Sport.pl

Wejście wilka w Wilanów Royal Garden, czyli 10 obserwacji po wygranej koszykarzy Legii

W piątek legioniści odnieśli pierwsze zwycięstwo w tym sezonie pierwszej ligi - w hali przy ul. Wiertniczej 26 w Wilanowie pewnie pokonali Zagłębie Sosnowiec 88:57. Obserwacjami z tego spotkania dzieli się Łukasz Cegliński ze Sport.pl.


1. Rzeź rozpoczął Michał Aleksandrowicz, któremu po meczu powiedziałem, że po pierwszych akcjach typowałem go na potrójną dwucyfrówkę (gdyby ktoś nie wiedział - polska wersja triple-double). Bo spójrzcie: zbiórka w ataku, punkty z wejścia pod kosz, celna trójka, asysta przy takim rzucie Michała Kwiatkowskiego, zbiórka w ataku, asysta przy trafieniu Grzegorza Malewskiego. W nieco ponad trzy minuty Aleksandrowicz miał pięć punktów, dwie zbiórki i dwie asysty, a Legia prowadziła 10:2.

Minutę później "Panda" trafił jeszcze trójkę na 15:4 i już wówczas były przesłanki do tego, by mówić, że wynik jest rozstrzygnięty (ja to napisałem na Twitterze przy 8:0). Trener Piotr Bakun słusznie dał pograć wszystkim rezerwowym, śrubowania statystyk nie było, wielu graczy błysnęło i pokazało błyskotliwe czy mądre zagrania. Ale warto zwrócić uwagę na jedną z akcji Aleksandrowicza, tę z czwartej minuty, gdy skrzydłowy Legii najpierw miał zbiórkę w ataku, a potem asystę.

Za trzy z lewej strony kosza rzucał Kwiatkowski, Aleksandrowicz dynamicznie poszedł walczyć o zbiórkę z prawej strony. Wyprzedził rywala, wyskoczył, złapał piłkę, ale spadł z nią na boisko pod tablicą, zbyt głęboko, by oddać rzut. Po sekundzie podał ją więc do wbiegającego Malewskiego, który trafił spod kosza. Niby nic, ale zauważcie - wyczucie piłki, dynamika, orientacja, precyzja. Wszystko w dwie sekundy, wszystko z korzyścią dla zespołu. Cały Aleksandrowicz.

2. Łukasz Wilczek miał wejście... wilka. Smokiem być nie musiał, gdy pojawił się na boisku w szóstej minucie, Zagłębie już było w narożniku. 28-letni rozgrywający pomógł rzucić je na deski - już w pierwszej akcji dynamicznie wszedł pod kosz, ściągnął obrońców i odegrał piłkę do Cezarego Trybańskiego. Co ważne - na poziomie jego rąk. Z całym szacunkiem dla Kwiatkowskiego i Rafała Holnickiego-Szulca - różnica w kontrolowaniu akcji, w rozgrywaniu piłki, była wielka.

I Wilczek powinien być wielkim wzmocnieniem Legii. Trener Bakun mówił po meczu, że to właśnie ten rozgrywający był u niego numerem 1 na liście życzeń podczas budowania drużyny, ale ze względu na ważny kontrakt w Toruniu rozmów długo nie podejmowano. A Wilczek da jego drużynie nie tylko świetne na poziomie pierwszej ligi rozgrywanie, ale też waleczność. W pierwszych sekundach drugiej kwarty przechwycił piłkę, która uciekała mu za linię końcową, ale on się za nią rzucił na boisko, zatrzymał ją w polu, wstał, wrócił z autu, opanował piłkę, rozgrywał. Efekt? Asysta do Arkadiusza Kobusa, a w następnej akcji błyskotliwe podanie do Trybańskiego. W sumie miał dwa punkty, siedem asyst i trzy przechwyty w 17 minut.

3. Z cyklu "Obserwując C-Tryba" - w piątek środkowy Legii zdobył osiem punktów (4/4 z gry, 0/1 z wolnych), miał 10 zbiórek i trzy bloki w 27 minut. Jego średnie z trzech spotkań to teraz 7,0 punktu, 8,7 zbiórki i 3,3 bloku, więc można powiedzieć, że Trybański zagrał "swoje". Ale siedząc za koszem, zaobserwowałem - szczególnie w drugiej połowie, gdy Zagłębie grało już lepiej - jak wiele środkowy Legii daje drużynie w defensywie. Patryk Bajtus, gdy podejmował nerwowe próby rzutów, patrzył na ręce Trybańskiego, a nie na kosz, inni gracze też zmieniali decyzje rzutowe ze względu na obecność "C-Tryba". Pisałem przed sezonem, że tak będzie, teraz zobaczyłem to z bliska.

Ciekawa statystyka - w trzech meczach Trybański miał 9/11 z gry. Skuteczność znakomita, liczba rzutów jednak nikczemna. Ciekawe, czy teraz - po przyjściu Wilczka, który z meczu na mecz będzie dostawał więcej minut - Trybański będzie rzucał częściej. Ciekawe, jak wypadnie w najbliższym meczu w Siedlcach, gdzie pod koszem mogą być zasieki - Kamil Gawrzydek i Daniel Wall.

4. O samym meczu nie ma co pisać. Do przerwy było 55:16, potem Legia się nieco rozluźniła, a Bakun wprowadzał rezerwowych, natomiast Zagłębie zagrało lepiej. Drugą połowę goście wygrali 39:33. Czy dla całego obrazu meczu miało to znaczenie zdaniem trenera? - Jakieś na pewno tak, bo wiadomo, że chciałoby się grać tak dobrze, tak równo, jak w pierwszej połowie. Ale mając świadomość, że sezon jest długi i w jakimś jego momencie możemy potrzebować zawodników rezerwowych, chciałem dać pograć wszystkim. Wynik i jakość gry były w tym przypadku jednak na drugim planie - mówił po meczu Bakun.

Co w grze zespołu podobało się trenerowi najbardziej? - Fajne było to, że na początku meczu atak zaczęliśmy z obrony. My dobrze broniliśmy, rywale nie byli w stanie nam nic zrobić. Trafiali po przypadkowych akcjach, z wolnych... Mam dla chłopaków duży szacunek za pierwszą połowę, jeśli chodzi o podejście do defensywy, walkę, ale także zespołową grę. Fajne było też to, że każdy z rozgrywających dał nam wiele - "Kwiatek" dobrze zaczął, "Wilku" dobrze wszedł, a "Hol" również na końcu grał dobrze.

5. Rezerwowi z okazji na grę skorzystali i pokazali na boisku to, co potrafią najlepiej. Michał Świderski trafiał z dystansu i zdobył siedem punktów, Andrzej Paszkiewicz miał jedną trójkę, zaliczył też dwie asysty, Bartłomiej Bojko uciułał cztery punkty, popełnił cztery faule, używał łokci i nóg do denerwowania rywali, a "RHS6" był bardzo aktywny - jedyne punkty zdobył dobitką z powietrza, ale miał też sześć zbiórek, cztery asysty i cztery przechwyty. Bez punktów skończył spotkanie Damian Zapert.

6. O rezerwowym Kobusie osobny fragment, bo wygląda na to, że najlepszy legionista w drugiej lidze będzie także wiodącą postacią w pierwszej. Przyznaję, nie brałem tego za pewnik, ale już widzę, że "Kobi" daje radę. Gra to, co lubi - wykorzystuje szybkość, stara się dynamicznie wchodzić pod kosz, ale czeka też na okazje rzutów z dystansu. W piątek z Zagłębiem był najlepszym strzelcem Legii - rzucił 16 punktów. I co mecz, to progres pod tym względem - w Krośnie było 11, w Pruszkowie 12.

Mankament? Skuteczność. Na razie Kobus trafił tylko 11 z 28 rzutów z gry, ale na razie nie trzeba się tym zbytnio przejmować. Powinno być lepiej.

7. Zagłębie Sosnowiec... Na ławce Tomasz Służałek, Justyn Węglorz, Leszek Marzec, na boisku Marcin Kosiński, Grzegorz Mordzak, Marek Piechowicz, Kamil Wójciak, Paweł Bogdanowicz, Patryk Przyborowski - te nazwiska znane są fanom koszykówki ze względu na historyczne sukcesy, obecność w ekstraklasie, reprezentacjach Polski itp. Ale one nie tworzą na razie drużyny. Pierwsza połowa w wykonaniu Zagłębia była w piątek tragiczna. Legia gości ośmieszyła, momentami było mi ich żal. Gdyby nie Kosiński, który jako jedyny walczył, gdy koledzy opuścili głowy, Zagłębie mogłoby nie zdobyć 20 punktów.

Lepiej było po przerwie, gdy Legia się rozluźniła. Aktywniejszy stał się Piechowicz, kilka rzutów trafił Bogdanowicz, Patrykowie Nowerski i Bajtus zrobili użytek z mięśni. Czas powinien działać na korzyść drużyny Służałka, choć awansu do play-off bym się nie spodziewał. Z drugiej strony - jeśli Mordzak, Kosiński, Bogdanowicz i Piechowicz się zgrają, to walka o ósemkę może być ciekawa.

8. Marcin Kosiński, witamy z powrotem! Tacy gracze jak on strasznie ubarwiają mecze, ligę. I nie chodzi o ten wyraz twarzy, na której obojętność walczy z pasją, nie chodzi o tatuaże - chodzi o walkę. Iwo - sorry Marcin, ale ciągle wszyscy tak o tobie mówią - próbował w pierwszej połowie zapobiec katastrofie. Zastępując na pozycji rozgrywającego kontuzjowanego Mordzaka czekał, aż któryś z kolegów wyjdzie na pozycję, starał się podawać. Jak nie było okazji, szukał pozycji do rzutu. Fakt, momentami były to próby rozpaczliwe, ale były. W 23 minuty Kosiński zdobył osiem punktów (wszystkie do przerwy), miał pięć zbiórek i trzy asysty. Choć skuteczność 2/12 z gry nie wystawia najlepszego świadectwa...

Najlepszy moment? Zapasy z Bojko. Trafił swój na swego, prawda? W podkoszowym zamieszaniu, gdy Kosiński przewrócił się na boisko, Bojko stanął nad nim i gdy rywal próbował wstać, ścisnął go kolanami za żebra. Iwo się wyszarpnął, a potem już tylko szukał Bojki. Wbił się mięśniem w plecy, a gdy ten się zrewanżował, sędziowie odgwizdali Bojce faul. Iwo rozpoczął "rozmowę", a piątkę, do której legionista wyciągnął rękę jako pierwszy, przybił niechętnie. W kolejnej akcji Kosiński poślizgnął się pod koszem, Zagłębie straciło piłkę, a Bojko, biegnąc do ataku, lekko kopnął siedzącego na boisku rywala. Iwo, oczywiście, pobiegł za nim, korzystając z przerwy w grze protekcjonalnie złapał Bojkę za kark i coś mu tłumaczył. Rozdzielili ich sędziowie.

9. Halę w Wilanowie ochrzciłem sobie roboczo "Wilanów Square Garden", choć z racji na bliskość pałacu powinienem raczej nazwać ją "Wilanów Royal Garden". Fajny obiekt. Szkolny, w kompleksie sportowym, w którym jest także basen, pasujący do rozgrywek niższych lig. Trybuny z krzesełkami znajdują się tylko z jednej strony boiska, za ławkami. Jest na nich około 350 miejsc, w piątek wszystkie były zajęte. Do tego około 250 osób stało na galerii. Trybuna podzieliła się na część prawą i lewą - za ławką gości zlokalizowany był młyn, który jak rozpoczął doping podczas prezentacji Legii, tak skończył kilka minut po meczu. Z kolei za ławką Legii siedzieli ci, których bardziej interesowała koszykówka.



Legia rozegra w Wilanowie jeszcze co najmniej dwa spotkania - z GKS Tychy i Stalą Ostrów. Co dalej? Zależy od tempa drugiej części remontu hali na Bemowie.

10. Co dalej z Legią na boisku? Pięć najbliższych spotkań to wyjazd do Siedlec, Tychy u siebie, wyjazd do Poznania, Stal u siebie i wyjazd do Prudnika. Biorąc pod uwagę, że pewności doda drużynie wygrana, a mądrości doda Wilczek, akcje legionistów rosną. Typować z wyprzedzeniem trudno, ale bilans 3-2 w tych pięciu meczach, to typ wcale nie tak bardzo optymistyczny. To jak najbardziej możliwe.

Więcej o: