Sport.pl

Miroslav Radović: Kibice Partizana "jadą" ze mną równo, ale co mam zrobić? Jestem w Legii, cieszę się [ROZMOWA]

- To, ile ten powrót kosztował mnie czasu, zdrowia i nerwów - wiem tylko ja - mówi Miroslav Radović, który pod koniec sierpnia rozwiązał swój kontrakt z Partizanem Belgrad i po półtora roku znowu zagra w Legii Warszawa.
Bartłomiej Kubiak: Dużo się zmieniło?

Miroslav Radović: Nowych twarzy widzę sporo, ale korytarze wciąż te same, miejsce w szatni też. Nie było mnie w Legii półtora roku, ale zaraz po powrocie czułem się tak, jakbym wyjeżdżał stąd wczoraj. Cieszę się, że jestem z powrotem. Tym bardziej, że zrobiłem naprawdę wiele, by znowu tutaj być.

Jak pod koniec sierpnia pytałem w Legii czy wrócisz, to nikt nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Słyszałem tylko, że wszystko zależy od ciebie.

- Bo tak było. To, ile ten powrót mnie kosztował czasu, zdrowia i nerwów -wiem tylko ja.

W czerwcu związałeś się z Partizanem Belgrad, by zaraz z niego odchodzić. Co się stało, że raptem po dwóch miesiącach rozwiązałeś kontrakt?

- Punktem zapalnym było odpadnięcie z pucharów, czyli dwumecz z Zagłębiem Lubin w II rundzie Ligi Europy. Potem doszły do tego przegrane w lidze i zwolnienie trenera. Wiele spraw zaczęło wychodzić z szatni. W mediach pojawiały się dziwne wypowiedzi niektórych osób związanych z klubem. Zaczęło się szukanie kozłów ofiarnych. I ja byłem jednym z nich. A oprócz mnie jeszcze kilku starszych zawodników - m.in. Waleri Bożinow czy legenda klubu Sasza Ilić.

Ale żeby była jasność: nie uciekam od odpowiedzialności za słabe wyniki Partizana. Uważam jednak, że takie sprawy załatwia się inaczej - nie przez media, tylko w cztery oczy.

Jak podpisywałeś kontrakt z Partizanem, to był z tobą Danijel Ljuboja. On jest twoim menedżerem?

- Przede wszystkim jest moim przyjacielem. Po zakończeniu kariery piłkarskiej został menedżerem i z tego co wiem, radzi sobie całkiem nieźle. To on jako pierwszy skontaktował się z Partizanem w mojej sprawie. Pomagał mi w tym transferze.

Żałujesz tego transferu?

- Nie. Sam podjąłem taką, a nie inną decyzję. Poza tym czasu się nie cofnie.

Podobno, jeżeli ktoś chce się nauczyć serbskich wyzwisk, to może zajrzeć na strony kibiców Partizana i poczytać komentarze o twoim odejściu.

- No, jadą ze mną równo... Ale co mam zrobić? Nawet ich rozumiem. Są rozgoryczeni, bo przecież dopiero co podpisałem dwuletni kontrakt, a znikam po kilku tygodniach. To dla mnie trudny czas. W Partizanie się wychowałem i od zawsze mam dużo szacunku do jego kibiców. To się nie zmieni. Przecież to nie ich wina, że w klubie dzieje się tak, a nie inaczej. Że obecny Partizan nie ma nic wspólnego z tym, z którego 10 lat temu odchodziłem do Legii.

To prawda, że twój przyjazd do Warszawy opóźnił się, bo kibice z Belgradu nie mogli się pogodzić z twoim odejściem?

- Tak było. Kibice kochają Partizana i jak widzą tak pogmatwaną sytuację w klubie to się wściekają. Nie ma się im co dziwić. Ale zostawmy już to. To świeża sprawa. Nie chcę się wdawać w szczegóły. Jestem w Legii, wróciłem do domu - z tego się cieszę.

Do tego domu mogłeś jednak wrócić wcześniej - już w styczniu, zaraz po tym, jak rozwiązałeś umowę z Hebei China Fortune.

- Mogłem. Już nawet byłem spakowany i kupiłem bilet. Mówi się trudno. Żalu i pretensji do nikogo nie miałem i nie mam. Trochę już lat przeżyłem w futbolu i wiem, jak pewne sprawy funkcjonują. Jakbym był potrzebny, to od stycznia byłbym na Łazienkowskiej na 100 proc. Skoro nie byłem, to nie było sensu robić czegoś na siłę.

Po fiasku z Legią byłeś o krok od przejścia do Cracovii?

- Czy o krok? Pojawiło się zainteresowanie - zresztą nie tylko z Cracovii, ale też z jeszcze jednego polskiego klubu - ale to były wstępne rozmowy, bardziej grzecznościowe.

Ten drugi klub, to Lech?

- Nie, nie Lech, ale nie ciągnij mnie za język. To już nie ma znaczenia. Zresztą, to naprawdę nie były to na tyle poważne rozmowy, by teraz do nich wracać. Od wielu lat powtarzam, że nie wyobrażam sobie, bym w Polsce mógł grać w innym klubie niż Legia. To ona jest w moim sercu i każdy to wie.

Zimą trafiłeś do Olimpiji Ljubljana, z którą zdobyłeś mistrzostwo Słowenii. Mimo ważnej umowy nie zostałeś w klubie - dlaczego?

- Z Olimpiją podpisałem półtoraroczny kontrakt, ale była w nim klauzula, że jeżeli zdobędziemy mistrzostwo, to mogę go rozwiązać w każdej chwili. No i tak zrobiłem. A dlaczego tak zrobiłem? Nie wiem, nie potrafię tego racjonalnie wytłumaczyć. Na pewno wpływ na to miała osoba trenera Marko Nikolicia, który odszedł z klubu. Ale czy to decydowało? Myślę, że nawet, gdyby został, to ja i tak raczej rozglądałbym się za czymś innym. Ale pobyt tam wspominam super. To było kilka fajnych miesięcy spędzonych w otoczeniu sympatycznych ludzi, przy których odbudowałem się sportowo. Pomogłem w zdobyciu mistrzostwa, ale nie wyobrażałem sobie, by tam zostać dłużej. I wcale nie chodziło o pieniądze. Po prostu sobie tego nie wyobrażałem.

Kiedy ostatni raz rozmawiałeś z Henningiem Bergiem?

- Tu pewnie cię zaskoczę, bo całkiem niedawno. Jakoś w czerwcu trener Berg - właśnie po tym, jak rozwiązałem kontrakt z Olimpiją - skontaktował się ze mną i zapytał, czy nie chciałbym grać w jego Videotonie. Poleciałem do Budapesztu, rozmawiałem też z Kazimierzem Sokołowskim, ale spawa szybko upadła, bo chwilę później odezwał się Partizan.

Miałeś żal do Berga o to, że w meczu z Ajaksem w Amsterdamie odesłał cię na trybuny?

- Szczęśliwy z tego powodu nie byłem, ale to już przeszłość. Było, minęło. Nie ma co do tego wracać.

Zdajesz sobie sprawę, że część kibiców Legii wciąż może nie być w stanie ci wybaczyć odejścia do Chin?

- Po powrocie do Warszawy spotykam się na razie tylko z ciepłym przyjęciem, ale tak: jestem świadomy, że nie wszystkim mój powrót do Legii może pasować. Rozumiem, każdy może mieć swoje zdanie. Ale na moją postawę to nie wpłynie. Na boisku będę zasuwał i robił wszystko, by drużyna grała jak najlepiej.

Mówi się, że zostałeś sprowadzony do Legii, by poprawić atmosferę.

- Już się ktoś mnie o to pytał. Szczerze, nie do końca wiem jak miałbym to zrobić. Wiadomo: Enklawa odpada. Ale już tak całkiem serio, w szatni musimy być razem, inaczej się nie da. Tym bardziej teraz, kiedy latem do Legii trafiło wielu nowych piłkarzy.

Oglądałeś mecze Legii w tym sezonie?

- Tak, praktycznie wszystkie.

I co powiesz?

- Cieszę się z Ligi Mistrzów, ale pora skupić się na ekstraklasie. Na początku sezonu pogubiliśmy w niej sporo punktów i teraz trzeba gonić. Ale odrobimy je. Musimy. Nie widzę innej opcji.

Jesteś gotowy, by w sobotę zagrać z Termalicą?

- Z Partizanem solidnie przepracowałem okres przygotowawczy, nie mam żadnych zaległości i czuję się dobrze. Jestem gotowy.

Bogusław Leśnodorski mówi, że w LM celujecie w trzecie miejsce w grupie.

- Dlaczego nie?

A dlaczego nie w drugie?

- Wiadomo, to jest piłka i tak dalej, ale spokojnie, musimy myśleć racjonalnie. Z Realem i Borussią będziemy szukać swojej szansy, ale realnie myśląc, jedynie Sporting jest w naszym zasięgu.

Pazdan kontra Ronaldo, ale czy Real jest gotowy na Kucharczyka? [MEMY]






Więcej o: