Sport.pl

Koszykówka. Legia potrzebuje ekstraklasy. Ekstraklasa potrzebuje Legii

Faworytami play-off są zespoły z Krosna i Łańcuta, ale to Legia wniosłaby ożywienie i emocje do ekstraklasy. To o nią pyta, to jej chce duża część koszykarskiej Polski - pisze Łukasz Cegliński ze Sport.pl.
Legia wkracza w decydującą fazę walki o awans do ekstraklasy. Ćwierćfinał z Astorią zakończyła bezbolesnym 3:0, teraz zaczynają się schody - w półfinale na legionistów czeka Sokół Łańcut, a jeśli uda się go wyeliminować, to w finale warszawiacy najpewniej będą musieli rywalizować z pierwszoligowym hegemonem Miastem Szkła Krosno.

W obu przypadkach Legia będzie musiała wygrać przynajmniej jeden mecz na wyjeździe, co z rywalami tej klasy udaje jej się rzadko.

Faworytem zatem Legia nie jest, nawet odpadnięcia w półfinale nie będzie można uznać za niespodziankę. Ale trudno dziwić się tym, którzy - głośno lub po cichu, a czasem nawet podświadomie - kibicują właśnie Legii.

Podkarpacie to region z koszykarskimi tradycjami. W latach 70. Resovia siedem razy była na podium, raz zdobyła nawet mistrzostwo. Polonia Przemyśl była w czołówce w połowie lat 90. Stal Stalowa Wola od lat wychowuje koszykarzy, nawet na poziom reprezentacyjny. Kluby z Krosna, Łańcuta, Tarnobrzega i Jarosławia były lub są postrachem całej I ligi. W XXI wieku te dwa ostatnie wskakiwały nawet do ekstraklasy, gdzie zdarzało im się sprawiać niespodzianki, ale trudno mówić o wielkiej wartości dodanej dla ligi. Mało prawdopodobne jest, by Miasto Szkła lub Sokół wybiły się ponad ich poziom.

Jaką wartość do ekstraklasy mogłaby wnieść Legia? Pod względem sportowym i finansowym to taka sama zagadka jak Miasto Szkła czy Sokół - nie ma żadnej gwarancji, że koszykarzy nagle wspomoże miasto, że pojawią się większe pieniądze od sponsorów, ale jeśli nawet, to że w klubie będą potrafili zbudować za nie silną drużynę. Ale z drugiej strony w Warszawie jest Legia. Ta piłkarska, która w spółce koszykarskiej posiada 33 proc. udziałów. Jej szefów łączy silna więź kibicowsko-towarzyska z zarządzającymi sekcją, której ambicje nie pozwalają na przeciętność. To pozwala wierzyć, że warszawski klub wszedłby do ekstraklasy z większym impetem niż rywale z Podkarpacia.

Legia w ekstraklasie byłaby nie tylko powrotem wielkiej marki i siedmiokrotnego mistrza Polski. Oznaczałaby także obecność klubu, wobec którego nie można przejść obojętnie - przeważnie albo się go kocha, albo nienawidzi. Legia to wielkie emocje - pozytywne i negatywne. To duże oczekiwania, a czasem spore rozczarowania.

Hala na Bemowie, choć ostatnio odnowiona, byłaby zdecydowanie najgorszym, najbrzydszym obiektem w ekstraklasie, zespół prawdopodobnie tułałby się między nią oraz obłożonymi Torwarem i Halą Koło. I to nie wina Legii, to wstyd dla Warszawy - stolica jest daleko w tyle za wieloma polskimi miastami, które mają ładne, nowe i duże obiekty.

Mecze Legii mogłyby być także meczami podwyższonego ryzyka, bo legijni ultrasi lubią urządzić sobie w hali racowisko, bluzgać, wywieszać transparenty niezwiązane ze sportem. Legia już płaci za nich kary. Czy na meczach ze Śląskiem, Anwilem, Czarnymi, które też mają zadziornych kibiców, nie dochodziłoby do niebezpiecznych eskalacji napięć na trybunach? Szefom sekcji na ultrasach zależy, ale jednocześnie nie mają oni nad fanatykami żadnej kontroli.

Jednak Legia, niezależnie od tego, jak, gdzie oraz przy jakim dopingu by grała, wniosłaby do ekstraklasy ożywienie. W większym stopniu niż zrobiły to w minionych latach Wrocław, Toruń i Szczecin. Tak jak środowisko czekało na powrót Śląska, tak teraz, może nawet bardziej, czeka na Legię. Od kilku miesięcy słyszę pytania z całej Polski - czy Legia awansuje, czy ma pieniądze, co słychać w klubie itp. Środowisko wie, że Legia to dla ligi szansa.

Ale dobrze, że trenerzy Michał Baran (Miasto Szkła) i Dariusz Kaszowski (Sokół) oraz ich zgrane ekipy pierwszoligowych twardzieli większość z tego, co napisałem, mają w poważaniu. To zapowiada emocje i twardą rywalizację na finiszu play-off. W Łańcucie i Krośnie chcą udowodnić Legii, że do wygrania pierwszej ligi jeszcze sporo jej brakuje. W obu miastach wykonano w ostatnich latach wielką pracę, by rządzić i dzielić na zapleczu ekstraklasy. Legia, która nie chce iść na łatwiznę i nie wykupi dzikiej karty, musi te rządy obalić, by osiągnąć cel.

Presja jest duża, dość powiedzieć, że w plan rozwoju sekcji już pięć lat temu wpisano awans do ekstraklasy na stulecie klubu. Czyli teraz, w 2016 roku. Legia potrzebuje tego impulsu do dalszego rozwoju, taki impuls przydałby się też lidze.

Jak grają o awans?

Półfinały I ligi (Miasto Szkła Krosno - GKS Tychy i Sokół Łańcut - Legia) rozgrywane są do trzech zwycięstw. Pierwsze mecze - w Krośnie i w Łańcucie - odbędą się w najbliższe sobotę i niedzielę, mecze nr 3 (i ewentualnie nr 4) rozegrane zostaną 30 kwietnia (i 1 maja) w Tychach i w Warszawie. Jeśli potrzebne będą decydujące spotkania, to odbędą się one w środę 4 maja w Krośnie i Łańcucie. W finale też gra się do trzech zwycięstw, prawo do gry w ekstraklasie otrzymuje tylko jego zwycięzca.

Czy koszykarskiej Legii w tym sezonie uda się awansować do ekstraklasy?
Więcej o:
Komentarze (1)
Koszykówka. Legia potrzebuje ekstraklasy. Ekstraklasa potrzebuje Legii
Zaloguj się
  • polonista_1911

    0

    Rzeczywiście, koszykarska ekstraklasa na pewno potrzebuje więcej takich akcji, jak dwa lata temu podczas derbów z Polonią na Torwarze.
    I jeszcze odnośnie rzekomego potencjału Legii - ile teraz osób chodzi na Bemowo? Bo w transmisjach TV widać było pustki na trybunach :) .

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX