Sport.pl

Koszykarze Legii grają o awans do ekstraklasy. Będzie wielkie święto czy zawód?

Środowy mecz w Krośnie podsumuje sezon koszykarskiej Legii. Wygrana to awans do ekstraklasy, porażka - stracony rok.
W finale I ligi jest remis 2-2, w środę o 18 w Krośnie rozpocznie się mecz nr 5 - ostateczna batalia o awans do Tauron Basket Ligi. - Gwarantuję, że będziemy bić się o ekstraklasę w taki sposób, w jaki nie robił tego żaden klub - mówi trener Krosna Michał Baran. Legionistów nawet nie trzeba o to pytać - oni operację "Awans" rozpoczęli przed sezonem, podporządkowali mu wszystko. Powrót do ekstraklasy po 13 latach byłby kolejnym uczczeniem jubileuszu stulecia klubu.

Mecz decydujący, spotkanie ostatniej szansy, jest czymś wyjątkowym. Trenerzy powtarzają w takich sytuacjach, że na zmiany w taktyce jest już za późno, ale każdy próbuje wykonać kończące pociągnięcie pędzlem - zmienić obrońcę przy ważnym graczu rywali, kolejność koszykarzy w meczowej rotacji, zacząć składem podwyższonym lub obniżonym, zaskoczyć w defensywie.

Zawodnicy? Oni szukają w sobie pokładów energii, próbują się nakręcić do ostatecznej walki, ale jednocześnie chcą zapomnieć o wyjątkowej stawce meczu. "Spokój" to słowo klucz w całej finałowej gorączce. - Jeśli spojrzymy na cały sezon, to można powiedzieć, że na razie zrobiliśmy wszystko dobrze. Jesteśmy w finale, gramy o ekstraklasę, został do wykonania jeden kroczek, potrzeba jednej wygranej - mówi Andrzej Paszkiewicz, rezerwowy rozgrywający Legii. - O wyniku zadecyduje to, czyj to będzie dzień. Naprawdę. Kto lepiej zacznie, trafi pierwsze rzuty, czyj ważny gracz szybciej poczuje się pewnie.

A co zrobić, by to był "ten dzień" dla Legii? - Nie przegrzać się. Dotychczasowe mecze pokazują, że zawsze jeden z zespołów nie wytrzymuje ciśnienia. Raz Krosno, raz my. Dlatego trzeba podejść spokojnie, cieszyć się, że to finał, cieszyć się grą. Nie motywować się nadmiernie, po prostu grać w koszykówkę - mówi Paszkiewicz.

Łatwo powiedzieć, trudno wykonać. Rok temu obie drużyny rozgrywały mecze nr 5 i obie je przegrały - Krosno u siebie z Sokołem Łańcut, Legia na wyjeździe ze Stalą Ostrów. W tej serii błąkają się od ściany do ściany - pierwszy mecz w Krośnie Legia wygrała 84:70, drugi przegrała 62:85. W sobotę w Warszawie rozjechała Krosno 85:57, by dzień później zostać zdemolowaną 54:86. W każdym z tych spotkań jeden zespół grał bardzo dobrze, a drugi bardzo źle i pękał. Raz wcześniej, raz później, ale te spotkania zacięte nie były.

Co będzie najważniejsze z boiskowych konkretów? Legii powinno zależeć na tym, by rywale nie trafili w pierwszych minutach rzutów za trzy - to ich najmocniejsza strona, to koszykarzy z Krosna nakręca. Legioniści nie mogą pozwolić na czyste pozycje na obwodzie, a to najlepiej osiągnąć przez świetną obronę indywidualną - gdy rywal cię nie minie, to nie stworzy przewagi, będzie bił głową w mur.

Ważna będzie też walka o zbiórki - te w obronie pozwalają na kontry, które najczęściej wyprowadza Łukasz Wilczek, a najlepiej kończy Grzegorz Kukiełka. Te w ataku to szansa na łatwą dobitkę, wymuszenie faulu rywala albo przynajmniej dodatkową akcję, która spowoduje jego zmęczenie w obronie.

Legia potrzebuje też swoich liderów - Wilczek ma mieć dużo więcej asyst niż strat, Kukiełka musi podejmować dobre decyzje rzutowe, a Adam Parzych - trafiać tak jak w serii z Sokołem. Ostatnio był nieco zagubiony, dla niego ta seria z Miastem Szkła Krosno może być trudna - w poprzednim sezonie występował w Krośnie, teraz jest prowokowany, znajduje się pod presją.

Przed 20 wszystko będzie jasne. Legioniści odtańczą taniec zwycięstwa albo ze złością w oczach będą obserwować, jak z historycznego awansu do ekstraklasy cieszy się Krosno.

Czy koszykarskiej Legii w tym sezonie uda się awansować do ekstraklasy?
Więcej o: