Legia - Widzew, polskie El Clásico, które pamiętają wszyscy

Widzew - Legia 0:1. Fot. Marcin Wojciechowski / Agencja Gazeta

Widzew - Legia 0:1. Fot. Marcin Wojciechowski / Agencja Gazeta (Fot. Marcin Wojciechowski / Agencja Gazeta)

W Polsce mało jest meczów ligowych, które mimo upływu lat piłkarze i kibice odtwarzają precyzyjnie co do minuty. - Trudno wymazać z pamięci 180 sekund, które zniweczyło naszą całoroczną pracę - mówią jedni. - Trudno nie pamiętać najpiękniejszych chwil mojej młodości - dodają drudzy. W piątek mecz Legia - Widzew. Niegdyś polskie El Clásico, teraz już tylko zwykłe spotkanie ze wspomnieniami w tle.
18 czerwca 1997 roku. Na Łazienkowską przyjeżdża Widzew Franciszka Smudy. Sunący od wygranej do wygranej, mający za sobą sezon w Lidze Mistrzów, broniący mistrzostwa Polski. Legia i jej wysoka pozycja w tabeli oraz to, że dorównuje wypełnionemu po brzegi kadrowiczami Widzewowi, była niespodzianką. Ale to nie miało znaczenia, w meczach tych drużyn górą zawsze były emocje, adrenalina rozsadzała szatnie obu drużyn. Zwłaszcza legijnej, która rok wcześniej przeżyła boleśnie wydarcie przez Widzew tytułu na Łazienkowskiej (od 0:1 do 2:1).

Po 32. kolejce sezonu 1996/1997, na dwie serie przed finiszem sezonu czołówka tabeli wyglądała tak:



1. Widzew327566-18
2. Legia327461-23
3. GKS Katowice325346-35
4. Odra Wodzisław325248-40
Nie było więc wątpliwości, że o mistrzostwie rozstrzygnie mecz w Warszawie.

Opisywać atmosferę tego meczu przed pierwszym gwizdkiem nie ma sensu - ci, którzy zetknęli się z legijno-widzewskimi bojami wiedzą, że to wojna, która rodzi wielkie piłkarskie spektakle.

Już pierwsza połowa była pasjonująca. Oba zespoły mogły strzelić po kilka bramek. Skuteczniejsza była Legia. W 10. min po rzucie rożnym Tomasza Sokołowskiego Cezary Kucharski wyskoczył ponad Daniela Bogusza i zdobył głową gola. Na trybunach zapłonęły pochodnie, poleciały na boisko petardy.

Jeszcze kilka minut Legia miała inicjatywę, ale potem atakował Widzew. W 19. minucie Sławomir Majak wyprzedził Igora Kozioła, zacentrował, ale piłka odbiła się od obrońcy Legii, słupka i wyszła na rzut rożny.

W 23. min błędu obrony Legii nie wykorzystał Rafał Siadaczka. Strzelił niecelnie. Mecz stawał się coraz bardziej porywający. Goście napierali, Legia kontratakowała. W 25. min Marcin Mięciel mógł być sam na sam z Maciejem Szczęsnym, ale Tomasz Łapiński z łatwością go dogonił. Piłka trafiła jednak do Sokołowskiego, który strzelił. Piłkę zatrzymał Jacek Bednarz pięć metrów od bramki, nie wykorzystał szansy.

Chwilę później fatalnie strzelił Radosław Michalski po bardzo ładnym rajdzie. Po kontrze Legii Kucharski wychodził sam przed Szczęsnego, ale szybszy był bramkarz. Napastnik Legii nadepnął na nogę Szczęsnemu.

Legia zaczęła się gubić w obronie. W 45. minucie Jacek Dembiński wbiegł w pole karne i przewrócił się atakowany przez Pawła Skrzypka. Sędzia kazał grać dalej.

Po przerwie Widzew nie rezygnował. W 47. min Mirosław Szymkowiak nie wykorzystał sytuacji sam na sam. Piłka przeleciała nad poprzeczką. Kilkadziesiąt sekund później Kucharski zamiast podać do Mięciela (mieli przed sobą jednego obrońcę), próbował dryblingu i stracił piłkę.

Kolejne akcje Widzewa nie dawały rezultatu. W 57. min grający najlepszy mecz w Legii Sylwester Czereszewski fantastycznie ograł obronę Widzewa i pokonał Szczęsnego strzałem z lewej nogi. Kupiony zimą ze Stomilu Olsztyn gracz z radości zerwał z siebie koszulkę.

Widzew wciąż przeważał, ale obrona Legii trzymała się. Gospodarze nie rezygnowali z kontr. Po podaniu Mięciela Kucharski trafił piłką w słupek.

W 78. min Tomasz Łapiński pokazał klasę podając do Majaka. Ten przegrał jednak sytuację sam na sam z Szamotulskim. Kilkadziesiąt sekund później Mięciel biegł nie atakowany przez pół boiska, by tuż przed Szczęsnym przewrócić się. Chyba nie myślał już o trzeciej bramce, tylko o zyskaniu na czasie. To się zemściło.

Potem była przerwa w grze, bo kontuzji doznał Andrzej Czyżniewski. Sędzia wrócił na boisko. W 84. min Kucharskiego zastąpił Jacek Kacprzak. Po rozegraniu z rzutu rożnego Szymkowiak uderzył nad poprzeczką. W rewanżu Legii Sokołowski podał do Czykiera, który był sam przed Szczęsnym, ale strzelił nad bramką.

W 87. min Majak znalazł się sam przed Szamotulskim i było 2:1. Legia pogubiła się zupełnie, w 90. min Dariusz Gęsior wyrównał wspaniałym strzałem głową. Chwilę później sędzia nie uznał gola Legii ze spalonego. Po kontrze Gęsiora trzecią bramkę strzelił Andrzej Michalczuk.

Tak mecz ten opisywała Gazeta Wyborcza. Wielki hit ligowy odnotowała nawet na pierwszej stronie. "To, co stało się na Łazienkowskiej, graniczyło z cudem, ale dla Legii był to prawdziwy koszmar. Grając dobrze przez 87 minut gospodarze prowadzili 2:0, a kibice na trybunach świętowali już tytuł mistrza Polski. Płonęły pochodnie, były śpiewy. W sektorze łódzkich fanów panowała rezygnacja. Ale ich piłkarze grali do końca zdobywając gola za golem. Już po wyrównującej bramce nastroje się zmieniły, w rezultacie to Widzew wygrał 3:2 i świętował mistrzostwo".

- To był doskonały, dramatyczny mecz. Widzew gra przez 90 minut, obojętnie, czy przegrywa. Tak każę zawodnikom. I pod koniec nie muszę na nich krzyczeć. Mają grać jeden na jeden. Co będę robił dalej? Wypiję kilka piw i się zastanowię - mówił wówczas Franciszek Smuda.

- Widzew jest znany z tego, że gra do końca, ale taki zespół jak Legia nie powinien sobie pozwolić na strzelenie trzech goli w ostatnich minutach meczu. Nikt w szatni nie może w to uwierzyć. Panuje cisza. Jesteśmy załamani - opisywał Tomasz Sokołowski.

Dariusz Dziekanowski, który był gościem na trybunach, mówił dziennikarzom: - Nikt nie przewidziałby takiego scenariusza. Ten mecz będzie wspominany przez kilka lat. W ostatnich minutach Legia powinna stanąć w polu karnym i wykopywać piłkę.

Cezary Kucharski był w tym meczu najlepszym piłkarzem Legii. Do końca nie dotrwał, bo łapały go skurcze i poprosił o zmianę: - Schodziłem z przekonaniem, że jestem w niebie, a po meczu znalazłem się w piekle. Ale kto się spodziewał takiego obrotu sytuacji. Jesteśmy źle przygotowani do sezonu. Żal straconej szansy. Świat się jednak nie kończy - mówił 14 lat temu. Dziś opowiada Sport.pl, że wrócił po meczu do domu, siedział z żoną i zastanawiał się, jak to możliwe. - Widziałem później fragmenty tego meczu, ale nigdy nie zdecydowałem się obejrzeć go w całości. Może kiedyś... Ale jakoś trudno mi się z tym zmierzyć. Trudno mi też wymazać z pamięci 180 sekund, które zniweczyło naszą całoroczną pracę.

Kucharski mówi, że jego koledzy też nie mieli ochoty spotkać się na piwie i rozmawiać o meczu. Łódź za to nie spała do rana. Na stadion Widzewa przyszło o północy około sześciu tysięcy kibiców. Maciej Szczęsny, który przed sezonem zostawił Legię dla Widzewa, długo nie mógł się nadziwić, po co kibicom jego prywatne buty. Już po powrocie do Łodzi drogę z autokaru do klubowego budynku pokonał - niczym rockowa gwiazda - na rękach fanów. Rozwiązywał przy tym swoje brązowe trzewiki i rzucał w tłum z wyciągniętymi rękami. Fetę około czwartej nad ranem kończyła policja i straż pożarna ściągając z masztu oświetleniowego kibica Widzewa, niejakiego "Rybę", który z radości wdrapał się na sam szczyt i nie potrafił z niego zejść.

Dariusz Gęsior, jeden z bohaterów warszawskiego klasyku, wspomina dziś dla Sport.pl: - Byliśmy wspaniałą paczką, armią, która szła na wojnę. Takich chwil się nie zapomina, choć muszę przyznać, że to, co naprawdę wydarzyło się wtedy na Łazienkowskiej, zobaczyłem dopiero w telewizji. Odświeżyłem sobie to spotkanie jakieś trzy lata temu, z przyjemnością obejrzałem też produkcję Canal+ "Łazienkowska 2/3". Przyznam, że z perspektywy boiska widać było coś innego (śmiech). Kurczę, gdyby Mięciel strzelił wtedy na 3:0, dziś nie chciałby pan ze mną rozmawiać. Nie byłoby o czym. A wie pan, że kiedy strzeliliśmy na 1:2, to nawet nie wiedzieliśmy, ile minut zostało do końca. Graliśmy dalej, po prostu, jak zwykle, o kolejnego gola.

W piątek kolejny mecz Legia - Widzew. Jak przyznają bohaterowie horroru z 1997 roku, ten klasyk jest teraz tyle wart, co każde inne ligowe spotkanie. - To tak, jakby Polonia Bytom zmierzyła się z Zagłębiem Lubin. Szkoda... - kończy jeden z byłych widzewiaków.

Kontuzje w Widzewie »


Skomentuj:
Legia - Widzew, polskie El Clásico, które pamiętają wszyscy
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

LOTTO Ekstraklasa 2018/19

lp. Drużyna M Pkt Br. Zw. R Por.
1 Lechia Gdańsk 15 31 25-15 9 4 2
2 Jagiellonia Białystok 15 28 26-18 8 4 3
3 Legia Warszawa 15 26 25-18 7 5 3
4 Wisła Kraków 15 25 28-19 7 4 4
5 Piast Gliwice 15 25 21-18 7 4 4
6 Korona Kielce 15 25 18-15 7 4 4
7 Pogoń Szczecin 15 22 22-18 6 4 5
8 Lech Poznań 15 21 21-21 6 3 6
9 Arka Gdynia 15 20 21-17 5 5 5
10 Wisła Płock 15 18 23-24 4 6 5
11 Zagłębie Lubin 15 17 22-26 5 2 8
12 Śląsk Wrocław 15 16 24-22 4 4 7
13 Cracovia Kraków 15 14 11-18 3 5 7
14 Górnik Zabrze 15 13 15-25 2 7 6
15 Miedź Legnica 15 13 16-32 3 4 8
16 Zagłębie Sosnowiec 15 11 21-33 2 5 8

  • Grupa mistrzowska
  • Grupa spadkowa