Wytłumaczył, że kręgosłup nie boli mnie tylko dzięki temu, że mam bardzo silne mięśnie, które go okalają. Dodał, że jak dalej będę o te mięśnie dbać, to nic się nie wydarzy. Przez pół roku jeszcze wzmacniałam mięśnie grzbietu i brzucha, cofnęłam tę wadę i dzięki temu człowiekowi, który podpisał mi zgodę na uprawianie sportu jestem w nim do teraz.

Co dokładnie Ci dolegało?

- Od urodzenia mam niezrośnięty łuk kręgowy kręgu L5, sytuacja była o tyle niebezpieczna, że miałem kręgozmyk, krąg się wysunął z miejsca, w którym powinien być. Ćwiczeniami udało mi się "włożyć" go na miejsce. Niezrośnięcie łuku kręgowego zostanie mi już na zawsze, ale jeśli są silne mięśnie, to wszystko pięknie, stabilnie się trzyma.

Uratował Cię basen, jak przed Rio, gdy długo trenowałaś głównie w nim?

- Tak, zabroniono mi wszystkiego oprócz pływania, więc na basen chodziłam dwa razy dziennie. Nie mogłam jeździć na koniach, nie mogłam biegać, nie mogłam trenować szermierki. Strzelałam na siedząco. To było dla mnie bardzo trudne, bo czułam, że nic mnie nie boli, mogłam się wyginać w każdym kierunku, byłam bardzo sprawna, robiłam mostki, gwiazdy, wszystko, a nagle zabroniono mi nawet biegać. Musiałam się strasznie hamować. Przez pół roku tylko pływałam i w końcu dostałam zgodę, żeby wznowić normalny trening.

Jako dziecko przyjechałaś do Warszawy ze Starogardu Gdańskiego, bo tam nie było perspektyw, a Ty już wtedy byłaś bardzo zdeterminowana. Dzisiaj chyba łatwiej wybić się z małego miasta?

- Pięciobój nawet teraz tak naprawdę można trenować tylko w dwóch miejscach w Polsce - w Zielonej Górze i Warszawie. Już nawet nie chodzi o obiekty do pięciu konkurencji, ale o to, żeby na miejscu byli trenerzy od każdej z nich. W małym miasteczku o to trudno. W moim mieście teraz są genialne warunki do treningu. Jest odnowiony stadion imienia Kazimierza Deyny. Piękny, z tartanem. Kiedy byłam mała, to biegałam tam po żużlu. Jest basen, mamy stadninę, mamy lasy do biegania. Rozstawić strzelnicę to teraz żaden problem. Kiedyś strzelało się ze śrutu, teraz wystarczy powiesić gdzieś tarczę, stanąć 10 metrów dalej, wziąć stoliczek i strzelać. Do szermierki potrzeba hali i odpowiedniego sprzętu - bębnów, kabli. ale myślę, że nawet w Starogardzie przy odrobinie chęci da się trenować pięciobój. Kiedyś było inaczej. Nie miałam wyjścia, musiałam wyjechać. Gdybym chciała zostać przy lekkiej atletyce albo przy pływaniu, to jeszcze kilka lat dłużej mogłabym mieszkać z rodzicami.

To oni wymyślili, że najlepiej będzie Ci w pięcioboju?

- Nikt z nas tego nie wymyślił, to się zdarzyło przypadkowo. Na jednych z zawodów pływackich rozmawiałam z trenerem z Gdyni, panem Szymczukiem. Kiedy usłyszał, że też biegam, to powiedział, że jeździ ze swoimi zawodnikami na zawody w dwuboju nowoczesnym, które są wstępem do pięcioboju i zaproponował, żebym z nimi pojechała. Pomyślałam, że skoro pływam i biegam, to czemu miałabym tego nie połączyć. Pan Szymczuk zaangażował w to nasz klub, zaczęliśmy jeździć, po pierwszych sukcesach w dwubojach dostałam powołanie do OSSM w Łomiankach, aby trenować pięciobój.

Masz naturalny talent do każdej konkurencji?

- Jestem osobą dosyć wszechstronną, wiele rzeczy przychodzi mi łatwo, dlatego żadna konkurencja nie sprawia mi nadzwyczajnej trudności. Ale do dziś jest tak, że jedne wychodzą mi lepiej, a inne gorzej. Bieganie i pływanie od zawsze mam mocne, bardzo szybko załapałam szermierkę, jazda konna zajęła mi trochę więcej czasu, ze względu na wzrost [180 cm] miałam troszkę kłopotów z koordynacją. Największym problemem od zawsze jest strzelanie. Jak mieliśmy śrutowe, to sporo traciłam i musiałam nadrabiać w innych konkurencjach. W strzelaniu laserowym, połączonym z bieganiem, idzie mi trochę lepiej, ale też zdarzają się wpadki. Strzelanie jest dla mnie kłopotliwe też ze względu na wzrost. Jestem wysoka, szczupła, mam duże dźwignie, nie dość, że drogę podnoszenia pistoletu mam długą, to jeszcze wszystko mi się rusza, nie mam pełnej statyki, muszę strzelać na ciągłych drganiach.

Masz trójkę rodzeństwa, młodszego, a skoro mówisz, że w Starogardzie warunki do uprawiania sportu się poprawiły, to może ktoś jeszcze z Nowackich zaistnieje tak jak Ty?

- Najmłodszy brat trenuje pływanie, startuje w dwubojach dla najmłodszych, gdzie pływa się 50 metrów i biega 600 metrów. W pływaniu jest świetny. Błażej ma 11 lat, jest czołowym zawodnikiem województwa pomorskiego, ma już bardzo dużo medali różnych imprez.

