Legia Warszawa. Mały wielki piłkarz - kim jest Sebastian Szymański?

Sebastian Szymański

Sebastian Szymański (KUBA ATYS)

- Pochwały do mnie płyną, to miłe. Ale spokojnie. Jeszcze nic wielkiego nie zrobiłem - mówi Sebastian Szymański, 17-letni pomocnik Legii Warszawa, który przez wielu typowany jest do tytułu odkrycia rundy.
Szymański dla kibiców ekstraklasy może być jeszcze postacią anonimową, ale wszyscy ci, którzy na co dzień śledzą Legię, coś już o nim wiedzieć powinni. To znaczy wiedzieć muszą. Tym bardziej teraz - po obozach pierwszej drużyny w Hiszpanii, gdzie 17-latek zaprezentował się z bardzo dobrej strony, był chwalony na każdym kroku.

- Szymański? Im mniej się będzie pisać, dobrze o nim mówić, tym lepiej dla niego - ucina Jacek Magiera. Ale od razu zaznacza, że traktuje młodego pomocnika, jak pełnoprawnego członka swojego zespołu. - Ma takie same szanse na grę jak inni. Drzwi do składu są otwarte. Wszystko zależy od niego.

Pokora i ciężka praca

Szymański jest świadomy swojej szansy. Świadomy, ale spokojny. Sam studzi swój entuzjazm. A słowo, które najczęściej powtarza, to praca. Ciężka praca, do której Szymańskiego akurat chyba przekonywać nie trzeba. Sam na każdym kroku podkreśla jej wartość, dużo o niej mówi, ale mówią też inni - wszyscy w Legii, którzy mieli z nim styczność.

- To jeden z najbardziej sumiennych chłopaków, z którymi przyszło mi pracować - mówi Goncalo Feio, pierwszy trener Szymańskiego w Legii. - W ogóle się nie dziwię, że jest już w pierwszym zespole. Od zawsze był niesamowicie ambitny, a przy tym miał w sobie mnóstwo pokory.

Feio obecnie jest asystentem pierwszego trenera Wisły Kraków. Wcześniej przez wiele lat pracował na Łazienkowskiej - m.in. jako trener akademii, gdzie szkolił Szymańskiego.

- Zaczynał w mojej drużynie z rocznika '99. Początki miał takie jak większość młodych chłopaków, którzy trafiają do Warszawy z innego miasta. Czyli był trochę zagubiony, wycofany, nieśmiały. Na szczęście szybko mu przeszło. To znaczy inaczej: szybko zaczął bronić się na boisku, co sprawiło, że niemal natychmiast został zaakceptowany przez zespół - mówi Feio. A za przykład wzorowego podejścia Szymańskiego do pracy podaje sytuację z jednego ze sparingów. - To było jakoś na samym początku mojej pracy z nim. Celowo zdjąłem go z boiska jakoś około 60. minuty i zapytałem zaczepnie: "czy ty w ogóle chce tutaj grać". Odpowiedział: "tak, tak, tak, tak, tak". Już sama ta sytuacja pokazała mi, że mam do czynienia z przypadkiem wyjątkowym. Z kimś bardzo zdeterminowanym. Z kimś, kogo samoświadomość i nastawienie na rozwój są ogromne. Rzadko spotkane, tym bardziej w tak młodym wieku.

Lepszy od Borysiuka

Szymański trafił do Legii cztery lata temu z TOP 54 Biała Podlaska. Podążył tą samą drogą, co kilka lat wcześniej Ariel Borysiuk. Ale w zasadzie na tym porównania się kończą. Co prawda obaj grają w środku pola, ale to Szymański jest bardziej wszechstronny. Dla wielu jest po prostu zdecydowanie bardziej utalentowany.

- Dla mnie to piłkarz na pozycję numer "siedem", "osiem, albo "dziesięć" - mówi Magiera. - A dla mnie, to pozycja: dobry piłkarz. Jakbym jednak miał go, gdzieś ustawiać, to chyba bardziej na "szóstce". Przynajmniej u mnie, w zeszłym roku, tam wyglądał najlepiej - dodaje Krzysztof Dębek, trener trzecioligowych rezerw Legii, które jesienią z bardzo dobrej strony - razem z Szymańskim - zaprezentowały się w młodzieżowej Lidze Mistrzów.

- Sebka od zawsze cechowała duża intensywność. Był szybki, dynamiczny, radził sobie zarówno w ofensywie, jak i w defensywie. Zawsze braki fizyczne nadrabiał zaciętością. Dzięki niej w każdym meczu zaliczał mnóstwo odbiorów - wspomina Feio.

No właśnie, braki. Szymańskiemu najczęściej wypomina się jego wagę. A w zasadzie niedowagę, bo przy 174 cm wzrostu waży on ledwie 58 kg. - Nie ładuję w siebie nie wiadomo ile jedzenia, nie nabieram sztucznie masy, bo wiem, że ona przyjdzie z czasem. Na razie nadrabiam innymi aspektami. I zupełnie nie przejmuję się tym, ile ważę - mówi młody zawodnik.

Tych innych aspektów u Szymańskiego dopatrzeć się można sporo. - Przegląd pola, dobra lewa noga, agresywność, skuteczność w odbiorze, gra jeden na jednego - wymienia zalety piłkarza Dębek. I od razu tłumaczy: - To, co u niego jest najlepsze, to właśnie ta wszechstronność. Zrównoważenie między ofensywną, a defensywną, które sprawia, że ja go widzę właśnie na pozycji numer sześć. Tam te walory może wykorzystać najlepiej. Może regulować tempo gry, rozgrywać i dokładać do tego tę swoją nieustępliwość, zadziorność, serducho do walki, które miał zawsze.

Będzie odkryciem rundy?

Zachwytów nad Szymańskim wciąż przybywa. Otwarcie chwalą go już nawet koledzy z drużyny. Miroslav Radović przyznał ostatnio w jednym z wywiadów, że to właśnie Szymański zrobił na nim największe wrażenie podczas zimowych przygotowań. - Zaimponował mi. Widać, że w domu wpojono mu takie wartości, jakie powinno się wpajać. Świetny charakter, podejście do zawodu. To go wyróżnia na tle innych młodych chłopaków - zachwalał go Radović w rozmowie z Legia.Net.

Ale pochwały to jedno, a rzeczywistość - drugie. W ostatnich latach wielu młodych chłopaków zabieranych było przez trenerów Legii na obozy. Szczególnie zimą - kiedy przerwa między rundami jest długa - latali oni z pierwszym zespołem i próbowali udowodnić swoją przydatność. Problem w tym, że zazwyczaj nie udowadniali - nie przebijali się do składu.

Rekordzistą jest chyba Kamil Kurowski (obecnie Olimpia Grudziądz), który z warszawską drużyną był na czterech zgrupowaniach, ale nie doczekał się ligowego debiutu w Legii. Zresztą takich przypadków jest więcej. Od początku 2013 r. naliczyliśmy ich 29.

Zdecydowanie łatwiej wymienić tych, którzy debiutu się doczekali: Rafał Makowski, Paktryk Mikita, Mateusz Cichocki, Robert Bartczak, Bartłomiej Kalinkowski, Mateusz Wieteska, Krystian Bielik, Adam Ryczkowski, Norbert Misiak, Rafał Makowski. A najłatwiej wskazać tego, który zagrał w Legii więcej, niż 10 meczów w ekstraklasie: Mikita - 11.

Szymański debiut ma już za sobą. Powyższe przykłady pokazują jednak, że to jeszcze nic nie znaczy. Tym bardziej w przypadku Szymańskiego, który po raz pierwszy dostał szansę w sierpniu - przeciwko Arce Gdynia - kiedy dał całkiem niezłą zmianę (w 75. minucie zmienił Jarosława Niezgodę), ale Legia rozgrywała fatalne spotkanie, przegrała u siebie z beniaminkiem 1:3.

Jakby tego było mało, po spotkaniu Szymański jako pierwszy został wypchnięty z szatni do mix-zony, gdzie musiał tłumaczyć się z beznadziejnej postawy zespołu. - To był dla mnie trudny moment. Ale takie momenty się zdarzają. I zdarzać będą. Było, minęło. Nie ma do czego wracać - mówi teraz.

Ojciec chrzestny Vuković

Legia jest świadoma, jak utalentowany piłkarz przebija się właśnie do pierwszego zespołu. W listopadzie podpisała z Szymańskim nowy kontrakt (do 2019 r.), wynajęła mu też mieszkanie, w którym mieszka z siostrą.

- Jest pod specjalną opieką. Podobną do tej, którą przez krótki czas otoczony był Krystian Bielik [w styczniu 2015 r. po półrocznej grze w dorosłej Legii sprzedany został za 2 mln euro do Arsenalu]. Ma tylko trenować, grać i się rozwijać. Poza tym o nic więcej martwić się nie musi. Nad wszystkim dodatkowo czuwa Aleksandar Vuković [asystent Magiery]. To jego taki ojciec chrzestny. Pilnuje, by nic głupiego nie strzeliło mu do głowy. A nawet nie tyle jemu, co jego starszym kolegom. By żaden z nich nie próbował sprowadzić go na zła drogę - mówi Dominik Ebebenge, kierownik ds. rozwoju sportowego w Legii.

Rozwój Szymańskiego na razie przebiega wzorowo. I bardzo szybko, bo w ciągu dwóch lat przeskoczył on cztery szczeble swojej kariery - awansował z juniorów młodszych do starszych, potem do rezerw, z których latem przeniesiony został do pierwszego zespołu.

Nikt nie oczekuje od niego teraz, że równie szybko stanie się pierwszoplanową postacią w zespole Magiery. Konkurencja jest ogromna, ale Szymański o tym wie. - Pochwały do mnie płyną, to miłe. Ale spokojnie. Na razie nic się nie dzieje. Jeszcze nic wielkiego nie osiągnąłem - mówi z pokorą.

I wraca do zimowych przygotowań, które sprawiły, że przez wielu typowany jest teraz do tytuł odkrycia rundy: - To był ciężki okres. Ciężki dla mnie, ale też dla innych. Nikt z młodych nie dostał taryfy ulgowej. Pracowaliśmy mocno. Ale z drugiej strony byłem na to przygotowany, więc narzekać nie mogę. Tym bardziej, że przetrwałem, jakoś z tym sobie poradziłem i teraz moim celem jest jak najczęściej łapać się do meczowej osiemnastki.A co za tym idzie, grać w ekstraklasie. Czy się uda - nie wiem, będę próbował - mówi.

Szymański będzie próbował, to znaczy pracował. Bo to właśnie ciężka praca, pokora i niezłomny charakter są tym, co najbardziej wyróżnia go od reszty.

Czujesz się kibicem Legii? To sprawdź, co wiesz o ukochanym klubie
1/14Do którego klubu, w przerwie zimowej sezonu 2016/17, odszedł z Legii Nemanja Nikolić?
Zobacz także
  • Legia - Zrinjski Mostar 2:0 Ekstraklasa. Michaił Aleksandrow może odejść z Legii
  • Współwłaściciele Legii Bogusław Leśnodorski (z prawej) i Dariusz Mioduski Mocny wywiad Dariusza Mioduskiego. Druga strona: "Do zakończenia mediacji - bez komentarza"
  • Dariusz Mioduski i Bogusław Leśnodorski Kilka godzin rozmów i przełom w negocjacjach! Shoot-out w Legii coraz bliżej!
Komentarze (1)
Legia Warszawa. Mały wielki piłkarz - kim jest Sebastian Szymański?
Zaloguj się
  • boromir195419

    0

    Znajac Magiere wiem ze da chlopakowi szanse i o to chodzi bo szkoda talentu , przyklad to Kapustka ktory tak dlugo gral w rezerwach ze w pierwszym skladzie nie potrafil sie odnalezc ,

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

LOTTO Ekstraklasa 2018/19

lp. Drużyna M Pkt Br. Zw. R Por.
1 Piast Gliwice 37 72 57-33 21 9 7
2 Legia Warszawa 37 68 55-38 20 8 9
3 Lechia Gdańsk 37 67 54-38 19 10 8
4 Cracovia 37 57 45-43 17 6 14
5 Jagiellonia Białystok 37 57 55-52 16 9 12
6 Zagłębie Lubin 37 53 57-48 15 8 14
7 Pogoń Szczecin 37 52 57-54 14 10 13
8 Lech Poznań 37 52 49-48 15 7 15
9 Wisła Kraków 37 49 67-63 14 7 16
10 Korona Kielce 37 47 42-54 12 11 14
11 Górnik Zabrze 37 46 48-53 12 10 15
12 Śląsk Wrocław 37 44 49-45 12 8 17
13 Arka Gdynia 37 42 49-51 10 12 15
14 Wisła Płock 37 41 50-58 10 11 16
15 Miedź Legnica 37 40 40-65 10 10 17
16 Zagłębie Sosnowiec 37 29 49-80 7 8 22

  • Grupa mistrzowska
  • Grupa spadkowa