Sport.pl

Nie trybią podania do Trybańskiego, Znicz ułożony bardziej [OBSERWACJE Z LEGIA - ZNICZ]

W przedsezonowym sparingu pierwszoligowców Legia pokonała w Pomiechówku Znicz 103:98 po dogrywce. Obserwacjami z tego spotkania dzieli się Łukasz Cegliński ze Sport.pl.


Uciekanie, odrabianie

To był bardzo ciekawy, fajny i dobry dla obu drużyn sparing. Trenerzy Piotr Bakun i Michał Spychała znaleźli, mam wrażenie, równowagę między przeglądem kadr, testowaniem ustawień i sposobów gry, a walką o wynik. Mecz był wyrównany, i Legia, i Znicz miały dobre momenty. Legioniści prowadzili 4:0, potem pruszkowianie 9:4. Legia wygrywała 22:17, Znicz doprowadził do 25:22. W trzeciej kwarcie było 36:34 dla drużyny Bakuna, na co rywale odpowiedzieli zrywem 8:0 i było 42:34 dla nich.

Po trójce Filipa Puta Znicz wygrywał już nawet 66:53 w 27. minucie, ale legioniści nie dali za wygraną i doprowadzili do zaciętej końcówki. Pół minuty przed końcem prowadzili 90:86, ale najpierw Andrzej Paszkiewicz niepotrzebnie sfaulował przy próbie rzutu z dystansu Marcina Kowalewskiego, a po celnych wolnych Arkadiusza Kobusa trójkę po zaplanowanej akcji trafił Paweł Hybiak. Były emocje, były efektowne akcje, byli bohaterowie - choć już nie w dogrywce, którą obie drużyny grały rezerwami i legioniści mieli już wyraźną przewagę.

"Czarny Endrju" zarządził

W gąszczu zmian w czwartej kwarcie Bakun natrafił na ustawienie, które odrobiło straty. A główne role pełnili w nim ci, którzy wprowadzali ostatnio drużynę do pierwszej ligi - Kobus, Paszkiewicz i Rafał Holnicki-Szulc. Cała trójka walczyła, wyprowadzała kontry, trafiała z dystansu, to przede wszystkim dzięki nim Legia doprowadziła do wyrównania, mogła wygrać w podstawowym czasie gry. Zaskakiwał szczególnie Paszkiewicz.

35-letni rzucający wszedł na boisko jako jeden z ostatnich w Legii, m.in. dlatego, że urazu kolana doznał Michał Kwiatkowski (dobry początek, m.in. dwie trójki, potem słabiej). "Czarny Endrju" był aktywny w obronie, dzięki sprytowi zaliczył kilka przechwytów, rozgrywał dynamicznie, trafił trójkę na 90:86. A potem, gdy rozmawiałem z Cezarym Trybańskim, krzyczał do mnie: "Rafał Holnicki-Szulc rzuca za trzy! Trafił dziś dwa razy!" Fakt, "RHS6" w sparingach jest zadziwiająco skuteczny z dystansu. Trafia czysto, ale czasem także w "swoim" stylu - kiedy piłka odbija się od obręczy wysoko, spada na znów na obręcz, skacze po niej z zawahaniem, w końcu wpada do siatki.

Podania nie trybią

Właśnie, Trybański. Jak gra w sparingach Legii 35-letni środkowy? W trzech wygranych spotkaniach (69:58 z Rosą II, 81:77 z SKK Siedlce, 103:98 ze Zniczem) rzucił w sumie 23 punkty, ale jego wkładu w grę Legii nie sposób mierzyć tylko średnią 7,6 na mecz. Ze Zniczem doświadczony środkowy grał krótko (po około osiem minut w pierwszej i trzeciej kwarcie) i choć ani przez moment nie dominował, to różnicę na korzyść legionistów robił.

Trybańskiemu zdarzało się zbierać piłkę mimo zastawienia rywali, zaliczył kilka oczywistych bloków, gdy pruszkowianie wchodzili pod jego pachy, zabierał przestrzeń do gry. Rozgrywający Znicza Paweł Hybiak po jednej z zasłon wbiegł w pole trzech sekund i chciał odegrać do Adama Linowskiego pod kosz, ale Trybański na tyle to uniemożliwił, że piłka lobem wróciła na obwód. Podania lobem nie wychodzą za to jeszcze kolegom Trybańskiego - mimo dość częstych prób, dogrania do wielkiego środkowego są niedokładne, czasem bardzo. Te, które trafią w ręce Trybańskiego, zwykle zamieniane są na punkty, choć raz, przy udanym podwojeniu, środkowy Legii odgrywał na obwód w miejsce, w którym nikogo nie było.

"Ojcowski" zwód Linowskiego

Podkoszowi Znicza - Linowski, Put, Kowalewski i Łukasz Jaśkiewicz - mimo wyraźnie niższego wzrostu niż Trybański, a także Damian Cechniak, nie dali się zdominować. Grali mądrze, Trybańskiego momentami aktywnie bronili od piłki oraz z pomocą z tyłu, zastawiali go. A w ataku grali odważnie - nawet jeśli otrzymali kilka bloków (m.in. Linowski czy Kamil Czosnowski), to się nie zrażali i wykonali dzięki temu kilka ładnych akcji.

Najładniejszą - Linowski. Mierzący 200 cm skrzydłowy w trzeciej kwarcie dostał piłkę w polu trzech sekund i zagrał tyłem z Trybańskim. Dwoma zwodami wyprowadził go w pole i spokojnie zdobył punkty rzutem o tablicę. Linowski pokazał w tej akcji dużą klasę, a potem mówił o "ojcowskim doświadczeniu". Fakt, kilka dni temu urodziła mu się córka.

Znicz bardziej ułożony

Patrząc na Legię i Znicza, można zauważyć różnice sposobów, w jaki zbudowano oba zespoły. Znicz Spychały wydaje się na tym etapie przygotowań lepiej poukładanym zespołem - jest w nim wyraźny podział na doświadczonych (Linowski, Kowalewski, Hybiak, Damian Janiak, Adam Kaczmarzyk) i graczy wyróżniających się przede wszystkim energią (Put, Damian Tokarski, Roman Janik, Łukasz Jaśkiewicz, Kamil Czosnowski). Wygląda na to, że role są podzielone i zaakceptowane. Pierwsza piątka, choć wciąż jest płynna, będzie wyraźnie mocniejsza niż rezerwy.

W Legii ułożonego składu z jasnym podziałem na role jeszcze nie widać. Na niektórych pozycjach (rzucający, niski skrzydłowy, środkowy) jest tłok i widać, że Bakunowi wcale nie musi być łatwo rozdzielić minuty tak, by wszyscy byli zadowoleni i nie cierpiała na tym drużyna. Z drugiej strony Legia może mieć pewniejszą ławkę od Znicza - na pewno miała ją w sparingu, bo w końcówce i w dogrywce to właśnie opisywani już rezerwowi byli wyróżniającymi się postaciami.

Jaka rola dla Bierwagena?

Czy wyróżniającą się postacią będzie w Legii Mateusz Bierwagen? Siódmy strzelec pierwszej ligi z minionego sezonu jest jedynym graczem drużyny spoza Warszawy, który wcześniej nie miał związków z Legią. W klubie zapewniają, że Bierwagen ciężko pracuje, chce wygrywać i wpasował się w dobrą atmosferę w drużynie. I tak zapewne jest, tylko że momentami widać, że rola przewidziana dla Bierwagena przez Bakuna (raczej jeden z wielu niż jedyny lider) może go ograniczać.

Bierwagen to strzelec, który lubi dostawać podania i rzucać lub grać jeden na jednego. Jego akcje przynoszą punkty. Ale tak lubią grać także Michał Aleksandrowicz, Kobus, a bardzo skuteczny na początku przygotowań jest Grzegorz Malewski. W meczu ze Zniczem można było zauważyć, że Bierwagenowi nie podobało się to, że piłkę dostaje zbyt rzadko, że nie jest opcją pierwszego wyboru. Z kolei Aleksandrowiczowi nie podobał się w sobotę u kolegi ten brak aprobaty. A gdy obaj panowie w emocjach zaczęli sobie na boisku wyjaśniać założenia i role w ataku, rozpoczęła się akcja rywali i niepilnowany Janiak trafił trójkę. Bakun musi nad tym zapanować.

Jaśkiewicz zaskakujący

Trójki, cztery, dla Znicza trafił Adam Kaczmarzyk, który może się okazać poważnym wzmocnieniem zespołu Spychały. Nie jest tak żywy jak Hybiak, nie jest tak doświadczony jak Kowalewski, ale jest cierpliwym strzelcem, który czeka na swoje szanse i nieźle mija. W sparingu z Legią Kaczmarzyk zdobył 18 punktów, miał 4/8 z dystansu. 26-letni skrzydłowy mierzy 198 cm wzrostu, jak na swoją pozycję jest wysoki i pomaga w zbiórkach.

Ale największym zaskoczeniem w sobotę był w Zniczu Łukasz Jaśkiewicz. 22-letni podkoszowy z rezerw Trefla w czwartek słabo wypadł w sparingu z Księżakiem Łowicz, a z Legią rzucił 13 punktów. Nieprzypadkowych. Jaśkiewicz zagrał bardzo dobrze, z wyczuciem, punkty zdobywał i po wejściach z obwodu, i po grze tyłem do kosza. Trafił też za trzy punkty. Trudno spodziewać się, że będzie grał tak zawsze, ale jak będą się wymieniać na takim poziomie z Putem, to Spychała będzie zadowolony.

Malewski a Kowalewski

Legia będzie zadowolona, jeśli świetną skuteczność ze sparingów utrzyma Malewski, który z Rosą II rzucił 14 punktów, z SKK - 18, a ze Zniczem - 13. Zaskakiwał szczególnie celnością rzutów z dystansu, z zerowego kąta, także za trzy punkty. Malewski, mimo wielu przerw w ostatnich dwóch sezonach, fizycznie prezentuje się dobrze i może być ważnym zawodnikiem Legii. Oczywiście, jeśli będzie trafiał. Gra tyłem do kosza, kozłowanie to nie jest jego najmocniejsza strona.

Dlatego na pozycji skrzydłowego lepszy w przekroju całego sezonu powinien okazać się Kowalewski ze Znicza. On też lubi rzucać, zasięg ma podobny, trójki mu wpadają. Ale do tego 28-letni skrzydłowy dużo pewniej gra pod koszem - walczy o zbiórki, wykonuje manewry tyłem do obręczy.

"Człowiek-Ruch"

Kto wymyśli ksywę dla Damiana Tokarskiego? Spychała na 26-letniego rzucającego, króla strzelców grupy C drugiej ligi z ostatniego sezonu mówi po prostu "Tokarz". Ale to za mało. "Struś Pędziwiatr"? "Człowiek-Ruch"? "Red Bull"? Nie mam pomysłu, ale ten gość ma w sobie tyle energii, że jakoś wyróżnić go trzeba. Nawet jak łypie okiem w kierunku ławki, to robi to z pasją. I dobrze się to ogląda.

- To gość, który nie cierpi przegrywać. Chce być wszędzie i śmiejemy się, że jak wejdzie pod kosz i oberwie w oba policzki z łokcia, to jeszcze nadstawi trzeci. Lubi walczyć, jest bezczelny, zdecydowany. I bardzo dobrze, to nam jest potrzebne - mówi o Tokarskim Spychała. A jego zawodnik umie grać z piłką, wchodzić i trafiać spod kosza, a także za trzy punkty, wymuszać faule. I cieszy się, po prostu lubi grać w koszykówkę. Fajnie.

Kto nie chciał dogrywki?

Gdy Hybiak trafił za trzy punkty na sześć sekund przed końcem, Bakun poprosił o czas. Z zaplanowanej akcji nic nie wyszło, dogrywka. Dogrywka? Zawodnicy i trenerzy nagle spojrzeli na balkon, z takim pytającym wyczekiwaniem. Potem zaczęli rozmawiać między sobą, a z ławek zawodnicy krzyczeli: "W koszykówce nie ma remisów, gramy dogrywkę, nie ma opcji!" Ostatecznie obie drużyny dodatkowe pięć minut rozegrały i bardzo dobrze.

Skąd konsternacja? Stojący na balkonie wiceprezes Znicza Mirosław Krysztofik był przeciwny rozgrywaniu dogrywki, bo wiedział, że kierowca wynajętego autokaru miał kolejne zlecenie. I nie wiem czy ostatecznie zdołał je przełożyć, czy uznał, że zdąży, czy mecz mu się po prostu podobał - grunt, że pruszkowianie spotkanie skończyli tak, jak powinni. Następny mecz Legia - Znicz możliwy jest na Mazovia Cup, ligowe starcie 2 października.

Więcej o: