Sport.pl

Do inauguracji ligi tydzień, a Zieloni Kanonierzy bladzi w Legionowie

Tydzień przed inauguracją ligi koszykarze Legii zajęli ostatnie miejsce w Mazovia Cup. Zmartwieniem mogą być nie tylko porażki, które ponieśli w weekend, ale i forma, która wciąż jest zagadką - nawet dla nich samych.


Legioniści, którzy podczas turnieju rozgrywanego w Legionowie bronili zdobytego przed rokiem trofeum, tym razem nie wygrali ani jednego meczu - w piątek w półfinale dali się ograć SKK Siedlce 80:87, a dzień później w meczu o trzecie miejsce ulegli Zniczowi Pruszków 85:87.

Choć przegrywali nieznacznie (SKK) bądź o włos (Znicz), w obu meczach zwyciężały drużyny zdecydowanie lepsze. Zieloni Kanonierzy grali chaotycznie, zrywami, choć zdarzały im się udane momenty. Mimo to Legia tuż przed inauguracją rozgrywek pierwszej ligi wciąż nie może odnaleźć właściwego dla siebie rytmu gry. Dlaczego?

Kiedy legioniści w zeszłym sezonie wygrywali rywalizację na drugoligowym froncie, byli zespołem dobrze się znającym i rozumiejącym. W porównaniu z pierwszym rokiem, w którym zespół prowadził Piotr Bakun, w składzie zaszły zmiany jedynie kosmetyczne. Tym razem po awansie do pierwszej ligi do drużyny dołączyło aż pięciu nowych koszykarzy.

Każdy z nich ma prawo myśleć o grze w pierwszej piątce i szansie na bycie postacią pierwszoplanową. Podczas meczu ze Zniczem Pruszków gołym okiem było jednak widać, że żaden z nich nie jest jeszcze w pełni zgrany z resztą zespołu. Michał Aleksandrowicz i Mateusz Bierwagen, choć zdobyli najwięcej punktów, po 21, do przerwy grali słabo. Podejmowali złe decyzje rzutowe (obaj zaledwie 2/13 trafionych rzutów z gry), nie rozumieli intencji rozgrywających. Cezary Trybański, po przyjściu którego obiecywano sobie najwięcej, gdy tylko dostał piłkę, pod atakowanym koszem radził sobie nieźle, ale w obronie pruszkowscy gracze mijali go z niespodziewaną łatwością. Długimi momentami niewidoczny był też Grzegorz Malewski.

Nowym zawodnikom nie pomogła także nie najlepsza dyspozycja kreującego grę Rafała Holnickiego-Szulca, który pod nieobecność Michała Kwiatkowskiego (wykluczyła go drobna kontuzja) pełnił funkcję podstawowego rozgrywającego. Zawiedli też ci, na których można liczyć w trudnych momentach - Arkadiusz Kobus, Andrzej Paszkiewicz i Damian Zapert.

Druga połowa sobotniego spotkania pozwala jednak mieć nadzieję, że drużyna jest już bliżej niż dalej porozumienia i wzajemnego zrozumienia. Ambicją wykazywał się Bierwagen, który zmienił styl gry i częściej wchodził pod kosz (14 punktów w samej trzeciej kwarcie), znów z czystych pozycji trafiał Kobus, a piłka krążyła między legionistami szybciej i dokładniej.

Stołeczni koszykarze znów częściej mogli bić sobie wzajemnie brawo po udanych akcjach, niż - jak było to w pierwszej połowie - rozkładać bezradnie ręce.

Czy to prognoza lepszej gry na początku sezonu? Sami koszykarze w rozmowach przyznają, że w najbliższym tygodniu czeka ich jeszcze dużo pracy i przemyśleń.

Legioniści skończyli okres przygotowawczy z bilansem pięciu zwycięstw i czterech porażek. Zwyciężali na przełomie sierpnia i września, gdy mieli prawo narzekać na najcięższe i najbardziej wymagające treningi, a przegrywali tydzień przed pierwszym ligowym meczem, kiedy mieli prężyć muskuły i pokazać swoją siłę. Jeśli jednak w sobotę na inaugurację sezonu pokonają w Krośnie MOSiR, wyniki sparingów nie będą mieć żadnego znaczenia. Początek spotkania o 18.

Więcej o: