Sport.pl

Kosecki znów gra w Chicago

Legia w pierwszym meczu podczas turnieju Sisters Cities International Cup w Chicago przegrała z Crveną Zvezdą Belgrad 0:1. Nie zmniejszyło to zainteresowania najpopularniejszym piłkarzem Legii w USA Kubą Koseckim.
Wideo, bramki i skróty z ekstraklasy w serwisie Ekstraklasa.tv »

Kosecki zna Chicago osobiście. Spędził w nim kilkanaście miesięcy w latach 1998-99, gdy grał tam jego ojciec Roman. Tata strzelił dla Fire 12 goli, w tym zwycięskiego w debiucie, miał 19 asyst. W dużym artykule na oficjalnej stronie Chicago Fire poświęconym obu Koseckim autor nazywa Romana "jednym z najlepiej zapamiętanych piłkarzy z drużyny, która w 1998 r. zdobyła dublet".

- Jestem z niego bardzo dumny. Ludzie, którzy dopingowali mnie, gdy grałem w Chicago, teraz dopingują też jego. Kto wie, może Kuba też kiedyś zagra w Fire? Często mu powtarzam, że jeśli kiedyś będzie grał w USA, to powinien w Chicago - powiedział Roman Kosecki w rozmowie z Chicago-fire.com.

Kuba Kosecki kilka dni temu otrzymał nagrodę dla najlepszego piłkarza Młodej Ekstraklasy. Razem z Maciejem Górskim jest najlepszym strzelcem Młodej Legii. W tym sezonie w pierwszej drużynie zagrał trzy razy - dwa razy w lidze i raz w Pucharze Polski. Do Chicago poleciał razem z kilkoma kolegami z Młodej Legii, by uzupełnić skład zespołu. Niektórzy piłkarze pierwszej drużyny nie grają w turnieju, bo są kontuzjowani (Choto, Astiz) lub już szukają już sobie innych klubów (Mięciel, Smoliński).

Kosecki przeciw Crvenej Zvezdzie zadebiutował w pierwszym składzie Legii i gdy był przy piłce, trybuny ożywały. Ale niczym specjalnym się nie wyróżnił - raz groźnie strzelał z dystansu i w przerwie został zmieniony. - Przeważaliśmy do momentu straty bramki. Mieliśmy sytuacje, powinniśmy przynajmniej wyrównać - powiedział po meczu portalowi Legia.net.

Legia, choć stwarzała sytuacje, to była bardzo nieskuteczna. Strzały z dystansu mijały słupki serbskiej bramki lub były zbyt słabe, by zaskoczyć bramkarza. Maciej Iwański często zagrywał prostopadle do napastników. W 61. min wyłożył piłkę Tomaszowi Jarzębowskiemu, któremu nie pozostało nic poza wbiegnięciem w pole karne i strzeleniem gola. Ale nie opanował piłki. Chwilę wcześniej Bartłomiej Grzelak przewrotką uderzył obok słupka.

Najlepszy w Legii jak zwykle w tym sezonie był bramkarz. Tym razem jednak nie Jan Mucha, który już trenuje z reprezentacją Słowacji przed wyjazdem na mundial, ale Konstiantyn Machnowski. Ukrainiec w Legii od dwóch lat jest rezerwowym i przez ten czas wystąpił tylko w trzech meczach Pucharu Ekstraklasy. W zakończonym niedawno sezonie zagrał dziewięć meczów w Młodej Ekstraklasie. W środowy wieczór w Chicago udowodnił, że trener bramkarzy Legii Krzysztof Dowhań ma nosa do młodych graczy na tej pozycji. Machnowski kilka razy obronił w sytuacji sam na sam, nie bał się rzucać pod nogi napastników, umiejętnie wychodził daleko za pole karne, gdy legionistom nie udawały się pułapki ofsajdowe.

Jedyny błąd Machnowski popełnił w 82. min, gdy w niegroźnej sytuacji zapaśniczym chwytem powalił Branimira Subosicia. Nemanja Nikolić zmarnował jednak rzut karny, trafiając w poprzeczkę. Przy jedynym golu tego meczu zawinili obrońcy, którzy pozwolili w 73. min Milosowi Trifunoviciowi wykorzystać dośrodkowanie z lewego skrzydła.

Na trybunach Toyota Park, mimo że po rozgrywanym wcześniej meczu Chicago Fire - PSG (0:1) część kibiców wróciła do domów, zostało po kilka tysięcy fanów obu zespołów. Obejrzeli nerwową końcówkę i dwie czerwone kartki. W 90. min w efekcie przepychanek pod polem karnym Crvenej Zvezdy sędzia wyrzucił z boiska Pancze Kumbewa i bramkarza rywali Bobana Bajkovicia.

W meczu o trzecie miejsce w nocy z soboty na niedzielę Legia zagra z gospodarzami. Trener Białas zapowiada, że wpuści na boisko młodych piłkarzy, których zabrał do USA. Okazję do występu będą więc mieli Michał Żyro, Adam Banasiak, a może też bramkarz Jakub Szumski. Będzie to rewanż za porażkę sprzed 11 lat, gdy Legia przegrała w Chicago z Fire 2:3. Przeciw legionistom zagra najprawdopodobniej wypożyczony z Jagiellonii Białystok obrońca Krzysztof Król, który zaliczył 90. minut przeciwko PSG.

Legia Warszawa - Crvena Zvezda Belgrad 0:1 (0:0): Trifunović (73.)

Legia: Machnowski - Rzeźniczak, Kumbew Ż CZ, Wawrzyniak, Kiełbowicz - Kosecki (46. Radović Ż), Giza, Jarzebowski (80. Dong), Iwański, Rybus (80. Szałachowski) - Grzelak Ż

Crvena Zvezda: Bajković CZ - Mikić, Vilotić (72. Savić), Dordević Ż, Reljić Ż - Jeremić (78. Mugosa), Savio, Nikolić, Trifunović - Perović (80. Lazović), Subosić (90. Stamenković)

Ivica Vrdoljak » już nie taki drogi


Więcej o: