Od +28, do -32. Co się stało z koszykarzami Legii?

Walka w meczu Legia - Miasto Szkła

Walka w meczu Legia - Miasto Szkła (FOT. KUBA ATYS)

W sobotę wygrali z Miastem Szkła Krosno 85:57, w niedzielę przegrali 54:86. I zamiast świętowania awansu w finale I ligi jest remis 2-2. - W sobotę wybiliśmy im koszykówkę z głowy, dzisiaj oni wybili ją nam - powiedział kapitan Legii Łukasz Wilczek. Jak to możliwe, że warszawianie zagrali tak dwa różne mecze?
Trener Legii Piotr Bakun: - Nie ta energia, nie ta obrona, a atak straszny. Oddaliśmy zbyt dużo niepotrzebnych rzutów, za mało podawaliśmy sobie.

Rozgrywający Łukasz Wilczek: - Coś się dzisiaj zacięło. Popełniliśmy za dużo błędów w obronie, one były proste, Krosno jest za dobre, by ich nie wykorzystać.

Rzucający Michał Aleksandrowicz: - Zabrakło skuteczności i determinacji w obronie, którą mieliśmy wczoraj. Krosno nie miało nic do stracenia, walczyło o życie.

Trener Miasta Szkła Michał Baran: - Widać było u nas sportową złość i energię, nie chcieliśmy kończyć tak dobrego sezonu, w tak słaby sposób.

Rzucający Dariusz Oczkowicz: - W sobotę, po dość łatwym zwycięstwie w drugim meczu myśleliśmy, że mecz sam się wygra. W niedzielę to Legia tak myślała.

Ale opinie trenerów i koszykarzy zadziwiającej metamorfozy obu drużyn nie tłumaczą w stopniu wystarczającym dla wnikliwych kibiców.

To naturalne, że Legia czuła awans

Legioniści zapewniają, że skoncentrowani byli, że wizja awansu ich nie rozluźniła. - W drugim meczu w Krośnie, jak wyszliśmy na rozgrzewkę, to coś, jakieś rozprężenie było widać. A tutaj byliśmy naprawdę zmotywowani, dobrze wyglądaliśmy. Byliśmy maksymalnie skoncentrowani, w sobotę się nie cieszyliśmy. Pojechaliśmy do hotelu, odpoczywaliśmy, zespół był wyciszony - mówi Bakun.

Ale to zupełnie naturalne, że Legia poczuła już smak awansu. Po świetnym meczu, przy prowadzeniu 2-1, przy pełnej, rozemocjonowanej hali, wyciszenie i odcięcie się od świata nie jest możliwe. Zespół pojechał w sobotę wieczorem do hotelu, został na noc skoszarowany. Może, paradoksalnie, chcąc dobrze, koszykarzom odebrano atut meczu u siebie - domowe wygodę i rutynę przygotowania do meczu?

To niuans, ale przecież to często niuanse mają wpływ na dynamikę długich serii. Play-off to często akcja i reakcja, ale im dłużej, tym są one mniejsze - dwie dobre drużyny znają się doskonale, ciężko im się czymś zaskoczyć.

Zmiany Krosna przyniosły skutek

Trenerowi Miasta Szkła małe manewry taktyczne się jednak udały - w pierwszej piątce wprowadził swojego imiennika, rozgrywającego Michała Barana oraz najwyższego w zespole Dariusza Wykę. Baran zaczął o wiele lepiej niż w sobotę, gdy był rezerwowym - szybko trafił dwie trójki, trzymał wynik. Natomiast Wyka miał sprawić, że Legia nie zdobędzie przewagi w walce o zbiórki. I nie zdobyła.

- Ważne było też niedopuszczanie Grześka Kukiełki do otwartych rzutów - dodawał trener Baran. Lider Legii nie zaczął meczu tak dobrze, jak w sobotę, gdy szybko rzucił 10 punktów.

I Legii, w odróżnieniu od soboty, nie udało się uciec rywalowi. Choć gospodarze prowadzili w pierwszej kwarcie 16:10, wymuszali faule Miasta Szkła, zdobywali sporo punktów spod kosza. Nie wyglądali źle, ale też widać było, że nie mają tyle energii. Zmęczenie spowodowane krótkim odstępem między meczami? - Nie, w miarę możliwości odpoczęliśmy, Krosno miało tyle samo czasu. To nie była przyczyna porażki - mówił Aleksandrowicz.

Legia nieswoja

Dlaczego energii było tak niewiele, skoro Legia ma szerszą ławkę niż Krosno? Może dlatego, że legioniści nie grali w stylu, który przynosi im najlepsze efekty. - Chcieliśmy się przełamać atakiem, a nie obroną, czyli nie tak, jak zwykle to robimy, jak chcemy - mówił Bakun. Rzuty jego koszykarzy, w kluczowej drugiej kwarcie, gdy Krosno uciekło, były nerwowe, szybkie, nie z tych miejsc, z których być powinny. A pudła powodowały frustrację, która skutkowała gorszą obroną.

W sobotę to Krosno było w takiej sytuacji. - Byłem zdziwiony, że w meczu nr 3 moja drużyna tak szybko padła mentalnie, zaraz po tym, jak Legia wyszła na ponad dziesięciopunktowe prowadzenie. Rezerwowi nic nie wnosili, z każdą kolejną minutą było gorzej. Ale ciężko się gra, gdy rywal jest świetny, wszystko trafia, czasem nogi się same uginają, a ręce opadają - mówił Michał Baran.

W niedzielę był to problem legionistów. - W pewnym momencie, w drugiej kwarcie, nagle pękliśmy. Nie rozumiem tego - mówił Bakun. Dlaczego Legia nie grała pod kosz? - W tej chwili nie znam odpowiedzi na to pytanie - rozkładał ręce.

Kto opanuje presję?

Minimalnie mniejsza koncentracja, już nie tak dobry początek, udane manewry rywala, źle rozłożone akcenty we własnej grze oraz pojedyncze błędy w istotnych momentach (brak zastawienia, niecelne podanie, pudło z czystej pozycji) sprawiły, że Miasto Szkła zaczęło się rozkręcać. A że jest to drużyna świetnego ataku, to gdy wejdzie w rytm, trudno ją zatrzymać. Gdy z rozpędzonym rywalem przegrywa się różnicą 20 punktów, a on dalej trafia, to ręce opadają, coś pęka, wiara maleje.

Co dalej? - Przegraliśmy bitwę, ale nie wojnę, jedziemy do Krosna wygrać - mówi Aleksandrowicz. - Wygra ten, kto będzie chciał bardziej. Ważną rolę odegra psychologia - uważa Oczkowicz. - Obie drużyny będą czuć obecność medali i bliskość ekstraklasy, a wygra ten, kto pierwszy opanuje presję, kto będzie bardziej walczyć, kto zdominuje przeciwnika - dodaje Baran.

LOTTO Ekstraklasa 2018/19

lp. Drużyna M Pkt Br. Zw. R Por.
1 Piast Gliwice 37 72 57-33 21 9 7
2 Legia Warszawa 37 68 55-38 20 8 9
3 Lechia Gdańsk 37 67 54-38 19 10 8
4 Cracovia 37 57 45-43 17 6 14
5 Jagiellonia Białystok 37 57 55-52 16 9 12
6 Zagłębie Lubin 37 53 57-48 15 8 14
7 Pogoń Szczecin 37 52 57-54 14 10 13
8 Lech Poznań 37 52 49-48 15 7 15
9 Wisła Kraków 37 49 67-63 14 7 16
10 Korona Kielce 37 47 42-54 12 11 14
11 Górnik Zabrze 37 46 48-53 12 10 15
12 Śląsk Wrocław 37 44 49-45 12 8 17
13 Arka Gdynia 37 42 49-51 10 12 15
14 Wisła Płock 37 41 50-58 10 11 16
15 Miedź Legnica 37 40 40-65 10 10 17
16 Zagłębie Sosnowiec 37 29 49-80 7 8 22

  • Grupa mistrzowska
  • Grupa spadkowa