Razem na igrzyskach pewnie nigdy nie wystartujecie, jeśli naprawdę zamierzasz skończyć karierę już w wieku 29 lat, po igrzyskach w Tokio?

- Na razie mam taki cel, że trenuję do Tokio. Potem najprawdopodobniej kariera się skończy, aczkolwiek drzwi sobie nie zatrzaskuję. Plany są planami, ale trudno mi przewidzieć, w jakiej sytuacji będę za cztery lata.

Co chciałabyś robić po sporcie?

- Dużo rzeczy. Chciałabym podróżować. Mój chłopak jest fotografem, marzy mu się, żeby robić zdjęcia gdzieś w świecie. Na pewno będę się zajmować dietetyką, po to otworzyłam markę "ON włącz wege". To jest podkładka pod to, co będę robiła w przyszłości. Bardzo chciałabym zostać w temacie zdrowego żywienia, dietetyki, stworzyć coś znanego ze swoją marką.

Być rywalką dla Anny Lewandowskiej?

- Nie, to będzie coś zupełnie innego. Mój styl życia jest inny, chcę udzielać porad osobom, które będą chciały się zainteresować weganizmem.

Jesteś osobą, która z całej naszej kadry olimpijskiej na Rio zyskała najwięcej?

- Na pewno od igrzysk jestem w zupełnie nowej sytuacji. Nigdy nie odczuwałam takiego zainteresowania jak teraz. Media prawie nie wiedziały, że istnieję, rozmawiałam tylko z kilkoma osobami, które od zawsze śledziły pięciobój nowoczesny. Cieszy mnie ta zmiana. Dostałam dużą szansę, żeby pokazać pięciobój, żeby o nim opowiedzieć. Robię to.

Jesteś rozpoznawalna?

- Oczywiście zdarza się, że ktoś poprosi o autograf, ale kolosalnych zmian nie ma. Bywam gdzieś zapraszana, więcej rozmawiam z ludźmi, wszystko zmieniło się pozytywnie. Nikt i nic mnie nie męczy.

A mieszkanie w pokoju?

- Jeszcze ciągle żyję w moim malutkim pokoju bez kuchni, ale mam na oku pewne miejsce. Tylko muszę jeszcze pozyskać trochę funduszy. Jak byłam młodsza, to sobie przysięgłam, że poradzę sobie w życiu bez kredytów i zamierzam się tego bardzo mocno trzymać. Zbierałam pieniądze przez cały czas mieszkania w internacie, odkładałam grosz do grosza na własne mieszkanie. Teraz żyję myślą, że za parę miesięcy w końcu przeprowadzę się na coś swojego.

To będzie okazały apartament czy coś małego?

- Coś średniego.

W Warszawie?

- Chcę zostać w Łomiankach. Na pewno jeszcze przez najbliższe cztery lata będę tam trenować, więc mieszkanie tam będzie dla mnie najwygodniejsze. Zresztą, Łomianki polubiłam, uważam, że są w świetnej lokalizacji, kocham Puszczę Kampinoską, a z Łomianek mam rzut beretem do lasu, do pięknego rezerwatu nad Wisłą. Te Łomianki jako lokalizacja pasują mi nawet po zakończeniu kariery sportowej.

Dziwi Cię, że Warszawa tak nisko wycenia sukcesy swoich olimpijczyków (za brąz z Rio Oktawia ze stołecznego ratusza dostała 15 tys. złotych, a w Starogardzie Gdańskim, z którego pochodzi, otrzymała 50 tys. zł nagrody)?

- Jest tak, że w mniejszych miastach sportowców bardziej się docenia. W Warszawie dzieje się dużo, szybko i wszystko, trudno wyłowić kogoś i coś z tłumu. W mniejszych miejscowościach radość jest większa, kibice są bardziej życzliwi, wszyscy potrafią się zjednoczyć, spotkać.

Jak Starogard Cię witał?

- Wspaniale, na Rynku. A sporo osób przyjechało wcześniej na lotnisko. Prezydent miasta wynajął autokar, przyjechał z osobami, które się zapisały. Byłam dumna i szczęśliwa z tego, że jestem starogardzianką.

Transparent "Oktawia, dla nas jesteś mistrzynią. Dziękujemy" wywieszony przez kibiców piłkarskiej drużyny Legii na jednym z meczów widziałaś?

- Widziałam, to bardzo miła sprawa. Zobaczyłam i pomyślałam "wow, niesamowite".

Jesteś fanką Legii?

- Ciężko mówić o fanatyzmie, najważniejsze mecze piłkarskie oglądam. Głównie reprezentacji, jak na Euro 2016.

Który piłkarz jest najprzystojniejszy.

- W tym temacie nie chcę się wypowiadać (śmiech).

Jak tenisistki spędzają wakacje od sportu?


Zdjęcie Lanki adidas ACE 15.3 FGAG S83243 Zdjęcie Lanki adidas ACE 15.4 FG B32868 Zdjęcie Lanki Adidas Ace 16.3 AG S78482
Lanki adidas ACE 15.3 FGAG ... Lanki adidas ACE 15.4 FG B3... Lanki Adidas Ace 16.3 AG S7...
Sprawdź ceny » Sprawdź ceny » Sprawdź ceny »
źródło: Okazje.info


Komentarze (5)
Pięciobój nowoczesny. Oktawia Nowacka: największa wygrana igrzysk w Rio?
Zaloguj się
  • apw1964

    Oceniono 3 razy 3

    Wspaniały przykład mądrej dziewczyny a na dodatek sportowca, człowieka... Wyrazy sympatii.

  • wooki74

    Oceniono 2 razy 2

    Fajna dziewczyna, dużo energii :)

  • atarixe

    0

    Gratulacje ! Podobasz mi się przy tym basenie :)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX